To nie była zabawa ani grę to też nie przypominało. Bardziej skłaniało się to już ku bitwie z niewiadomym zagrożeniem, bo z czym w zasadzie walczył? Z sobą samym? Z Laurentym? Przecież nie chciał z nim walczyć. To wszystko nie było takie, jakie być powinno. Domino, które zostało pchnięte i zataczało się, kafel po kaflu. Nie szło tego zatrzymać, wszystko musiało runąć. To było nieuniknione, bo to, co dobre, zawsze trafiał szlag.
Teraz widział już tę złość i frustrację u blondyna, w jego ruchach i słowach. Spodziewał się, że z automatu będzie chciał odpowiadać mu tym samym i usłyszy w końcu to, czego się spodziewał. Że w zasadzie może sobie wsadzić własne uczucia do śmieci, bo są nic niewarte. Że był naiwny, sądząc, że coś ich połączyło... Nic jednak nie pokrywało się z kluczem w jego głowie. Nie było tu schematu, który sobie rozrysował. Sprowokował go świadomie, żeby prawda została wyrzucona prosto z mostu. Nie spodziewał się jednak reakcji Prevetta. - Co ty wyprawiasz? - Oczy z rozpiętej koszuli powróciły na twarz, wbijając się w nią jak haki i odmawiając roli w spektaklu. Kompletnie nic już nie rozumiał. Huczało mu w uszach, klatkę piersiową wypełniał rytmiczny, głośny łomot, a oddech stał się ciężki, choć cichy i powolny, bo skupił się na próbie opanowania nerwów, zaciskając pięści w kieszeniach spodni. Wysłuchał jego słów, bo wciąż próbował wychwycić w nich to, czego szukał. - Gówno prawda. - Warknął w odpowiedzi, nie ruszając się z miejsca. - Nie odzywałeś się prawie przez miesiąc, na żaden z listów nie dostałem odpowiedzi. Myślisz, że pisałem je, bo mam za dużo atramentu w piórze? Bo co, bo mam za dużo wolnego czasu, to udaję, że mi zależy? Kaprys bogacza? - Zmarszczył nos, zupełnie jak wilk. Bo go to bolało, że nie mógł przestać udawać. Bo miał dość udawania. Przed tym błękitem chciał się nauczyć być prawdziwym, ale teraz wolał otoczyć się murem i stać za nim jak niewzruszony posąg. Nie potrafił. - To kiedy w takim razie dałem ci do zrozumienia, że mi się narzucasz? Albo, że w jakimś stopniu przeszkadza traktowanie cię jak człowieka? Olśnij mnie, eh? - Zadarł głowę, przymrużając powieki i zrobił krok do przodu, znów go prowokując. Zapomniał już, że miał się nie odsłaniać i zostać na neutralnym gruncie. Zresztą, teraz już było na to za późno.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)