03.02.2024, 23:42 ✶
Oczywiście, że interesowały ją lwy. Same w sobie były świetne, a poza tym były w herbie jej hogwarckiego Domu, prawda? Brenna więc kręciła się w ich pobliżu, absolutnie nieświadoma, że te były w istocie zaklętymi ludźmi (i dobrze, bo natychmiast zaczęłaby po pierwsze, szukanie sposobu na ich odczarowanie, po drugie, śledztwo w sprawie rzuconej na nich klątwy), ale nic dziwnego, że Fiery nie rozpoznała jej od razu – wtedy Brenna była trochę bardziej oberwana.
– Spodziewałam się tylko ciebie, więc wzięłam jedną, zdecydujcie, kto ją dostanie. Z drugiej już piłam – powiedziała z odrobiną skruchy, wyciągając w stronę Alexandra jeden z dwóch kubków dobrej kawy, w które zaopatrzyła się w drodze tutaj.
W pierwszej chwili nie zrozumiała, o jakim „Owenie” mówił mężczyzna. Znała kierowcę Błędnego Rycerza jako Vespera (i co tu dużo kryć, obejrzała się za nim raz czy dwa, bo był osobnikiem bardzo przyjemnym dla oka, i to zanim z rozbawieniem odkryła, że wyprzedził jej brata na liście najbardziej czarujących kawalerów Tygodnika Czarownica). I chociaż zwykle miała bardzo dużo do powiedzenia, tym razem postanowiła zmilczeć: w słowach Alexa pobrzmiewało zacietrzewienie, które mogło rodzić się tylko z poczucia zdrady i świadczyło o wciąż bolesnej ranie. Brenna wolała nie sprawdzać, czy ta wciąż się jątrzy.
– Przykro mi – stwierdziła więc tylko niemal miękkim głosem nim znów się do nich uśmiechnęła. – Chcesz zrobić ze mnie clowna, Alex? Przyznaj, chodzi o to, że nie potrzebowałabym nawet charakteryzacji, więc zaoszczędzilibyście na kostiumie – oświadczyła, z uśmiechem igrającym na wargach. – Jeśli kiedyś mnie wykopią, będę wiedziała, gdzie się zgłosić. To co? Przysiądziemy gdzieś i obejrzymy te wszystkie papierki? – spytała, bo tak na pierwszy rzut oka nie widziała żadnych problemów ani z namiotami, ani z widocznymi oznakami magii. A potem mrugnęła jeszcze do Fiery. – Jak się z tym szybko uporamy, chętnie jeszcze odwiedzę lwy. To znaczy, sprawdzę, czy ich liczba zgadza się z tym w dokumentach, oczywiście, bo w końcu jestem na służbie – oświadczyła, teraz starając się zrobić poważną minę. Prawie jej to wyszło. PRawie.
– Spodziewałam się tylko ciebie, więc wzięłam jedną, zdecydujcie, kto ją dostanie. Z drugiej już piłam – powiedziała z odrobiną skruchy, wyciągając w stronę Alexandra jeden z dwóch kubków dobrej kawy, w które zaopatrzyła się w drodze tutaj.
W pierwszej chwili nie zrozumiała, o jakim „Owenie” mówił mężczyzna. Znała kierowcę Błędnego Rycerza jako Vespera (i co tu dużo kryć, obejrzała się za nim raz czy dwa, bo był osobnikiem bardzo przyjemnym dla oka, i to zanim z rozbawieniem odkryła, że wyprzedził jej brata na liście najbardziej czarujących kawalerów Tygodnika Czarownica). I chociaż zwykle miała bardzo dużo do powiedzenia, tym razem postanowiła zmilczeć: w słowach Alexa pobrzmiewało zacietrzewienie, które mogło rodzić się tylko z poczucia zdrady i świadczyło o wciąż bolesnej ranie. Brenna wolała nie sprawdzać, czy ta wciąż się jątrzy.
– Przykro mi – stwierdziła więc tylko niemal miękkim głosem nim znów się do nich uśmiechnęła. – Chcesz zrobić ze mnie clowna, Alex? Przyznaj, chodzi o to, że nie potrzebowałabym nawet charakteryzacji, więc zaoszczędzilibyście na kostiumie – oświadczyła, z uśmiechem igrającym na wargach. – Jeśli kiedyś mnie wykopią, będę wiedziała, gdzie się zgłosić. To co? Przysiądziemy gdzieś i obejrzymy te wszystkie papierki? – spytała, bo tak na pierwszy rzut oka nie widziała żadnych problemów ani z namiotami, ani z widocznymi oznakami magii. A potem mrugnęła jeszcze do Fiery. – Jak się z tym szybko uporamy, chętnie jeszcze odwiedzę lwy. To znaczy, sprawdzę, czy ich liczba zgadza się z tym w dokumentach, oczywiście, bo w końcu jestem na służbie – oświadczyła, teraz starając się zrobić poważną minę. Prawie jej to wyszło. PRawie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.