Może przesadził, a przesadził na pewno... ale to w złości. W burzy emocji, którą odczuwał wewnątrz. Złości przede wszystkim na siebie, że liczył na coś więcej. A głęboko pod skorupą jego własnych uprzedzeń, niedomówień i pragnień było też zaniepokojenie... Lęk, zwłaszcza po tej sytuacji z zabójcą we śnie, o której usłyszał w Marsylii. Wtedy było już po fakcie, ale co jeśli znów coś się wydarzyło, a on o niczym nie wiedział? Nie powinien mieć pretensji, ale tak brzmiała ta ukryta w sercu prawda. Martwił się. A potem tylko upychał te myśli nogą w najdalszy kąt samoświadomości, bo wciąż czuł, że nie ma do tego prawa. Jego zachowanie zdawało mu się głupie. Niepotrzebne. Niechciane. Nachalne. A potem przyszły wątpliwości i w zasadzie już nie wiedział, co było powodem. Odrzucenie czy brak czasu? Wszystko zwijało się w jeden, wielki kłębek nerwów i zażaleń, który musiał tłamsić w sobie.
- Wybacz, ale nie czytam w myślach... Nie wiem czego mam się spodziewać po twojej ciszy. - Odpowiedział, ale reakcja Laurenta trochę go przystopowała. Nie, wcale tak nie myślał. Nie uważał, żeby chciał go specjalnie podjudzać. Nie tak go widział. Język jednak chciał syczeć samoistnie.
- Błędy... - Powtórzył, marszcząc brwi. Znów nie rozumiał gdzie w tym jego błąd. Błędem było może to, że nie wrócił wcześniej. Choć ciężko mu było postawić kogokolwiek wyżej od rodziny, zwłaszcza w takiej sytuacji. Bo co, miał ich wszystkich olać? Dla kogo? Dla tej dziwnej relacji, która nie miała nazwy ani definicji? A jednocześnie zrobiłby to, gdyby dostał choć słowo, że coś było źle, że coś się stało, że go potrzebował. Jak Bóg mu świadkiem, olałby wszystko i wrócił. Czy to czyniło go głupcem? Prawdopodobnie tak... Zakochanym głupcem. - Według mnie odwracasz kota ogonem. - Mruknął i znów wysilił się na powierzchowny spokój. Nie mógł dać frustracji wygrać i stracić nad sobą panowanie. Nie tak całkiem. - Jeżeli obojętność przeszkadzała ci w odpowiedzi, trzeba było, chociaż wysilić się na... cokolwiek. Nawet pusta kartka byłaby lepsza, niż kompletne nic. - Powiedział gorzko i zwrócił srebrne oczy w stronę blondyna. Dostrzegł jego reakcję, jego dłoń na sercu i momentalnie pożałował, że nie potrafił udawać opanowania. Jednak kolejny wyrzut wypłynął z jego ust, jakby tama powoli zaczynała trzaskać pod naporem nerwów. - Jeśli myślałeś, że mnie to nie ruszy to chyba mnie przeceniasz. Nie jestem z kamienia. - Wbrew temu, co próbował sfałszować mimiką i szorstkimi słowami.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)