04.02.2024, 22:55 ✶
- Też to zaobserwowałam - odpowiedziała, gdy udało im się wyjść na słońce, nawet jeśli to nie ogrzewało ich tak, jak latem. - Zawsze byłam ciekawa z czego to wynika, bo zwykle śmierć jest tragiczna. Weźmy na przykład Nicka. To musiało być bardzo bolesne i traumatyczne, przecież nawet duchy odczuwają coś na kształt traumy... Marta z kolei nie do końca wiedziała, jak zginęła, a przynajmniej tak słyszałam. Ale lubiła snuć domysły... Albo inaczej - lubiła gdy inni snuli domysły.
Tak jak Brenna dała się odciągnąć Olivii, tak Olivia dała się teraz odciągnąć Brennie na bok. Zupełnie jakby teraz tańczyły w jakimś dziwnym, niezrozumiałym tańcu pomiędzy tym, co realne a duchowe. Bo tak przecież można było nazwać to doświadczenie - duchowym. W końcu spotkały ducha, i to takiego który na pewno trzymał w sobie pełno tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Brenna miała rację: gdyby chciała, kobieta na pewno by się podzieliła z nimi swoją historią.
- Ooo, klejnoty - i czar prysł. Cała ta refleksja, którą Olivia miała w sobie, skutecznie się rozwiała - jak dym z papierosa. Którego chętnie by teraz odpaliła, ale klejnoty. Quirke była sroką, chociaż nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Uwielbiała oglądać świecidełka, nawet jeżeli były to tylko atrapy. Twarz rudej rozjaśnił szeroki uśmiech. - Mówisz? Mi się wydaje, że część z tych klejnotów to atrapy, ale tak dobre, że niewprawne oko nie zauważy różnicy.
Ale może im się uda? Olivia chwyciła dłoń Longbottom i pociągnęła ją w stronę tłumu, który właśnie odchodził od mapy. Znalezienie miejsca, które chciały obejrzeć, było banalnie proste: Jewel House było oznaczone maleńką, złotą koroną. Wyglądało jak naklejka, którą kiedyś przykleiło jakieś dziecko, a inni uznali, że tak powinno być. I została tu na dłużej.
- Bo niby z Tower nie dało się uciec, ale no... Nie wiem, jak teraz - było tu pełno straży, ale w zasadzie na pewno mniej, niż wieki temu. - Myślisz, że mają tu pamiątki?
Może niekoniecznie chciałaby małą gilotynę jako breloczek do kluczy, ale może pocztówka? Albo maleńka korona. Postawiłaby ją obok innych kurzołapów na półce, którą specjalnie przeznaczyła na tego typu zdobycze. Musiały jednak poczekać w kolejce, bo do Jewel House wpuszczano grupami po kilkanaście osób.
- To względy bezpieczeństwa, czy po prostu każdy chce tam wejść? - szepnęła, trącając koleżankę łokciem.
Tak jak Brenna dała się odciągnąć Olivii, tak Olivia dała się teraz odciągnąć Brennie na bok. Zupełnie jakby teraz tańczyły w jakimś dziwnym, niezrozumiałym tańcu pomiędzy tym, co realne a duchowe. Bo tak przecież można było nazwać to doświadczenie - duchowym. W końcu spotkały ducha, i to takiego który na pewno trzymał w sobie pełno tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Brenna miała rację: gdyby chciała, kobieta na pewno by się podzieliła z nimi swoją historią.
- Ooo, klejnoty - i czar prysł. Cała ta refleksja, którą Olivia miała w sobie, skutecznie się rozwiała - jak dym z papierosa. Którego chętnie by teraz odpaliła, ale klejnoty. Quirke była sroką, chociaż nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Uwielbiała oglądać świecidełka, nawet jeżeli były to tylko atrapy. Twarz rudej rozjaśnił szeroki uśmiech. - Mówisz? Mi się wydaje, że część z tych klejnotów to atrapy, ale tak dobre, że niewprawne oko nie zauważy różnicy.
Ale może im się uda? Olivia chwyciła dłoń Longbottom i pociągnęła ją w stronę tłumu, który właśnie odchodził od mapy. Znalezienie miejsca, które chciały obejrzeć, było banalnie proste: Jewel House było oznaczone maleńką, złotą koroną. Wyglądało jak naklejka, którą kiedyś przykleiło jakieś dziecko, a inni uznali, że tak powinno być. I została tu na dłużej.
- Bo niby z Tower nie dało się uciec, ale no... Nie wiem, jak teraz - było tu pełno straży, ale w zasadzie na pewno mniej, niż wieki temu. - Myślisz, że mają tu pamiątki?
Może niekoniecznie chciałaby małą gilotynę jako breloczek do kluczy, ale może pocztówka? Albo maleńka korona. Postawiłaby ją obok innych kurzołapów na półce, którą specjalnie przeznaczyła na tego typu zdobycze. Musiały jednak poczekać w kolejce, bo do Jewel House wpuszczano grupami po kilkanaście osób.
- To względy bezpieczeństwa, czy po prostu każdy chce tam wejść? - szepnęła, trącając koleżankę łokciem.