04.02.2024, 01:31 ✶
Lubiła mieć wszystko pod kontrolą.
Nawet w pozornym chaosie wylewającym się z dziecięcego pokoju krył się jakiś wzór, algorytm, nad którym Imogen panowała. W wieczornej rutynie i kłótniach z chłopcami o umycie zębów, w próbach wykąpania Beatrice bez krzyku, w stukocie małych stóp o poranku i równie małych dłoniach zdzierających z niej kołdrę, z piskliwym wstawaj, mamo. Lubiła wiedzieć, kiedy jej dzieci - jej piękne, wyciągnięte z macierzyńskiego działu "Czarownicy" dzieci jedzą, bawią się i śpią. Musiała wiedzieć, musiała trzymać rękę na pulsie i gasić pożary.
Zostawić je komuś - nawet zaufanemu - kto zburzyłby ich rutynę? Zostawić i nie mieć pojęcia, co się z nimi dzieje? Nie móc sprawdzić, skontrolować? Od samej tej myśli dostawała białej gorączki.
Ale... Och, czyżby teść jej tłumaczył właśnie jak kobieta zachowuje się w ciąży...? Zmarszczyła brwi, napięła ramiona i rozchyliła usta, jakby chciała coś powiedzieć - w końcu urodziła trójkę dzieci, łącznie spędziła ponad dwa lata swojego życia z kolejnymi Rookwoodami rozwijającymi się pod jej sercem i wiedziała chyba najlepiej jak się czuła - jednak ostatecznie uznała to przedsięwzięcie za niewarte zachodu.
— Łatwo tacie mówić — mruknęła pod nosem. Czego właściwie się spodziewała? Że przełoży krnąbrnego syna przez kolano i zbije pasem? Dobre sobie! Augustus może i pozostawał pod jego wpływem, ale był dorosłym mężczyzną. A może gdyby... Nie miała pewności, czy ta kobieta w ogóle istniała, ale jakby trochę podkoloryzowała? Jakby zrobiła z niej brudną mugolaczkę, która chce położyć łapy na jej mężu? No, wtedy ojciec mógłby się wściec.
Imogen jednak nie powiedziała nic; wiedziała przecież, że kłamstwo prędko wyszłoby na jaw, a chwilowa satysfakcja z utarcia mężowi nosa prędko przerodziłaby się w wyrzuty sumienia. Uśmiechnęła się jednak pod nosem, gdy została nazwana idealną żoną i matką. Właśnie tak, właśnie tak mi mów, jestem przecież najlepszą żoną, jaką mógł mieć twój syn, idealną matką dla twoich wnuków, jestem damą na salonach, najcenniejszym klejnotem w waszej kolekcji, pomyślała Imogen z uśmiechem i od razu zrobiło jej się jakoś lepiej.
A z Augustusem i tak sobie porozmawia. Wybierze najmniej spodziewany przez niego moment, kiedy opuści gardę i zaatakuje z całą mocą. Nie będzie brać jeńców.
— Dziękuję za wysłuchanie mnie, tato — odparła pośpiesznie, sprzątając po sobie ze stołu filiżankę z niedopitą kawą i talerzyk z resztką okruszków — Powinnam już iść na górę, dzieci zaraz wstaną. Beatrice nauczyła się wymykać z łóżeczka, próbuje biegać, a schody nie są zabezpieczone... i wie tata, jak to jest...
Włożyła brudne naczynia do kuchennego zlewu, a zaraz potem schody zaskrzypiały pod ciężarem jej kroków.
Nawet w pozornym chaosie wylewającym się z dziecięcego pokoju krył się jakiś wzór, algorytm, nad którym Imogen panowała. W wieczornej rutynie i kłótniach z chłopcami o umycie zębów, w próbach wykąpania Beatrice bez krzyku, w stukocie małych stóp o poranku i równie małych dłoniach zdzierających z niej kołdrę, z piskliwym wstawaj, mamo. Lubiła wiedzieć, kiedy jej dzieci - jej piękne, wyciągnięte z macierzyńskiego działu "Czarownicy" dzieci jedzą, bawią się i śpią. Musiała wiedzieć, musiała trzymać rękę na pulsie i gasić pożary.
Zostawić je komuś - nawet zaufanemu - kto zburzyłby ich rutynę? Zostawić i nie mieć pojęcia, co się z nimi dzieje? Nie móc sprawdzić, skontrolować? Od samej tej myśli dostawała białej gorączki.
Ale... Och, czyżby teść jej tłumaczył właśnie jak kobieta zachowuje się w ciąży...? Zmarszczyła brwi, napięła ramiona i rozchyliła usta, jakby chciała coś powiedzieć - w końcu urodziła trójkę dzieci, łącznie spędziła ponad dwa lata swojego życia z kolejnymi Rookwoodami rozwijającymi się pod jej sercem i wiedziała chyba najlepiej jak się czuła - jednak ostatecznie uznała to przedsięwzięcie za niewarte zachodu.
— Łatwo tacie mówić — mruknęła pod nosem. Czego właściwie się spodziewała? Że przełoży krnąbrnego syna przez kolano i zbije pasem? Dobre sobie! Augustus może i pozostawał pod jego wpływem, ale był dorosłym mężczyzną. A może gdyby... Nie miała pewności, czy ta kobieta w ogóle istniała, ale jakby trochę podkoloryzowała? Jakby zrobiła z niej brudną mugolaczkę, która chce położyć łapy na jej mężu? No, wtedy ojciec mógłby się wściec.
Imogen jednak nie powiedziała nic; wiedziała przecież, że kłamstwo prędko wyszłoby na jaw, a chwilowa satysfakcja z utarcia mężowi nosa prędko przerodziłaby się w wyrzuty sumienia. Uśmiechnęła się jednak pod nosem, gdy została nazwana idealną żoną i matką. Właśnie tak, właśnie tak mi mów, jestem przecież najlepszą żoną, jaką mógł mieć twój syn, idealną matką dla twoich wnuków, jestem damą na salonach, najcenniejszym klejnotem w waszej kolekcji, pomyślała Imogen z uśmiechem i od razu zrobiło jej się jakoś lepiej.
A z Augustusem i tak sobie porozmawia. Wybierze najmniej spodziewany przez niego moment, kiedy opuści gardę i zaatakuje z całą mocą. Nie będzie brać jeńców.
— Dziękuję za wysłuchanie mnie, tato — odparła pośpiesznie, sprzątając po sobie ze stołu filiżankę z niedopitą kawą i talerzyk z resztką okruszków — Powinnam już iść na górę, dzieci zaraz wstaną. Beatrice nauczyła się wymykać z łóżeczka, próbuje biegać, a schody nie są zabezpieczone... i wie tata, jak to jest...
Włożyła brudne naczynia do kuchennego zlewu, a zaraz potem schody zaskrzypiały pod ciężarem jej kroków.
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark