Uśmiechnął się pod nosem na słowa ojca. W tym co Robert mu przekazał - swego rodzaju pochwale - było coś niespotykanego. Coś przyjemnego... jakby rzeczywiście byli rodziną? Jakby naprawdę były to słowa uznania gdzieś tam z otchłani jego duszy, zwanej również przez niektórych sercem?
Nie dało się ukryć, że Czarny Pan był niezadowolony z takiego obrotu spraw. Pozostało się jednak cieszyć, że nie kazał zamordować Mulcibera w imię wyższych korzyści i dania przykładu tym, którzy próbowaliby się od niego odwrócić. Bo nie ukrywając tego, Stanley miał takie obawy. Co więcej, bał się, że to właśnie jemu przypadłoby takie zadania ze względu na to co ich łączy czyli fakt bycia ojcem i synem. Przy takim obrocie spraw, miałby wielki orzech do zgryzienia. Pytanie tylko czy byłby gotów to zrobić, aby zadowolić Lorda Voldemorta? Czy raczej wykazałby się niesubordynacją, nie chcąc podnosić dłoni na własnego rodzica? Na szczęście nie musiał się nad tym zastanawiać, bo takie zadanie nie zostało mu zlecone.
- Wcale mu się nie dziwię - przyznał, spoglądając jak strzepuje popiół do popielniczki - Ale dobrze, że nic Ci nie zrobił... - przeniósł na moment wzrok w kierunku szyi Roberta - A już na pewno nic większego - stwierdził wzdychając. Nie mógł działać pośpiesznie. Według Stanleya potrzebował czasu, informacji i wsparcia. Nie mógł sam podbić świata. Nie mogli tego nawet zrobić we dwójkę czy we trójkę. W kilkudziesięciu byłby problem... ale mogli sabotować, zbierać dane i sojuszników. To już de facto robili.
- Jak najbardziej - odparł bez zawahania, uznając pomoc Robertowi za wyższość konieczną, która była jego obowiązkiem - Możesz na mnie liczyć. Nie ważne co by się stało albo gdzie byś mnie potrzebował - kiwnął głową w jego kierunku, strzepując popiół do szklanki - Jakbyś potrzebował jakiejś kryjówki na Nokturnie czy Podziemnych Ścieżkach to mam kilku znajomych i przyjaciół, którzy takiej mogliby udzielić. Wystarczy słowo - zapewnił. Nie chodziło mu tylko i wyłącznie o lokal, którego właścicielem stał się w ostatnim czasie. Miał znajomości z Changami czy McKinnonami, którzy też tam urzędowali. Nawet jeżeli nie oni to zawsze byli inni - coś się dało wykombinować.
- Masz jakiś plan działania na teraz? - zapytał, chcąc poznać chociaż rąbek tajemnicy odnośnie dalszych działań. Borgin nie wierzył, że Mulciber chciał teraz tylko popijać kawkę czy herbatkę, zagryzając to herbatnikami, licząc, że wszystko się rozwiąże samo. To nie było w jego stylu - musiał nad czymś pracować, kombinować. Na pewno miał jakąś wizję na najbliższe dni, tygodnie... lata?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972