03.02.2024, 23:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2024, 23:06 przez Brenna Longbottom.)
Uśmiechnęła się tylko na jego stwierdzenie odnośnie pertraktacji ze zjawami. Mogłaby go zapewniać, że przecież to nic dziwnego, i że w Hogwarcie dużo było duchów, i że w ogóle jest absolutnie normalna jak na czarodziejkę… ale Macmillan już chyba wyrobił sobie opinię na jej temat, wrzucił do szufladki z napisem „ból głowy w ludzkiej formie” albo „chodząca katastrofa” i nie było co z tym walczyć.
– Słyszałam jak jedna nauczycielka go nimi straszyła. Nie zdawał się specjalnie tym przejęty… ale… no zdawał się dużo silniejszy niż ten tutaj. Sądzisz, że dałbyś radę wyegzorcyzmować Irytka? – spytała, z autentycznym zainteresowaniem. Bo wątpiła, aby złośliwą istotę w szkole trzymano z powodu litości dyrekcji. Dumbledore podejmował niekiedy nieco kontrowersyjne decyzje, ale przed nim w gabinecie zasiadało wielu innych dyrektorów i Brenna miała nieodparte wrażenie, że któryś z nich w pewnym momencie musiał stracić cierpliwość do Irytka.
Jeżeli wciąż był w Hogwarcie, to prawdopodobnie dlatego, że jego usunięcie było trudne lub niemożliwe.
Brenna nie była najmądrzejszą osobą na świecie, ale nie była też kompletną idiotką i bywała całkiem bystra. Najwyraźniej jednak zrozumienie, o co chodzi z „załamaniem struktury niematerialnej” i „rozplątaniem sieci bytowej” ją trochę przerosło, bo zamrugała, spoglądając na Sebastiana z pewnym zdumieniem.
– Nie chciałam? To znaczy… To w ogóle powinno zadziałać w ten sposób? – spytała, a potem otworzyła oczy szerzej, kiedy Macmillan podsumował krótko i treściwie: zabiłaś go. Opuściła wzrok na swoją różdżkę i przez chwilę stała po prostu, niepewna, jak na to zareagować. Czy poltergeista w ogóle można zabić? Czy powinna mieć z tego powodu wyrzuty sumienia? Czy zabijanie poltergeistów było nielegalne? Czy powinna sama siebie aresztować? Skoro stanowiły czystą manifestację magii chaosu i nigdy nie były ludźmi, to chyba nie…?
– Przepraszam – odparła odruchowo, kiedy wspomniał o papierach, ale nie była pewna, za co właściwie przeprasza. Nie miała pojęcia, że to w ogóle może tak zadziałać!!! I w ogóle, jakim cudem pozbyła się poltergeista, skoro kazano jej wzywać tutaj egzorcystę? Przecież mógłby sobie wtedy faktycznie spokojnie stać z drugiej strony ulicy, prawda?
Może Macmillan ją wrabiał.
Może sam zrobił coś, co załatwiło tego poltergeista.
Odruchowo przyjęła wręczoną jej butelkę, a potem, nie mogąc się powstrzymać, uniosła i skierowała ku oknu, próbując przyjrzeć się zawartości.
– Powinnam umieścić na niej napis „nie potrząsać”? – spytała, biorąc się w garść, bo skoro Sebastian zachowywał się dość spokojnie, to chyba jednak to zabicie nie było zabiciem – zabiciem, a tylko czymś metaforycznym. Albo zabiła go tak tylko troszkę, na określony czas, skoro energia miała szansę zebrać się znowu. Chociaż jeżeli go zamkną, to chyba się nie zbierze…? – Dzień dobry poltergeiście. Przeprosiłabym, że cię zabiłam, ale próbowałeś zrzucić na mnie żyrandol – oświadczyła, a potem opuściła butelkę i kąciki ust drgnęły jej lekko, gdy przeniosła wzrok z powrotem na Sebastiana. – Wiesz co? Zamykasz poltergeisty w butelkach, otwierasz drogę do Limbo i dokonujesz egzorcyzmów w Egipcie, a to ja twoim zdaniem pakuję się ciągle w jakieś dziwne kłopoty? – stwierdziła, mrużąc lekko oczy: iskrzyło w nich coś, co mogło być tylko rozbawieniem, które zastąpiło wcześniejszą konsternację.
A potem odwróciła się i skierowała w stronę schodów.
W końcu wciąż czekało na nich bardzo, bardzo wiele potencjalnie nawiedzonych pojemników…
– Słyszałam jak jedna nauczycielka go nimi straszyła. Nie zdawał się specjalnie tym przejęty… ale… no zdawał się dużo silniejszy niż ten tutaj. Sądzisz, że dałbyś radę wyegzorcyzmować Irytka? – spytała, z autentycznym zainteresowaniem. Bo wątpiła, aby złośliwą istotę w szkole trzymano z powodu litości dyrekcji. Dumbledore podejmował niekiedy nieco kontrowersyjne decyzje, ale przed nim w gabinecie zasiadało wielu innych dyrektorów i Brenna miała nieodparte wrażenie, że któryś z nich w pewnym momencie musiał stracić cierpliwość do Irytka.
Jeżeli wciąż był w Hogwarcie, to prawdopodobnie dlatego, że jego usunięcie było trudne lub niemożliwe.
Brenna nie była najmądrzejszą osobą na świecie, ale nie była też kompletną idiotką i bywała całkiem bystra. Najwyraźniej jednak zrozumienie, o co chodzi z „załamaniem struktury niematerialnej” i „rozplątaniem sieci bytowej” ją trochę przerosło, bo zamrugała, spoglądając na Sebastiana z pewnym zdumieniem.
– Nie chciałam? To znaczy… To w ogóle powinno zadziałać w ten sposób? – spytała, a potem otworzyła oczy szerzej, kiedy Macmillan podsumował krótko i treściwie: zabiłaś go. Opuściła wzrok na swoją różdżkę i przez chwilę stała po prostu, niepewna, jak na to zareagować. Czy poltergeista w ogóle można zabić? Czy powinna mieć z tego powodu wyrzuty sumienia? Czy zabijanie poltergeistów było nielegalne? Czy powinna sama siebie aresztować? Skoro stanowiły czystą manifestację magii chaosu i nigdy nie były ludźmi, to chyba nie…?
– Przepraszam – odparła odruchowo, kiedy wspomniał o papierach, ale nie była pewna, za co właściwie przeprasza. Nie miała pojęcia, że to w ogóle może tak zadziałać!!! I w ogóle, jakim cudem pozbyła się poltergeista, skoro kazano jej wzywać tutaj egzorcystę? Przecież mógłby sobie wtedy faktycznie spokojnie stać z drugiej strony ulicy, prawda?
Może Macmillan ją wrabiał.
Może sam zrobił coś, co załatwiło tego poltergeista.
Odruchowo przyjęła wręczoną jej butelkę, a potem, nie mogąc się powstrzymać, uniosła i skierowała ku oknu, próbując przyjrzeć się zawartości.
– Powinnam umieścić na niej napis „nie potrząsać”? – spytała, biorąc się w garść, bo skoro Sebastian zachowywał się dość spokojnie, to chyba jednak to zabicie nie było zabiciem – zabiciem, a tylko czymś metaforycznym. Albo zabiła go tak tylko troszkę, na określony czas, skoro energia miała szansę zebrać się znowu. Chociaż jeżeli go zamkną, to chyba się nie zbierze…? – Dzień dobry poltergeiście. Przeprosiłabym, że cię zabiłam, ale próbowałeś zrzucić na mnie żyrandol – oświadczyła, a potem opuściła butelkę i kąciki ust drgnęły jej lekko, gdy przeniosła wzrok z powrotem na Sebastiana. – Wiesz co? Zamykasz poltergeisty w butelkach, otwierasz drogę do Limbo i dokonujesz egzorcyzmów w Egipcie, a to ja twoim zdaniem pakuję się ciągle w jakieś dziwne kłopoty? – stwierdziła, mrużąc lekko oczy: iskrzyło w nich coś, co mogło być tylko rozbawieniem, które zastąpiło wcześniejszą konsternację.
A potem odwróciła się i skierowała w stronę schodów.
W końcu wciąż czekało na nich bardzo, bardzo wiele potencjalnie nawiedzonych pojemników…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.