25.11.2022, 14:18 ✶
Pieniądze…
Dlaczego ktoś miałby wysłać takie kwoty charłaczce?
Kilka wyjaśnień nieomal natychmiast przyszło Brennie do głowy. Ojciec dziecka. Ktoś, kogo szantażowała. Jakiś członek rodziny, po kryjomu wspierający krewną. Mogłoby to być poszlaką wobec jej zniknięcia, gdyby nie to, że osoba, która to robiła, najwyraźniej nie wiedziała o zniknięciu.
Odłożyła koperty wraz z zawartością na blat. Kolejna rzecz do sprawdzenia: taka koperta nie powinna mieć zbyt wielu „wspomnień” i Brenna mogła w miarę łatwo przekonać się, kto ją wysłał. Dużo łatwiej niż szukając czegoś w pamięci tego domu. Domu, który ją nie chciał. Domu, w którym do niedawna szczęśliwie żyły dwie osoby.
Wstała już i wyciągnęła z kieszeni – jednej z wielu, bo Brenna zawsze nosiła przy sobie mnóstwo rzeczy - pudełeczko z paroma małymi świeczkami, zgarnięte w ostatniej chwili z biura. Przykucnęła, szukając na podłodze miejsca, gdzie mogłaby ustawić krąg, najlepiej w pobliżu korytarza. Nie zdążyła jednak.
Poderwała gwałtownie głowę, słysząc melodię. Jedna ze świec upadła i potoczyła się po posadce. Brenna zaś dosłownie wystrzeliła ku schodom, szybka niby błyskawica, przeskakując po dwa schodzi i robiąc przy tym tyle hałasu, że Patrick z pewnością musiał to usłyszeć. Musiała przekonać się, czy melodia naprawdę tam rozbrzmiewa, czy gra tylko w jej wyobraźni. A może we wspomnieniach, w widmach, zamkniętych w tych murach.
Dlaczego ktoś miałby wysłać takie kwoty charłaczce?
Kilka wyjaśnień nieomal natychmiast przyszło Brennie do głowy. Ojciec dziecka. Ktoś, kogo szantażowała. Jakiś członek rodziny, po kryjomu wspierający krewną. Mogłoby to być poszlaką wobec jej zniknięcia, gdyby nie to, że osoba, która to robiła, najwyraźniej nie wiedziała o zniknięciu.
Odłożyła koperty wraz z zawartością na blat. Kolejna rzecz do sprawdzenia: taka koperta nie powinna mieć zbyt wielu „wspomnień” i Brenna mogła w miarę łatwo przekonać się, kto ją wysłał. Dużo łatwiej niż szukając czegoś w pamięci tego domu. Domu, który ją nie chciał. Domu, w którym do niedawna szczęśliwie żyły dwie osoby.
Wstała już i wyciągnęła z kieszeni – jednej z wielu, bo Brenna zawsze nosiła przy sobie mnóstwo rzeczy - pudełeczko z paroma małymi świeczkami, zgarnięte w ostatniej chwili z biura. Przykucnęła, szukając na podłodze miejsca, gdzie mogłaby ustawić krąg, najlepiej w pobliżu korytarza. Nie zdążyła jednak.
Poderwała gwałtownie głowę, słysząc melodię. Jedna ze świec upadła i potoczyła się po posadce. Brenna zaś dosłownie wystrzeliła ku schodom, szybka niby błyskawica, przeskakując po dwa schodzi i robiąc przy tym tyle hałasu, że Patrick z pewnością musiał to usłyszeć. Musiała przekonać się, czy melodia naprawdę tam rozbrzmiewa, czy gra tylko w jej wyobraźni. A może we wspomnieniach, w widmach, zamkniętych w tych murach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.