25.11.2022, 22:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2022, 01:15 przez Mavelle Bones.)
- Och, znalazłeś je – ucieszyła się wyraźnie, gdy Patrick wrócił ze zdobyczami. I owszem, może muffinki nie pasowały do tego rodzaju przyjęcia, ale Brenna najwyraźniej wciąż pozostawała Brenną i jakoś nie byłaby chyba sobą, gdyby nie przemyciła mniej wyrafinowanego smakołyku. W każdym razie nie miała najmniejszych oporów przed tym, by zaraz zwinąć jedną muffinkę – nawet jeśli absolutnie, całkowicie nie pasowała do trunku, jaki właśnie sączyła.
Wszak najlepiej pasowałaby do piwa, tego jednak nie dało się tu uświadczyć.
- Irracjonalna to mało powiedziane – stwierdziła cicho. Cóż, stała przy Seraphinie Prewett, gdy ta tak bardzo podbiła stawkę, więc siłą rzeczy nie uszło to jej uwadze – zrobiła też całkiem niemałe oczy, gdy dotarło do niej, jakie kwota znalazła się na stole.
Tyle że jeśli ktokolwiek myślał, iż jest ona wysoka, to bardzo, bardzo się pomylił, bowiem przerodziło się to w jakąś wojnę – bezkrwawą, na szczęście, choć zaczynała się nawet zastanawiać, czy przypadkiem zaraz nie pójdą różdżki w ruch; w końcu licytowali ci z niemałymi fortunami, więc zabawa mogła trwać długo, aż do utraty cierpliwości. Ewentualnie majątku, gdyby ktoś postanowił zagrać va bank, w co jednak mocno wątpiła. Bo chyba nikt z tu obecnych nie był tak szalony…? Prawda…?
- … uau, ktoś tu miał dobry pomysł z tą kolacją – wymruczała cicho, z zainteresowaniem obserwując, jak kwoty stawały się coraz bardziej absurdalne. Do tego stopnia, iż w końcu zdecydowano się przerwać licytację – z jednej strony dobrze, z drugiej? Jakiś wewnętrzny chochlik bardzo, ale to bardzo chciał się przekonać, jaka suma okazałaby się zwycięską i jednocześnie na tyle zaporową, by na placu boju pozostała tylko ta jedna, jedna osoba. Cóż, niestety nie będzie jej dane zaspokoić ciekawość w tej materii, bo ostatecznie sprawę rozstrzygnął Los.
- Pójdziemy się przewietrzyć? – zaproponowała, doszedłszy do wniosku, że przydałoby się zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. I może też wyjść po prostu z tłumu, w końcu to nie tak, że sala balowa Longbottomów świeciła pustkami. Choć skierowane głównie do Patricka, Seraphina również została nim objęta – w końcu po takiej licytacji, zakończonej przegraną, być może pragnęła odetchnąć, ochłonąć?
Niezależnie od tego, czy kobieta wyraziła wolę towarzyszenia im czy nie, razem ze Stewardem wyśliznęła się na taras, gdzie mieli pozostać przez długą chwilę. Występ Faye dobiegał ich uszu, więc to nie tak, że urok wili nie dotknął ich w najmniejszym choćby stopniu. Wspierając się na barierkach tarasu, spoglądali na rozpościerające się przed nimi tereny; będąc przy tym bardzo błogo nieświadomym tego, co się zaczęło dziać za ich plecami, wewnątrz sali.
Wszak najlepiej pasowałaby do piwa, tego jednak nie dało się tu uświadczyć.
- Irracjonalna to mało powiedziane – stwierdziła cicho. Cóż, stała przy Seraphinie Prewett, gdy ta tak bardzo podbiła stawkę, więc siłą rzeczy nie uszło to jej uwadze – zrobiła też całkiem niemałe oczy, gdy dotarło do niej, jakie kwota znalazła się na stole.
Tyle że jeśli ktokolwiek myślał, iż jest ona wysoka, to bardzo, bardzo się pomylił, bowiem przerodziło się to w jakąś wojnę – bezkrwawą, na szczęście, choć zaczynała się nawet zastanawiać, czy przypadkiem zaraz nie pójdą różdżki w ruch; w końcu licytowali ci z niemałymi fortunami, więc zabawa mogła trwać długo, aż do utraty cierpliwości. Ewentualnie majątku, gdyby ktoś postanowił zagrać va bank, w co jednak mocno wątpiła. Bo chyba nikt z tu obecnych nie był tak szalony…? Prawda…?
- … uau, ktoś tu miał dobry pomysł z tą kolacją – wymruczała cicho, z zainteresowaniem obserwując, jak kwoty stawały się coraz bardziej absurdalne. Do tego stopnia, iż w końcu zdecydowano się przerwać licytację – z jednej strony dobrze, z drugiej? Jakiś wewnętrzny chochlik bardzo, ale to bardzo chciał się przekonać, jaka suma okazałaby się zwycięską i jednocześnie na tyle zaporową, by na placu boju pozostała tylko ta jedna, jedna osoba. Cóż, niestety nie będzie jej dane zaspokoić ciekawość w tej materii, bo ostatecznie sprawę rozstrzygnął Los.
- Pójdziemy się przewietrzyć? – zaproponowała, doszedłszy do wniosku, że przydałoby się zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. I może też wyjść po prostu z tłumu, w końcu to nie tak, że sala balowa Longbottomów świeciła pustkami. Choć skierowane głównie do Patricka, Seraphina również została nim objęta – w końcu po takiej licytacji, zakończonej przegraną, być może pragnęła odetchnąć, ochłonąć?
Niezależnie od tego, czy kobieta wyraziła wolę towarzyszenia im czy nie, razem ze Stewardem wyśliznęła się na taras, gdzie mieli pozostać przez długą chwilę. Występ Faye dobiegał ich uszu, więc to nie tak, że urok wili nie dotknął ich w najmniejszym choćby stopniu. Wspierając się na barierkach tarasu, spoglądali na rozpościerające się przed nimi tereny; będąc przy tym bardzo błogo nieświadomym tego, co się zaczęło dziać za ich plecami, wewnątrz sali.