Cisza przed burzą była ciężka, stresująca, męcząca. Chwila, w której nabierasz tchu, by wysyczeć swoją wściekłość i zagrzmieć jak huk błyskawicy. Napięcie można by kroić nożem, bo żadna ze stron nie chciała się unosić, a jednak to wewnątrz szalał sztorm. Zduszony w środku, żeby tylko wyjść z twarzą z sytuacji. Ale tak, było to niepokojąco dziwne, ten pozorny spokój. Nie wróżył niczego dobrego. - A jakie ma być? - Zapytał chłodno, aż zadrgała mu brew. - Spodziewałeś się, że się będę pieklić? Czy może na to liczyłeś? - Znów dodał lekceważąco, odkładając szklankę. Jednym z objawów zdenerwowania okazało się lekkie podrygiwanie nogą, bo musiał dać jakoś upust swojej irytacji. Ciało zdradzało jego buzujące emocje, mimo, że próbował zachować ten spokój na równej linii.
Jednak linia się zachwiała, aż złość zsunęła się z pochyłej, uderzając głucho o grunt. Nie rozumiał tych pytań i skąd nagle wypłynęły. Strzelił w niego oczami z surową miną, zaciskając na chwilę zęby. To jakaś próba odwrócenia kota ogonem? Manipulacja psychologiczna? Nie był cierpliwy z takimi gierkami ani chętny przytaknąć i pozwolić się omotać jak ślepiec. - Ty mi? - Warknął. - Oh, proszę cię... Próbujesz mi wmówić, że to moja wina? - Prychnął, choć gubił się trochę w tych oskarżeniach. On miałby się znudzić? To przecież od niego wszystkie próby korespondencji trafiały na ścianę, a może i wpadały do ognia... Możliwe motywy właśnie roztrzaskały się jak szkło, bo jeśli brak odpowiedzi miałby swoje logiczne wyjaśnienie, to by mu o tym powiedział, a nie rzucał takie pytania. A może nie... może mu się tylko wydawało, że potrafiłby przewidzieć reakcję. W końcu nie wiedział, co siedzi Laurentowi w głowie... przecież taka rozmowa nie miała miejsca, choć zapewne powinna. Już dawno powinna. - Wybacz, ale nie jestem w nastroju do żartów. - Odpowiedział, krzyżując ręce na piersi. - Unikać cię też nie mam zamiaru. Jeśli masz mi coś do powiedzenia, to wykrztuś z siebie, a nie udajesz ofiarę. Miejmy to już z głowy... - Ostatnie zdanie dodał z goryczą cisnącą się na język i irytację przyćmił żal, zmuszając go, by spojrzenie odwrócił gdzieś na bok.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)