Lejący się z nieba żar sprawiał, że przepadający za taką pogodą zaczynał chcieć być gdzieś indziej, niż na Charing Cross Road w drodze do należącej do jego rodziny rozgłośni radiowej. Powinien przenieść się do Doliny Godryka i spędzić ten dzień nad swoim ulubionym jeziorem, pływając i bawiąc się ze swoimi psami. Po trwającym do wczoraj rejsie teoretycznie powinien mieć dość wody na najbliższy czas. Nie powiedziałby, że ten rejs był w pełni udany, patrząc na to, co zaszło między nim a Laurentem. Przez to wrócił z tego rejsu w niezbyt dobrym nastroju. Wielka szkoda, że wszystkich problemów osobistych nie dawało się rozwiązać niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jakże to byłoby wspaniałe. To tylko on mógł zrobić.
Mieszkając w magicznym Londynie przywykł do panującego na ulicach zgiełku. Powietrze magicznego Londynu wydawało się mu bardziej czyste, wolne od zapachu spalin, który w połączeniu z zapachem potu i smażonego jedzenia tworzył dla niego trudną do zniesienia mieszaninę zapachów. Nie znosił, jak śmierdziało w jego otoczeniu. Mijanie beztroskich przechodniów przypominało mu to, kiedy sam mógł wykazywać się prawdziwą beztroską, nawet jeśli ona stanowiła zasłonę dla pozostałych jego problemów, które przez tyle lat ignorował.
Philip co jakiś czas udzielał się w rodzinnej rozgłośni radiowej, uczestnicząc głównie w audycjach sportowych. W ten sposób wywiady z nim docierały do jeszcze szerszego grona odbiorców. Starał się regularnie komentować wydarzenia ze świata czarodziejskiego sportu, cieszącego się jego ogromnym zainteresowaniem. Najbardziej udzielał się w kwestiach dotyczących rozgrywek Quidditcha. Stanowiło to dla niego doskonałe uzupełnienie swojej kariery sportowej. Nie zmieniało to faktu, że jego życie prywatne interesowało wielu ludzi, tak jak wszystkie plotki na jego temat, ale skoro przychodził wziąć udział w audycji sportowej to zamierzał trzymać się takiej właśnie tematyki.
— Eriku, co za spotkanie! — Wychodzący z tego pomieszczenia Philip uśmiechnął się szczerze na widok swojego kolegi z Klubu Pojedynków. Bez wahania uścisnął dłoń wyższego mężczyzny. — Regularnie tu przychodzę uczestniczyć w audycjach sportowych, podczas których głównie komentuję wydarzenia ze świata czarodziejskiego sportu. Zwykle zasiadam na krześle przeznaczonym dla gości, a dzisiaj będę ją prowadzić. Mamy trochę braków kadrowych przez urlopy. — Wyjaśnił detektywowi powód swojej wizyty w rodzinnej rozgłośni radiowej. Audycje z jego udziałem cieszyły się sporym zainteresowaniem wśród słuchaczy. Nie pierwszy raz zasiadał na miejscu prowadzącego i całkiem dobrze sobie radził przy odpowiednim przygotowaniu się.
— Słyszałem, że masz wziąć udział w audycji. Będziesz opowiadać o sprawach kryminalnych ze swoim udziałem czy opowiadać o pracy w Brygadzie Uderzeniowej, tak aby zachęcić do noszenia munduru absolwentów Hogwartu? — Nie zapytał Erika o to, co go tutaj sprowadza. Widać było, że ten czarodziej nie przyszedł tutaj służbowo. W końcu nie nosił munduru. Nie zagłębiał się za bardzo w szczegóły ustaleń między częścią rodziny zarządzającą tą rozgłośnią radiową, ale do jego uszu dotarło to, że Erik będzie uczestniczyć w tej audycji. O pracy Brygadzistów sam chętnie posłuchałby tego rodzaju audycji. Z kieszeni swoich dżinsowych spodni, zestawionych z białą koszulą, wyciągnął paczkę gum balonowych Drooblego o smaku szalonej jagody i wyciągnął ją w stronę Erika.
— Poczęstuj się. — Zaproponował.