25.11.2022, 18:32 ✶
Wciąż jeszcze trochę się dąsała, kiedy opuściła wydzielony żółtą wstążką obszar i ruszyła w kierunku straganów. Trzy jajka. Tylko trzy! A przecież gdyby się trochę postarała, to pewnie i mogła znaleźć je wszystkie, nie ważne ile ich tam w ogóle było. Przez moment kręciła się po straganach ustawionych na obrzeżach, wreszcie natykając się na miejsce dla uzdrowicieli, którzy mieli nieść pomoc wszystkim tym, którym nie dopisywało dzisiejszego dnia szczęście.
Jakieś też było jej zdziwienie, kiedy rzuciwszy szybko spojrzeniem w tamtym kierunku, zobaczyła w namiocie znajomą twarz. I to nie byle jaką, bo należącą do jej drogiej przyjaciółki Seraphiny. Szybko więc zmieniła kurs, zakręcając w jej stronę, by uściskać ją mocno na powitanie.
- Na Merlina, wyglądasz okropnie. Co ci się stało? - zapytała żartobliwie, oglądając ją sobie od stóp do głów, by zaraz złapać się z nią pod ramię i ruszyć dalej, w kierunku straganów. Cokolwiek wcześniej było Prewett, zdawała się teraz śmigać jak nowa, zupełnie niezrażona wcześniejszymi doświadczeniami. - Nie. Nie mam nic w planach. Dzisiejszego dnia odpoczywam i nie pozwolę, żeby coś mi w tym przeszkodziło - oświadczyła stanowczo. - Ale jeśli masz ochotę na tańce i teraz mnie tylko podpuszczasz, żeby było to mój pomysł, to zawsze chętnie. Nie mam nic przeciwko. Powiem więcej, możemy obskoczyć każdą jedną atrakcję na tym jarmarku, nawet jeśli miałabym cię z tego powodu nosić na plecach. To nie powinien być żaden problem - parsknęła cicho, uśmiechając się do niej ni to złośliwie ni to wesoło. Tych parę centymetrów różnicy między nimi sprawiało, że dla Layli Sera wydawała się niezwykle poręczna i absolutnie nie problematyczna jeśli chodziło i przemieszczanie się z miejsca na miejsce.
- Mam tylko nadzieję, że nie rozdaje tych jeży co się je wyciągnie, bo nie wiem gdzie bym je sobie wsadziła - westchnęła, podążając za panną Prewett i spoglądając na koszyk z pewną dozą sceptycyzmu. Kiedy jednak Sera skończyła w nim mieszać, sama wyciągnęła rękę by zrobić to samo.
Jakieś też było jej zdziwienie, kiedy rzuciwszy szybko spojrzeniem w tamtym kierunku, zobaczyła w namiocie znajomą twarz. I to nie byle jaką, bo należącą do jej drogiej przyjaciółki Seraphiny. Szybko więc zmieniła kurs, zakręcając w jej stronę, by uściskać ją mocno na powitanie.
- Na Merlina, wyglądasz okropnie. Co ci się stało? - zapytała żartobliwie, oglądając ją sobie od stóp do głów, by zaraz złapać się z nią pod ramię i ruszyć dalej, w kierunku straganów. Cokolwiek wcześniej było Prewett, zdawała się teraz śmigać jak nowa, zupełnie niezrażona wcześniejszymi doświadczeniami. - Nie. Nie mam nic w planach. Dzisiejszego dnia odpoczywam i nie pozwolę, żeby coś mi w tym przeszkodziło - oświadczyła stanowczo. - Ale jeśli masz ochotę na tańce i teraz mnie tylko podpuszczasz, żeby było to mój pomysł, to zawsze chętnie. Nie mam nic przeciwko. Powiem więcej, możemy obskoczyć każdą jedną atrakcję na tym jarmarku, nawet jeśli miałabym cię z tego powodu nosić na plecach. To nie powinien być żaden problem - parsknęła cicho, uśmiechając się do niej ni to złośliwie ni to wesoło. Tych parę centymetrów różnicy między nimi sprawiało, że dla Layli Sera wydawała się niezwykle poręczna i absolutnie nie problematyczna jeśli chodziło i przemieszczanie się z miejsca na miejsce.
- Mam tylko nadzieję, że nie rozdaje tych jeży co się je wyciągnie, bo nie wiem gdzie bym je sobie wsadziła - westchnęła, podążając za panną Prewett i spoglądając na koszyk z pewną dozą sceptycyzmu. Kiedy jednak Sera skończyła w nim mieszać, sama wyciągnęła rękę by zrobić to samo.
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak