04.02.2024, 23:20 ✶
Laurence potrafił sprawić, że Camille się śmiała - i nie był to śmiech wymuszony grzecznością. Być może było to zasługą tego, że naprawdę go lubiła? A być może po prostu czuła się na tyle swobodnie, że nie uważała na to, by zakrywać usta dłonią i chichotać jak na balach, gdy niemal każdy patrzył na jej ruchy i reakcje? Czy gdyby powiedział najbardziej żenujący żart świata, to też by się zaśmiała?
- Chciałabym to zobaczyć - mrugnęła w odpowiedzi, bo to naprawdę byłby zabawny widok. Widziała to oczyma wyobraźni i chociaż wiedziała, że to nie miałoby nigdy prawa się zdarzyć, tak mogła zachować ten obraz w pamięci. - Trochę zazdroszczę. Moja siostra brała wszystko bez pytania. Możesz sobie tylko wyobrazić.
Blondynka westchnęła, wracając wspomnieniami do czasów swojego dzieciństwa. Darła koty z siostrą dosłownie o każdy kawałek ładnej szmatki, ale najgorzej było, gdy wracała na przerwę letnią. Z każdym kolejnym rokiem miała wrażenie, że jej szafa przestawała być jej, podobnie jak pokój. Doskonale widziała, że rzeczy były odstawione nie na swoje miejsce - skrzaty zawsze dbały o to, by w pokoju Delacour panował nienaganny porządek, lecz zawsze odkładały wszystko tak, jak było. Drobne przesunięcia nie stanowiły problemu - to kompletnie inne ułożenie nakierowywało ją zawsze na odkrycie faktu, że siostra po raz kolejny pożyczała bez pytania jej rzeczy.
- Jeśli masz na myśli mnie, to czy kiedykolwiek użyłam w stosunku do ciebie siły? I czy kiedykolwiek moje gadanie było skuteczne i faktycznie zostawiałeś pracę w szpitalu? - zapytała, przekrzywiając głowę z rozbawieniem. Lestrange mógł myśleć, co chciał, ale blondynka doskonale widziała, że większość jej gadania wpuszczał jednym uchem, a wypuszczał drugim. Że chował teczki, wciskał kartki między dokumenty i robił to, co uważał za słuszne. Nie miała żadnej mocy sprawczej nad tym mężczyzną, by się jej słuchał. Podejrzewała, że gdyby ktokolwiek inny mówił mu to samo, co ona - Laurence reagowałby w identyczny sposób. Gdy powiedział o tym, że była to sprawa zawodowa, Camille kiwnęła głową. Kojarzyła jego siostrę, kto zresztą nie wiedział, ilu Lestrange'ów pracuje w szpitalu i czym się zajmują? Byli tematem plotek podczas lunchów, chociaż Delacour nigdy nie brała w nich udziału. Co nie znaczyło, że ich nie słuchała. Zderzała je z rzeczywistością i nie posyłała dalej, analizując je samodzielnie, w zaciszu własnego umysłu. Nawet jeśli któryś z nich opuszczał szpital, tak wspominało się o nich jeszcze przez długi czas. Z mniej lub bardziej ważnych powodów.
- To musi być miłe uczucie. Mieć wsparcie w rodzinie - powiedziała trochę zagadkowo, lecz nie zdążyła rozwinąć myśli. Kelner wrócił z dwoma kieliszkami. Camille z przyjemnością zauważyła, że nie tylko szkło było adekwatne do rodzaju trunku, ale również butelka zgadzała się z tym, co zamówiła. Podziękowała mężczyźnie oszczędnym uśmiechem, jednym z tych wyuczonych jeszcze za młodu, lecz po kieliszek sięgnęła dopiero, gdy ten odszedł. Nie musiała martwić się o wpływ wina na jej organizm - jeżeli chodziło o negatywne skutki alkoholu, to go nie odczuwała. Mogła delektować się smakiem różnych win w takich ilościach, w jakich chciała, chociaż zwykle starała się tego nie nadużywać. Mogła nie miewać kaca, ale kubki smakowe nadal były wrażliwe i tego żadne czary czy eliksiry nie potrafiły zmienić. - Zwłaszcza jeśli chodzi o karierę zawodową.
Dodała w końcu, gdy upiła łyk wina. Rodzina Delacour słynęła z zupełnie czego innego, niż medycyna. Camille była jedną z nielicznych osób, które porzuciły "dziedzictwo", by móc realizować się w czymś zupełnie innym niż wino, przedsiębiorstwo czy artyzm. Chociaż kiedyś wspominała Laurencowi, między jednym kęsem sałatki a drugim, że odebrała również wykształcenie i w tej materii. Taniec był czymś, co ją relaksowało, sprawiało że mogła zapomnieć o świecie, lecz Lestrange nigdy nie widział jej tańczącej. Acz fakt, że się tym kiedyś zajmowała, potwierdzała naturalna miękkość i płynność ruchów Camille.
- Chciałabym to zobaczyć - mrugnęła w odpowiedzi, bo to naprawdę byłby zabawny widok. Widziała to oczyma wyobraźni i chociaż wiedziała, że to nie miałoby nigdy prawa się zdarzyć, tak mogła zachować ten obraz w pamięci. - Trochę zazdroszczę. Moja siostra brała wszystko bez pytania. Możesz sobie tylko wyobrazić.
Blondynka westchnęła, wracając wspomnieniami do czasów swojego dzieciństwa. Darła koty z siostrą dosłownie o każdy kawałek ładnej szmatki, ale najgorzej było, gdy wracała na przerwę letnią. Z każdym kolejnym rokiem miała wrażenie, że jej szafa przestawała być jej, podobnie jak pokój. Doskonale widziała, że rzeczy były odstawione nie na swoje miejsce - skrzaty zawsze dbały o to, by w pokoju Delacour panował nienaganny porządek, lecz zawsze odkładały wszystko tak, jak było. Drobne przesunięcia nie stanowiły problemu - to kompletnie inne ułożenie nakierowywało ją zawsze na odkrycie faktu, że siostra po raz kolejny pożyczała bez pytania jej rzeczy.
- Jeśli masz na myśli mnie, to czy kiedykolwiek użyłam w stosunku do ciebie siły? I czy kiedykolwiek moje gadanie było skuteczne i faktycznie zostawiałeś pracę w szpitalu? - zapytała, przekrzywiając głowę z rozbawieniem. Lestrange mógł myśleć, co chciał, ale blondynka doskonale widziała, że większość jej gadania wpuszczał jednym uchem, a wypuszczał drugim. Że chował teczki, wciskał kartki między dokumenty i robił to, co uważał za słuszne. Nie miała żadnej mocy sprawczej nad tym mężczyzną, by się jej słuchał. Podejrzewała, że gdyby ktokolwiek inny mówił mu to samo, co ona - Laurence reagowałby w identyczny sposób. Gdy powiedział o tym, że była to sprawa zawodowa, Camille kiwnęła głową. Kojarzyła jego siostrę, kto zresztą nie wiedział, ilu Lestrange'ów pracuje w szpitalu i czym się zajmują? Byli tematem plotek podczas lunchów, chociaż Delacour nigdy nie brała w nich udziału. Co nie znaczyło, że ich nie słuchała. Zderzała je z rzeczywistością i nie posyłała dalej, analizując je samodzielnie, w zaciszu własnego umysłu. Nawet jeśli któryś z nich opuszczał szpital, tak wspominało się o nich jeszcze przez długi czas. Z mniej lub bardziej ważnych powodów.
- To musi być miłe uczucie. Mieć wsparcie w rodzinie - powiedziała trochę zagadkowo, lecz nie zdążyła rozwinąć myśli. Kelner wrócił z dwoma kieliszkami. Camille z przyjemnością zauważyła, że nie tylko szkło było adekwatne do rodzaju trunku, ale również butelka zgadzała się z tym, co zamówiła. Podziękowała mężczyźnie oszczędnym uśmiechem, jednym z tych wyuczonych jeszcze za młodu, lecz po kieliszek sięgnęła dopiero, gdy ten odszedł. Nie musiała martwić się o wpływ wina na jej organizm - jeżeli chodziło o negatywne skutki alkoholu, to go nie odczuwała. Mogła delektować się smakiem różnych win w takich ilościach, w jakich chciała, chociaż zwykle starała się tego nie nadużywać. Mogła nie miewać kaca, ale kubki smakowe nadal były wrażliwe i tego żadne czary czy eliksiry nie potrafiły zmienić. - Zwłaszcza jeśli chodzi o karierę zawodową.
Dodała w końcu, gdy upiła łyk wina. Rodzina Delacour słynęła z zupełnie czego innego, niż medycyna. Camille była jedną z nielicznych osób, które porzuciły "dziedzictwo", by móc realizować się w czymś zupełnie innym niż wino, przedsiębiorstwo czy artyzm. Chociaż kiedyś wspominała Laurencowi, między jednym kęsem sałatki a drugim, że odebrała również wykształcenie i w tej materii. Taniec był czymś, co ją relaksowało, sprawiało że mogła zapomnieć o świecie, lecz Lestrange nigdy nie widział jej tańczącej. Acz fakt, że się tym kiedyś zajmowała, potwierdzała naturalna miękkość i płynność ruchów Camille.