04.02.2024, 23:03 ✶
- Myślę, że gdybym to zrobiła, moja matka albo wzięła mnie potem w krzyżowy ogień pytań, albo bez słowa zaczęła szykować się do ślubu - zażartowała, chociaż na samą myśl o tym po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Leonowi nie raz i nie dwa mówiła o tym, jaka jest jej matka i jakie ma parcie na wnuki. A Olivia... Była Olivią. Nie dało się jej złapać, ciągle gdzieś gnała: wydawało się, że usilnie szuka uczucia, które istniało wyłącznie w książkach. Prawdziwej, jedynej romantycznej miłości, o której czytało się między białymi kartami poważnych fabularnych powieści miłosnych, ale również w bajkach dla dzieci. - To mądra rada, i jeszcze masz ją za darmo.
Roześmiała się, po raz pierwszy od kilku godzin. Stronniczość bywała zgubna i ona sama doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ciężko jednak było być obiektywnym w świecie, w którym przyszło im żyć. Zawsze wkradały się nutki subiektywizmu, bo przecież nie można było patrzeć na wszystko zza szklanej szyby: to nie było możliwe.
- I co widzisz? - zapytała, wyciągając szyję, by zajrzeć do dna swojej filiżanki. Niemal zawisła nad ramieniem Leona, chociaż doskonale wiedziała, że nie dostrzeże w fusach nic więcej poza fusami. - Tylko pamiętaj: same dobre wieści, bo inaczej naprawdę zalęgnę się na twojej kanapie jak ten karaluch, którego się nieprędko pozbędziesz, i będziesz musiał mnie nie tylko karmić, ale i ocierać łzy, którymi będę wyrażać swój sprzeciw przeciwko niesprawiedliwości losu.
Bo mimo wszystko uważała, że nie zasłużyła na to, co ją spotkało. Wolałaby nie oberwać kolejnym złym omenem, nie dzisiaj.
Roześmiała się, po raz pierwszy od kilku godzin. Stronniczość bywała zgubna i ona sama doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ciężko jednak było być obiektywnym w świecie, w którym przyszło im żyć. Zawsze wkradały się nutki subiektywizmu, bo przecież nie można było patrzeć na wszystko zza szklanej szyby: to nie było możliwe.
- I co widzisz? - zapytała, wyciągając szyję, by zajrzeć do dna swojej filiżanki. Niemal zawisła nad ramieniem Leona, chociaż doskonale wiedziała, że nie dostrzeże w fusach nic więcej poza fusami. - Tylko pamiętaj: same dobre wieści, bo inaczej naprawdę zalęgnę się na twojej kanapie jak ten karaluch, którego się nieprędko pozbędziesz, i będziesz musiał mnie nie tylko karmić, ale i ocierać łzy, którymi będę wyrażać swój sprzeciw przeciwko niesprawiedliwości losu.
Bo mimo wszystko uważała, że nie zasłużyła na to, co ją spotkało. Wolałaby nie oberwać kolejnym złym omenem, nie dzisiaj.