05.02.2024, 00:51 ✶
Flynn obserwował zmiany na jego twarzy, gesty, nawet te delikatne błyski w oczach - chciał dostrzec w nich cokolwiek dającego mu szerszy opis reakcji, bo na ten moment brodzili w jego milczeniu. Poza pokręceniem głową nie wyłapał nic szczególnego. Z jakiegoś powodu chciał, żeby było inaczej. No dobra, niechęci widzieć tam nie chciał, bo od razu by się zastanawiał, czy powiedział coś nie tak. Coraz częściej zamartwiał się, że powie coś głupiego, jakiś czort wkradnie mu się pomiędzy słowa, poprzestawia szyk, doda o jeden wulgaryzm za dużo, zagapi przy dobieraniu epitetów... I znowu się pokłócą, a on tak bardzo nie chciał się kłócić z żadnym z obojga facetów, których kochał. Dlaczego więc go prowokował? Dlaczego tak wyraźnie próbował go podszczypywać, testował jego reakcje, robił jakieś durnoctwa, co ich sam do końca nie rozumiał?
- To cię nauczę... Masz ty w ogóle wyczucie rytmu? Jak nie, to Waughy nas wyśmieje, ale nie bądź na niego zły. W tym roku urodziła mu się druga córka i podobno jest „gorsza” od poprzedniej i ciągle ryczy, więc się z partnerką nie wysypiają. Podejrzewam, że gdybyśmy się tam na siebie wygrzmocili, to zapewnilibyśmy mu rozrywkę na kilka najbliższych tygodni.
Chyba stracił rozum. Albo jego resztki, bo nigdy zbyt wielkim rozumem nie grzeszył. A może miał wielki rozum, tylko cały wypchał myślami o śmierci, szybkich autach i tym, jak szybko zabić kogoś nożem i na normalne pomysły życiowe nie wystarczyło przestrzeni?
Słyszał to zwątpienie, niepewność. Od razu miał ochotę powiedzieć: przepraszam. Przepraszam, że obracam wszystko w żart, albo robię z tego widowisko, że nie potrafię z tobą normalnie porozmawiać, tylko albo się na ciebie drę, albo kupuję sobie nielegalne eliksiry i zmuszam cię do przepytywania się. Nie robię tego, co cię nie kocham, naprawdę. Kocham cię z całego serca, ufam ci, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, światłem moich dni. To mnie przeraża i jednocześnie napełnia nadzieją, moje życie momentalnie nabiera sensu, przestaję błądzić gdzieś we mgle i widzę jakiś cel, twoje szczęście. I dlatego tak wariuję, wiesz, bo wiem, jak bardzo boli życie ze mną, jakim wciąż jestem śmieciem, najgorszym z możliwych prezentów od losu, wcale nie jestem takim dobrym człowiekiem, za jakiego mnie masz i nie zasłużyłem sobie na to, żeby mi wybaczać te wszystkie błędy. Zasługujesz na tę żonę, na którą mówiłeś, że nie masz czasu. Na dobrą kobietę robiącą ci śniadanie i siedzącą przy tobie kiedy jesteś zmęczony, a nie na idiotę szlajającego się wtedy gdzieś po ciemnych alejkach okolicznego miasta. Nawet gdybym był kobietą, to bym na ciebie nie zasługiwał. To jest ułuda. Po prostu chcę w to zagrać. Na chwilę. Pobawić się tym.
Nie powiedział nic. No może poza jednym.
- Mhm.
Ale to nie było takie „twierdzące mhm”, tylko takie „mhm” pełne znaków zapytania.
- To idziemy?
- To cię nauczę... Masz ty w ogóle wyczucie rytmu? Jak nie, to Waughy nas wyśmieje, ale nie bądź na niego zły. W tym roku urodziła mu się druga córka i podobno jest „gorsza” od poprzedniej i ciągle ryczy, więc się z partnerką nie wysypiają. Podejrzewam, że gdybyśmy się tam na siebie wygrzmocili, to zapewnilibyśmy mu rozrywkę na kilka najbliższych tygodni.
Chyba stracił rozum. Albo jego resztki, bo nigdy zbyt wielkim rozumem nie grzeszył. A może miał wielki rozum, tylko cały wypchał myślami o śmierci, szybkich autach i tym, jak szybko zabić kogoś nożem i na normalne pomysły życiowe nie wystarczyło przestrzeni?
Słyszał to zwątpienie, niepewność. Od razu miał ochotę powiedzieć: przepraszam. Przepraszam, że obracam wszystko w żart, albo robię z tego widowisko, że nie potrafię z tobą normalnie porozmawiać, tylko albo się na ciebie drę, albo kupuję sobie nielegalne eliksiry i zmuszam cię do przepytywania się. Nie robię tego, co cię nie kocham, naprawdę. Kocham cię z całego serca, ufam ci, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, światłem moich dni. To mnie przeraża i jednocześnie napełnia nadzieją, moje życie momentalnie nabiera sensu, przestaję błądzić gdzieś we mgle i widzę jakiś cel, twoje szczęście. I dlatego tak wariuję, wiesz, bo wiem, jak bardzo boli życie ze mną, jakim wciąż jestem śmieciem, najgorszym z możliwych prezentów od losu, wcale nie jestem takim dobrym człowiekiem, za jakiego mnie masz i nie zasłużyłem sobie na to, żeby mi wybaczać te wszystkie błędy. Zasługujesz na tę żonę, na którą mówiłeś, że nie masz czasu. Na dobrą kobietę robiącą ci śniadanie i siedzącą przy tobie kiedy jesteś zmęczony, a nie na idiotę szlajającego się wtedy gdzieś po ciemnych alejkach okolicznego miasta. Nawet gdybym był kobietą, to bym na ciebie nie zasługiwał. To jest ułuda. Po prostu chcę w to zagrać. Na chwilę. Pobawić się tym.
Nie powiedział nic. No może poza jednym.
- Mhm.
Ale to nie było takie „twierdzące mhm”, tylko takie „mhm” pełne znaków zapytania.
- To idziemy?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.