Kayden wiele rzeczy rozumiał, tak jak i teraz mógł zrozumieć, że to wszystko przez zapracowanie. O ile to była prawda, a nie białe kłamstwo. Mógł zrozumieć brak kontaktu przez chorobę, przez jakieś sprawy rodzinne, przez cokolwiek, co miało sens. W zasadzie brak zainteresowania też miało sens, w końcu człowiek to istota zmienna. Chociaż to było dziwne... to nie on pierwszy zaczął robić słodkie oczęta. Frustracja przemknęła mu przez twarz, bo wymówka była dla niego zbyt banalna. - Nie wyżywam się. - Odpowiedział protekcjonalnie, wyczuwając atak w słowach Laurenta, ale zreflektował się szybko i wycofał ostre spojrzenie. Jego złość była tu nie na miejscu, zwłaszcza że jego uczucie nie zdążyło jeszcze ostygnąć. W grę jednak wpełzły emocje, a wtedy racjonalność wydaje się zbaczać na drugi plan i ciężko ku niej sięgnąć. - Chciałbym tylko wiedzieć, w czym tkwi problem. - Odbiegł spojrzeniem do szklanki z wodą i pochylił się, by ją chwycić. By zająć czymś ręce i zamoczyć usta. Mieć chwilę, by się zastanowić. Nie lubił takiej improwizacji, nie mógł przemyśleć i rozpracować różnych scenariuszy. Z Laurentym było to na tyle niewygodne, że jego własne pragnienia przysłaniały mu rozsądek. Nie był pewien czy duma powinna dyktować mu jego działania. Nie chciał ani zamiatać wszystkiego pod dywan, ani się najeżać jak kocur. Co jednak zrobić, kiedy musisz odpuścić na czymś, na czym ci zależy? Bo zależało... Sam w to nie wierzył, ale taka była prawda. Zależało mu na Laurentym, choć zapewne strzelał sobie sam w kolano. Zależało mu, by być skrawkiem jego świata, choćby tym najmniejszym, który musi ukrywać. To właśnie się dzieje, kiedy decydujesz się na ochłapy. Takie, które wydają się nie mieć przyszłości... Cierpisz, bo to jak przystawianie spragnionych ust do pojedyńczych kropel wody, spływających z nieczynnego już kranu.
Zachowanie godności kłóciło się jednak ze złością i nie było tu mowy o harmonię. Delacour był uparty, a upartość zakorzeniona była na tyle głęboko, że nie chciał temu odpuścić. - A więc? - A więc wotum zaufania i czysta karta. Kayden westchnął bezgłośnie i zdecydował się nastawić policzek. - Czy coś się stało, że nie mogłeś mi po prostu napisać? - Zapytał, obracając kryształową szklankę w dłoni, w której migotało światło spadające z okna. Głos miał cichy, spokojny, choć napięcie ściskało mu pierś na miazgę. Chciał to już mieć za sobą. W końcu nie jednym doznaniem żyje człowiek, a świat nie kończy się na jednym odrzuceniu.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)