Eleonora, a racze jej bobrze wcielenie zaatakowało laskę Perseusa Blacka, udało jej się ją ugryźć nim ktokolwiek zdążył zareagować. Co działo się wtedy w jej głowie? Jakiś instynkt, coś wewnątrz tak bardzo pragnęło drewna, że nie potrafiła się temu oprzeć. Nie liczyło się nic więcej, w tej krótkiej chwili tylko ona i laska Perseusa. Nigdy w swoim życiu nie czuła czegoś takiego. Wiedziała, że coś jest nie tak, że nie jest sobą, później było tylko gorzej.
Dostała zaklęciem, nie miała zielonego pojęcia, kto przywrócił ją do normalności. Kiedy powróciła do swojej ludzkiej formy czuła w ustach dziwny posmak, podniosła głowę i dotarło do niej, że jest źle. Bardzo źle. Pierwsze przyszło zakłopotanie - tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy, z tego co się przed chwilą wydarzyło. Powoli zaczęło do niej docierać. Ktoś przypadkiem musiał ją transmutować - tylko dlaczego właśnie ją, dlaczego to zawsze ona musiała znajdować się w takiej poniżającej sytuacji. Czuła, że wzrok wszystkich jest skierowany właśnie w jej kierunku. Gdyby tylko umiała się teleportować, zapewne już by to zrobiła. Najchętniej zniknęłaby i nie pokazywała się nikomu przez najbliższe kilka lat.
Wstyd, który ją ogarnął spowodował, że jej twarz oblała się rumieńcem. Ta okropna suknia, którą na siebie włożyła zaczęła ją kuć w każdy milimetr ciała. Po co właściwie tu przyszła? Mogła się domyślić, że to skończy się katastrofą, tylko upewniła się, że ona nie pasuje do tego świata. Bankiety, bale - nie powinna w ogóle brać pod uwagę, że jest inaczej. Odruchowo się wycofała, przesunęła do tyłu, jednak jeszcze nie podniosła, gdyby wstała, wtedy wszyscy by się w nią wpatrywali (jakby teraz tak nie było), a tego nie chciała. Podłoga powodowała, że czuła odrobinę bezpieczeństwa.
Pierwszą z osób, które zauważyła był Alastor, zupełnie zignorowała to grono bogaczy, którzy znajdowali się tuż przed nią, nie chciała na nich patrzeć, czuła tę pogardę, to było wystarczające. Figg najwyraźniej pełna była kompleksów. Moody chyba chciał jej pomóc, w końcu trzymał różdżkę w ręku, z tej odległości nie była w stanie zauważyć, że był pijany. Oczy jej się zaszkliły, wpatrywała się w niego wzrokiem błagającym o pomoc, jeszcze moment, chwila i pęknie. Dla Norki było to zbyt wiele. Dawno nie czuła takiego upokorzenia, objęła rękoma kolana i zaczęła się trząść. Nie miała zielonego pojęcia, co powinna teraz zrobić. Czuła się źle, najgorsze było to, że wszyscy na nią patrzyli, miała wrażenie, że całe ciało ją pali, jeszcze moment i spłonie ze wstydu.
Jeszcze bardziej skuliła się, kiedy zauważyła błysk aparatu Daisy. Nie miała pojęcia, jak wyjść z tego wszystkiego z twarzą, czuła, że już po niej, że będzie to ogromny skandal. Tylko tego brakowało jej do szczęścia. Uciekała wzrokiem, nie chciała zobaczyć rozczarowania Brenny i wszystkich innych, którzy się tutaj znajdowali, w końcu przez nią ten bal okazał się być katastrofą.