25.11.2022, 23:34 ✶
Alice poważnie się zastanowiła nad słowami kuzynki o ewentualnych genach odziedziczonych po wilach. Może by wyjaśniało to zamieszanie i popularność Longbottoma, których źródła jej samej nie wydawały się takie oczywiste. Niewątpliwie Erik był obiektywnie estetyczny i charyzmatyczny, ale ona sama pozostawała głęboko sceptyczna wobec porywów serca, nauczyła się na bogatym doświadczeniu swojego rodzeństwa i afer wokół teatru, że chwilowe fascynacje i poddanie się emocjom kończą się nieciekawie, lepiej jej było nie wchodzić do tej rzeki. Oczywiście istniało drugie wyjaśnienie sytuacji, że wszystkie trzy stanowiły mocną reprezentację nieczułych i starych panien, bo jakoś tak założyła, że wszystkie cierpią na tą samą przypadłość stanu cywilnego.
- To przez nasze wspólne rozczarowanie magicznym społeczeństwem, mamy odporność na takie sztuczki - zaśmiała się nad kieliszkiem, z którego już ponad połowa ubyła. Wygodniej byłoby, gdyby kelner stał gdzieś na orbicie Alice, niż jak będzie go przywoływać znowu. Nie miała planu się upić, ale kto kiedykolwiek miał robić coś takiego na oficjalnym przyjęciu z prasą, z drugiej strony nie miała problemu z utrzymaniem trzeźwości po kilku kieliszkach.
- Nie lubi - przytaknęła odnośnie uwagi na temat ich wspólnej kuzynki, - jednak lubi zmienne i nie kłóci się z losem, który zdecydowanie tym razem rozstrzygnął sprawę. - Nie zmieniało faktu, że może i Seraphina nie była pamiętliwa, ale pamiętała i może kiedyś przydarzyć panu Malfoyowi drobne złośliwości losu, jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja.
Skinęła Florence, gdy ta się oddaliła.
- Jeśli masz rywalizować z Vakelem Dolohowem, to prowadzisz salon wróżbiarski? - spojrzała z zaciekawieniem na Astorię. - Jestem beznadziejna z wróżbiarstwa, jedynie mi wyszło coś lepszego, gdy w sprawę były zaangażowane runy, zwykle widziałam marny koniec. - No też to widziałam, to było naciągane do granic, ale to szło wybronić zawsze.
- Och - cicho jej się wyrwało, gdy swój występ rozpoczęła Faye. Alice miała za sobą długie lata na oswojeniem się ze scenicznym czarem swojej kuzynki, ale nie dało się go zignorować, więc jej uwaga została całkowicie pochłonięta na moment.
- No, nie wierzę - odezwała się szeptem Alice, gdy ogólne zamieszanie rozlało się po sali.
Zdążyła dostrzec bobra, nie miała, jednak pojęcia, że to Norka, pewnie by już wyciągnęła różdżkę, ale to Brenna zdążyła odczarować biedną Figg. Do Fletchera nawet nie pchała się, bo z jej umiejętnościami mogła by go jedynie skutecznie dobić.
- Tam już jest dość ludzi. - Zresztą Alice to chętnie mogłaby zostać lożą szyderców, jej matka i ciotki byłyby zachwycone takim materiałem do plotkowania.
- Myślałam, że na parkiecie dojdzie do scen tragicznych, ale nie obstawiłam dobrze osób - z zawodem malującym się na jej twarzy, zwróciła się do Astorii.
- Oddałabym z dwie nogi* Erika Longbottoma, żeby być osobą odpowiedzialną za nagłówki do artykułów z relacją z balu. “Wejście bobra na parkiet” lub podpis zdjęcia “Erik Longbottom zwycięski i bohaterski” czy “Pięć powodów, dla których nie warto sięgać po różdżkę pod wpływem, czyli relacja balu charytatywnego”.
*jakieś dziesięć tysięcy galeonów
- To przez nasze wspólne rozczarowanie magicznym społeczeństwem, mamy odporność na takie sztuczki - zaśmiała się nad kieliszkiem, z którego już ponad połowa ubyła. Wygodniej byłoby, gdyby kelner stał gdzieś na orbicie Alice, niż jak będzie go przywoływać znowu. Nie miała planu się upić, ale kto kiedykolwiek miał robić coś takiego na oficjalnym przyjęciu z prasą, z drugiej strony nie miała problemu z utrzymaniem trzeźwości po kilku kieliszkach.
- Nie lubi - przytaknęła odnośnie uwagi na temat ich wspólnej kuzynki, - jednak lubi zmienne i nie kłóci się z losem, który zdecydowanie tym razem rozstrzygnął sprawę. - Nie zmieniało faktu, że może i Seraphina nie była pamiętliwa, ale pamiętała i może kiedyś przydarzyć panu Malfoyowi drobne złośliwości losu, jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja.
Skinęła Florence, gdy ta się oddaliła.
- Jeśli masz rywalizować z Vakelem Dolohowem, to prowadzisz salon wróżbiarski? - spojrzała z zaciekawieniem na Astorię. - Jestem beznadziejna z wróżbiarstwa, jedynie mi wyszło coś lepszego, gdy w sprawę były zaangażowane runy, zwykle widziałam marny koniec. - No też to widziałam, to było naciągane do granic, ale to szło wybronić zawsze.
- Och - cicho jej się wyrwało, gdy swój występ rozpoczęła Faye. Alice miała za sobą długie lata na oswojeniem się ze scenicznym czarem swojej kuzynki, ale nie dało się go zignorować, więc jej uwaga została całkowicie pochłonięta na moment.
- No, nie wierzę - odezwała się szeptem Alice, gdy ogólne zamieszanie rozlało się po sali.
Zdążyła dostrzec bobra, nie miała, jednak pojęcia, że to Norka, pewnie by już wyciągnęła różdżkę, ale to Brenna zdążyła odczarować biedną Figg. Do Fletchera nawet nie pchała się, bo z jej umiejętnościami mogła by go jedynie skutecznie dobić.
- Tam już jest dość ludzi. - Zresztą Alice to chętnie mogłaby zostać lożą szyderców, jej matka i ciotki byłyby zachwycone takim materiałem do plotkowania.
- Myślałam, że na parkiecie dojdzie do scen tragicznych, ale nie obstawiłam dobrze osób - z zawodem malującym się na jej twarzy, zwróciła się do Astorii.
- Oddałabym z dwie nogi* Erika Longbottoma, żeby być osobą odpowiedzialną za nagłówki do artykułów z relacją z balu. “Wejście bobra na parkiet” lub podpis zdjęcia “Erik Longbottom zwycięski i bohaterski” czy “Pięć powodów, dla których nie warto sięgać po różdżkę pod wpływem, czyli relacja balu charytatywnego”.
*jakieś dziesięć tysięcy galeonów