04.02.2024, 01:50 ✶
Pisał. Wiadomości. Pisał wiadomości, tak jak Laurent je pisał. Pisali sobie wzajem, czując się jak kretyni, którzy lgnęli nadmiernie mocno do jednego człowieka. Pisał więc te listy, ale nie odpisywał, nie. Bo jak odpisywać, skoro nie masz na co? Cała ta sytuacja nie powinna mieć miejsca. Nie powinni ze sobą walczyć o atencję, skoro tej było pod dostatkiem. Tylko... Komunikacja, której tak ufano, zawiodła. Jakie to było głupie. Jakie żałosne, kiedy kończyłeś w takim stanie, kiedy padło za dużo słów. Powiesz potem, że przecież nie wiedzieli. Owszem, nie wiedzieli. Przecież inaczej wracamy do początku, którego to początku w ogóle nie powinno być. I gdyby przewinąć taśmę? Do startu, kiedy przekroczył próg domu. W tamtym momencie zapytałby: dlaczego nie odpisywałeś?. To jedno ważne pytanie, na które chcieli znać odpowiedź.
Przesunął kciukiem po policzku, a zaraz sięgnął po chustkę, żeby chociaż trochę otrzeć twarz, kiedy walczył o uspokojenie oddechu. Podparł się o oparcie fotela, z wolna łapiąc równowagę świata, tego jego, tego malutkiego. Tego, który teraz łączył się i przenikał ze światem Kaydena. I teraz co? Teraz miał wpaść w te ramiona, których właściciel smagał go dla wyrzucenia własnych, negatywnych emocji? Albo to nie tak? Cokolwiek miało się wydarzyć i dokądkolwiek miała ta drogą zaprowadzić, jakiekolwiek słowa mogłyby paść to potrzebował tego dotyku tak samo jak powietrza. Nawet jeśli nie było w tym godności, tak jak brakowało taktu w ich zscjoeaniach. Jakiekolwiek jutro napotkamy - trudno. Teraz wpadł w niego (albo na niego) i uczepił się jego koszuli, znalazł oparcie dla swojej głowy na jego barku. Potrzebował tego tak samo jak uderzenia go w policzek za to wszystko, co powiedział.
- Przepraszam. - Powtórzył, kiedy się uspokoił. Gotów był odsunąć się od tego człowieka, ruchem ciała dał znać, ale niekoniecznie podjął kroki, by się faktycznie odsunąć. Nie miał ochoty. Zmęczony umysł emocjami podpowiadał za to, że powinien. Że chyba na dzisiaj wystarczy. - Poniosło mnie, to był żałosny występ.
Przesunął kciukiem po policzku, a zaraz sięgnął po chustkę, żeby chociaż trochę otrzeć twarz, kiedy walczył o uspokojenie oddechu. Podparł się o oparcie fotela, z wolna łapiąc równowagę świata, tego jego, tego malutkiego. Tego, który teraz łączył się i przenikał ze światem Kaydena. I teraz co? Teraz miał wpaść w te ramiona, których właściciel smagał go dla wyrzucenia własnych, negatywnych emocji? Albo to nie tak? Cokolwiek miało się wydarzyć i dokądkolwiek miała ta drogą zaprowadzić, jakiekolwiek słowa mogłyby paść to potrzebował tego dotyku tak samo jak powietrza. Nawet jeśli nie było w tym godności, tak jak brakowało taktu w ich zscjoeaniach. Jakiekolwiek jutro napotkamy - trudno. Teraz wpadł w niego (albo na niego) i uczepił się jego koszuli, znalazł oparcie dla swojej głowy na jego barku. Potrzebował tego tak samo jak uderzenia go w policzek za to wszystko, co powiedział.
- Przepraszam. - Powtórzył, kiedy się uspokoił. Gotów był odsunąć się od tego człowieka, ruchem ciała dał znać, ale niekoniecznie podjął kroki, by się faktycznie odsunąć. Nie miał ochoty. Zmęczony umysł emocjami podpowiadał za to, że powinien. Że chyba na dzisiaj wystarczy. - Poniosło mnie, to był żałosny występ.