05.02.2024, 00:57 ✶
— Nie jesteś całkowicie w błędzie, kuzynko — oświadczył w końcu z ciężkim westchnieniem, przeczesując włosy dłonią.
Z niemałą niechęcią musiał przyznać młodszej kobiecie rację. Wprawdzie w szkole nie był prymusem, ale akurat z transmutacji był całkiem niezły. Rodzinne predyspozycje. Wychodził z założenia, że była to jedna z tych sztuk magicznych, które wymagały ogromnej wprawy i zaangażowania ze strony czarodzieja. Magia Kształtowania czy Rozproszenia w porównaniu były stosunkowo proste do przyswojenia. Bądź co bądź, pracowało się nad nimi latami na różnych zajęciach, zaczynając od Zaklęć a kończąc na Obronie Przed Czarną Magią. Za to arkana transmutacji były obciążone żelaznymi zasadami i sporym ryzykiem.
Pracujesz na żywej tkance, powinieneś to wiedzieć, przypomniał mu cichy głosik w jego głowie. Chociaż rodzinne dary znacznie ułatwiały takie transformacje, tak intensywna modyfikacja cech fizycznych była swego rodzaju... sztuką. Zwłaszcza gdy przemienioną osobę trzeba było czasem przywrócić do oryginalnego stanu. Trzeba było mieć dobrą pamięć, ale i tak dobrze było się posiłkować dodatkowymi instrukcjami w formie opisów, obrazów czy ruchomych fotografii. Praca na obiektach nieożywionych powinna być łatwiejsza, ale podlegała podobnym prawom. Nawet mistrz mógł coś spektakularnie spieprzyć.
— Co? — zerknął w jej stronę, gdy nagle podniosła głos. Zmarszczył brwi na widok szpilki. Powinna się nadać. Teoretycznie. — Nie krępuj się. Im szybciej stąd wyjdziemy tym lepiej.
Zaklęcie Potterówny zadziałało, a stalowy obiekt uniósł się w powietrze. Rabastan postukał w niego paznokciem, jak gdyby sprawdzając, czy fałszywy znicz wytrzyma kontakt. W końcu czar mógł zadziałać, ale być na tyle słaby, aby paść, gdy tylko wpadnie na jakiś wazon, drzwi lub czyjąś teczkę w drodze do recepcji albo jakiegoś pracownika Ministerstwa Magii.
— Dobra robota. Oby to zadziałało. — Odchylił głowę, odkrywając jabłko Adama i patrząc się w lampę na suficie, z której wylewało się przytłumione światło. — W życiu nie sądziłem, że coś takiego mnie spotka. I to jeszcze w Ministerstwie Magii. — Wzdrygnął się z niesmakiem. — Już nigdzie nie można wyjść i nie ryzykować jakiegoś incydentu.
Z niemałą niechęcią musiał przyznać młodszej kobiecie rację. Wprawdzie w szkole nie był prymusem, ale akurat z transmutacji był całkiem niezły. Rodzinne predyspozycje. Wychodził z założenia, że była to jedna z tych sztuk magicznych, które wymagały ogromnej wprawy i zaangażowania ze strony czarodzieja. Magia Kształtowania czy Rozproszenia w porównaniu były stosunkowo proste do przyswojenia. Bądź co bądź, pracowało się nad nimi latami na różnych zajęciach, zaczynając od Zaklęć a kończąc na Obronie Przed Czarną Magią. Za to arkana transmutacji były obciążone żelaznymi zasadami i sporym ryzykiem.
Pracujesz na żywej tkance, powinieneś to wiedzieć, przypomniał mu cichy głosik w jego głowie. Chociaż rodzinne dary znacznie ułatwiały takie transformacje, tak intensywna modyfikacja cech fizycznych była swego rodzaju... sztuką. Zwłaszcza gdy przemienioną osobę trzeba było czasem przywrócić do oryginalnego stanu. Trzeba było mieć dobrą pamięć, ale i tak dobrze było się posiłkować dodatkowymi instrukcjami w formie opisów, obrazów czy ruchomych fotografii. Praca na obiektach nieożywionych powinna być łatwiejsza, ale podlegała podobnym prawom. Nawet mistrz mógł coś spektakularnie spieprzyć.
— Co? — zerknął w jej stronę, gdy nagle podniosła głos. Zmarszczył brwi na widok szpilki. Powinna się nadać. Teoretycznie. — Nie krępuj się. Im szybciej stąd wyjdziemy tym lepiej.
Zaklęcie Potterówny zadziałało, a stalowy obiekt uniósł się w powietrze. Rabastan postukał w niego paznokciem, jak gdyby sprawdzając, czy fałszywy znicz wytrzyma kontakt. W końcu czar mógł zadziałać, ale być na tyle słaby, aby paść, gdy tylko wpadnie na jakiś wazon, drzwi lub czyjąś teczkę w drodze do recepcji albo jakiegoś pracownika Ministerstwa Magii.
— Dobra robota. Oby to zadziałało. — Odchylił głowę, odkrywając jabłko Adama i patrząc się w lampę na suficie, z której wylewało się przytłumione światło. — W życiu nie sądziłem, że coś takiego mnie spotka. I to jeszcze w Ministerstwie Magii. — Wzdrygnął się z niesmakiem. — Już nigdzie nie można wyjść i nie ryzykować jakiegoś incydentu.