No nie mogło być, aż tak źle. Z tego co sięgał pamięcią to podczas ich wspólnego wizyty w Turcji na balu było całkiem w porządku, a przynajmniej dla Hjalmara. Fakt - trochę go poniosło, zwłaszcza kiedy z rozpędu wbił się w mężczyznę, który miał czelność zaczepiać Pandorę... No i jeszcze ten malutki szczegół, że prawie przekręcił go na drugi świat... Cóż. Mógł się mieć bardziej na baczności.
Pokiwał przecząco głową na to "że miał szczęście". Znaczy to nie tak, że go nie miał bo miał, że spotkał Pandorę kiedyś tam przypadkiem. A ona miała szczęście, że od tamtej pory jej jeszcze nie zabił, chociaż bardzo go kusiło. Ot, tak szczęścia chodziły sobie po piętach - Ehh... Działa - przyznał niechętnie, wiedząc, że teraz zacznie to wykorzystywać przeciwko niemu. Gdyby miał wybierać między milionem galeonów, a maślanką to wybrałby to drugie. No bo co mu było po milione monet jak nie mógł mieć porannej maślanki? - No dobrze, dobrze. Już się tak nie denerwuj. Nie ważne jakie byś zrobiła, na pewno byłyby pyszne - dodał. Jeszcze brakowało aby się zagotowała z tego wszystkiego i stała się tak czerwona jak ten piec, który stał tutaj od zarania dziejów.
Przekręcił oczami na kwestię "super wilczka". Skąd mogła wiedzieć, że jest tak super jak nie widziała go jeszcze w furii? - Rozumiem, rozumiem - od razu wyjaśnił, aby Prewettówna nie musiała się za bardzo produkować - Ale w Dolinie jest dużo osób nie czystokrwistych... - dodał. Był to swego rodzaju przekaz podprogowy, mówiący "będę musiał ich chronić w razie czego". Hjalmar jednak nie odważył się tego powiedzieć Pandorze wprost. Nie chciał aby ta się za bardzo przejmowała takim stanem rzeczy.
Jak Nordgersim miał się nie bać o tych wszystkich ważnych mu ludzi kiedy ten psychol biegał na wolności? - Strach nie przejmuje kontroli nad moim życiem. Ja po prostu chce mieć pewność, że nic Wam nie będzie. Ja się go nie boję. Mogę stanąć z nim w szranki o każdej porze dnia i nocy - wytłumaczył pewnie ze swego rodzaju zaciętością w oczach. Hjalmar nie żartował jeżeli chodziło o bezpieczeństwo tych na którym mu zależało. Jeżeli na co dzień był dobrym i prawym człowiekiem, tak w takich momentach jego myśli potrafiły schodzić na najgorsze tory i on sam nie zamierzał się hamować - Jakbyś mogła... Tylko nie mów Njali, a najlepiej to wyślij go Ivarowi... On też by nie chciał aby się martwiła, a wiesz jaka ona jest... Jak wszyscy zaraz zaczną się o nią i o małą martwić to może wpaść w jakąś paranoję - rzekł, a Turczynka przyłożyła drugą dłoń do jego twarzy na co zareagował tylko pytającym wzrokiem. No a później to już było standardowe dla niej - wzięła to co chciała, nie brała jeńców, nie pytała. Była sobą i po prostu ukradła mu całusa, a Hjalmar wcale nie miał zamiaru powiadamiać brygadzistów z tego powodu - No dobrze... Ale obiecaj mi jedno - przejechał dłonią po swoim karku, oblizując swoje usta - Że jakby coś się stało albo ktoś by miał do Ciebie jakiś problem to mi powiesz, dobrze? - wbił swój wzrok w jej oczy i nie zamierzał odpuścić dopóki nie usłyszy tego co chciał. Pandora mogła się domyślać do czego sprowadzały się ta obietnica - powiedzenie Nordgersimowi o czymś takim, było prostą drogą do trumny dla kogoś kto miałby zamiar zaczepić Prewettównę - Nie obiecuję, że się nie będę martwił - dodał, odsuwając kanapki gdzieś na bok ale nie odrywając wzroku od Turczynki. Jako, że był bardzo skupiony to nie zauważył jak wkłada dłonie w rozżarzony węgiel, na co szybko odsunął dłoń i teraz przełożył kanapki - Uważaj na siebie dobrze? - poprosił bardzo ładnie. Tak ładnie jak tylko był w stanie to zrobić.
Usiadł do stołu wraz ze swoją kanapką, a następnie wziął łyka maślanki - Mam nadzieję, że szybko go złapią i wszystko wróci do normy. Zupełnie jakby ludzie nie mieli innych problemów, niż jakiś niespełniony czarodziej… - pokręcił przecząco głową, biorąc gryza kanapki - Miałaś rację, pieczona smaczniejsza - uśmiechnął się do Pandory. Nie proponował jej nawet gryza, wszak wiedział, że i tak by tego nie chciała.