Nie miało to kompletnie sensu. Czuł się tak, jakby gadał do rozmywającego się powoli obrazu. Jakby farby topniały pod jego spojrzeniem, bo nie potrafiły się utrzymać na płótnie. Ah, świetnie... więc do złości mógł teraz dodać i poczucie winy. W pewnym sensie oczekiwał kontrataku, a nawet by mu to ułatwiło sprawę, ale Laurent wyglądał teraz kompletnie nie tak, jak trzeba. Jego reakcja gryzła się z tym, czego spodziewał się brunet. Więc milczał. Milczał i słuchał tej ostrożności, tej niepewności i nie był pewien, czy dobrze słyszy. Pokręcone to było. Zamknął na chwilę ślepia i uspokoił oddech. Później otworzył je i uniósł oczy ku górze, jakby modlił się o cierpliwość. - No, to ci się udało... Tak, na pewno nie będę się martwił brakiem odpowiedzi z twojej strony. - Spojrzał na blondyna z ironią wypisaną na twarzy i głosem, jakby płynnie ciął jedwab. - W żadnym wypadku. W końcu moja empatia jest jedynie na wystawę. Tak się tobą bawię, bo się nudzę. - Dodał sarkastycznie, przechylając na bok głowę i wykrzywiając wargi w parodii uśmiechu. Nic z tego, co mówił, nie miało prawa wyjść z jego ust, a na pewno nie chciał być wredny, ale nie mógł się powstrzymać. Gdyby nie targały nim emocje, na spokojnie wyjaśniłby sprawę i powiedział... Nie, wcale mi się nie narzucasz. A właściwie, to narzucaj się śmiało. Chcę, żebyś mnie martwił. Chcę... chcę być częścią tego szarego świata tak samo, jak i tego barwnego. Nie miał teraz jednak czasu, by się namyśleć i odpowiedzieć z sensem. Miał niewyparzoną gębę, ilekroć serce przejmowało stery, a rozum żył w mętliku i przeświadczeniu, że popełnił błąd. Tylko gdzie ten błąd tkwił? Które koło mechanizmu szwankowało? - Nie rozumiesz? W porządku... - Odparł i czuł, że serce mu przyspiesza. - Nie będę ci tego utrudniać. Właściwie, to mogę ci to ułatwić, jeśli chcesz... - Wstał z kanapy, westchnął i schował ręce do kieszeni spodni, odwracając się w kierunku Laurenta. Srebrne oczy utkwił w jego morskich tęczówkach, czując się coraz to paskudniej z każdym kolejnym słowem, a mimo tego czuł się zrezygnowany. - Mogę udawać, że nic się nie wydarzyło, skoro ciężko ci to ubrać w słowa. Możemy zapomnieć. - Wzruszył ramionami. - Jeżeli tak ci będzie łatwiej. W końcu na nic się nie umawialiśmy... jeżeli ci się znudziło, to nie ma problemu. - Skłamał, bo problem był i wbijał się w niego jak szpilka z jadem. Chyba po raz pierwszy w życiu tak mu puściły nerwy. Nigdy się tak nie zachowywał. Nigdy. A tu, o proszę, przyszedł taki Laurenty, szturchnął jego serce jak mrowisko patykiem i teraz się wycofywał, bo nie chciał się narzucać.
[1.08.1972] Blue Boy | Laurent & Kayden
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.
03.02.2024, 22:27 ✶
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności:
Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów
Kayden Delacour (5999), Laurent Prewett (7691)
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)