05.02.2024, 03:39 ✶
Jakby nie patrzeć, to mogło być gorzej. Mogli być mugolami, bez krzty magii w sobie i przedzierać się przez tę ulewę nie pod magicznie wytworzoną parasolką, a nasiąkając wodą jeszcze bardziej. Bulstrode przeczesał palcami mokre włosy, chociaż podejrzewał, że niewiele mogło mu to teraz pomóc z ogólnym poziomem komfortu, jaki odczuwał, bo ubranie nieznośnie lepiło się do ciała. Dom w którym się znaleźli jednak, cóż, przynajmniej na pierwszy rzut oka nie wydawał się magiczny, a raczej do bólu zwyczajny. Rzucenie więc osuszającego zaklęcia nie miało żadnej racji bytu.
Podążył za gospodarzem i Longbottom, spojrzeniem omiatając pobieżnie wnętrze mijanego korytarza, który trącił starością. Brakowało mu tu jakichś podejrzliwie spoglądających portretów, ale jak tak się nad tym zastanowił, to na ciemnych tapetach nie wisiały chyba żadne ramy.
Z wnętrza pokoju, do którego zmierzali, przywitały ich kobiece śmiechy, jeszcze zanim drzwi otworzyły się i spojrzały na nich cztery pary oczu. Bulstrode uśmiechnął się do każdej następnej dziewczyny, którą przedstawiał im Binns, jednak był to uśmiech nieco niepewny, zakończony szybkim spojrzeniem z bok, na towarzyszącą mu Brennę.
Czuł się dziwnie, ale o ile Longbottom wyzbyła się wszelkich podejrzeń, kiedy znaleźli się przed czterema córkami, tak w nim dopiero teraz to uczucie narosło. Nie mógł zwyczajnie powstrzymać się przed spojrzeniem dookoła dziewczyn, gdzieś nad nimi, ale jak bardzo się nie starał, nie był w stanie zobaczyć feeri barw, która powinna ich otaczać. Albo trafili na całą rodzinę niezwykle uzdolnionych oklumentów, albo coś tu było zdecydowanie nie tak.
- Atreus - przedstawił się, uśmiechając się przy tym nieco szerzej, w głowie bardzo starannie przeklinając właśnie Brennę, że nie postanowiła zainwestować paru godzin w naukę porozumiewania się falami, bo bardzo chętnie by jej właśnie powiedział, co sobie myśli. Mówienie jednak tego przy całej piątce, w której towarzystwie się znajdowali, wydawało nieco słabym pomysłem.
Bulstrode zrobił parę kroków w kierunku Flosie, która zaproponowała mu miejsce obok siebie, nie mogąc się zdecydować, co właściwie lepszego zrobić w tej sytuacji, ale zatrzymał się przed kanapą, wyraźnie się wahając.
- Może jednak poczekamy na te ręczniki? - rzucił, wskazując kciukiem na drzwi, za którymi zniknęły Colette i Luna, ale rudowłosa dziewczyna tylko ściągnęła usta w pełnym zawodu wyrazie.
- Bzdura, to nic takiego - zawyrokowała, jeszcze raz klepiąc miejsce obok siebie. Auror zawahał się jeszcze przez moment, ale prawda jednak była taka, że nie trzeba było mu powtarzać więcej jak dwa razy, żeby usiadł obok jakiejś ładnej dziewczyny. Problemem jednak był fakt, że ogień podskakujący w znajdujący się obok kominku, niewiele mógł mu pomóc.
Wypadek już się zdarzył, chciał zauważyć z przekąsem, ale powtrzymał się, siadając na tej kanapie, ale trochę tak sztywno, pozbawiony zwyczajowej nonszalancji.
- Powiedzcie, często zdarzają się wam tutaj takie ulewy? - zapytał, początkowo spoglądając to na Flosie, to na Binnsa, ostatecznie jednak zatrzymując na dłużej spojrzenie na Brennie. Tak, kolory dookoła niej miały się dobrze.
- Niestety, właściwym wydaje się stwierdzenie, że są na porządku dziennym. Można chyba powiedzieć, że to urok tego miejsca, gdyby nie to jak łatwo zgubić się w tym deszczu. - wyjaśnił Binns, rozsiadając się w głębokim fotelu, który wydawał się z rodzaju tych, które zostały niemal idealnie wysiedziane przez jedynego właściciela.
- Przyniosłam ręczniki, a Luna zaraz poda herbatę - oznajmiła Colette, na powrót pojawiając się w pokoju. - Proszę kochana, wytrzyj się porządnie, żebyś się nie rozchorowała. - zwróciła się do Brenny z ciepłym uśmiechem, podając jej pluszowy, mięciutki ręcznik.
Podążył za gospodarzem i Longbottom, spojrzeniem omiatając pobieżnie wnętrze mijanego korytarza, który trącił starością. Brakowało mu tu jakichś podejrzliwie spoglądających portretów, ale jak tak się nad tym zastanowił, to na ciemnych tapetach nie wisiały chyba żadne ramy.
Z wnętrza pokoju, do którego zmierzali, przywitały ich kobiece śmiechy, jeszcze zanim drzwi otworzyły się i spojrzały na nich cztery pary oczu. Bulstrode uśmiechnął się do każdej następnej dziewczyny, którą przedstawiał im Binns, jednak był to uśmiech nieco niepewny, zakończony szybkim spojrzeniem z bok, na towarzyszącą mu Brennę.
Czuł się dziwnie, ale o ile Longbottom wyzbyła się wszelkich podejrzeń, kiedy znaleźli się przed czterema córkami, tak w nim dopiero teraz to uczucie narosło. Nie mógł zwyczajnie powstrzymać się przed spojrzeniem dookoła dziewczyn, gdzieś nad nimi, ale jak bardzo się nie starał, nie był w stanie zobaczyć feeri barw, która powinna ich otaczać. Albo trafili na całą rodzinę niezwykle uzdolnionych oklumentów, albo coś tu było zdecydowanie nie tak.
- Atreus - przedstawił się, uśmiechając się przy tym nieco szerzej, w głowie bardzo starannie przeklinając właśnie Brennę, że nie postanowiła zainwestować paru godzin w naukę porozumiewania się falami, bo bardzo chętnie by jej właśnie powiedział, co sobie myśli. Mówienie jednak tego przy całej piątce, w której towarzystwie się znajdowali, wydawało nieco słabym pomysłem.
Bulstrode zrobił parę kroków w kierunku Flosie, która zaproponowała mu miejsce obok siebie, nie mogąc się zdecydować, co właściwie lepszego zrobić w tej sytuacji, ale zatrzymał się przed kanapą, wyraźnie się wahając.
- Może jednak poczekamy na te ręczniki? - rzucił, wskazując kciukiem na drzwi, za którymi zniknęły Colette i Luna, ale rudowłosa dziewczyna tylko ściągnęła usta w pełnym zawodu wyrazie.
- Bzdura, to nic takiego - zawyrokowała, jeszcze raz klepiąc miejsce obok siebie. Auror zawahał się jeszcze przez moment, ale prawda jednak była taka, że nie trzeba było mu powtarzać więcej jak dwa razy, żeby usiadł obok jakiejś ładnej dziewczyny. Problemem jednak był fakt, że ogień podskakujący w znajdujący się obok kominku, niewiele mógł mu pomóc.
Wypadek już się zdarzył, chciał zauważyć z przekąsem, ale powtrzymał się, siadając na tej kanapie, ale trochę tak sztywno, pozbawiony zwyczajowej nonszalancji.
- Powiedzcie, często zdarzają się wam tutaj takie ulewy? - zapytał, początkowo spoglądając to na Flosie, to na Binnsa, ostatecznie jednak zatrzymując na dłużej spojrzenie na Brennie. Tak, kolory dookoła niej miały się dobrze.
- Niestety, właściwym wydaje się stwierdzenie, że są na porządku dziennym. Można chyba powiedzieć, że to urok tego miejsca, gdyby nie to jak łatwo zgubić się w tym deszczu. - wyjaśnił Binns, rozsiadając się w głębokim fotelu, który wydawał się z rodzaju tych, które zostały niemal idealnie wysiedziane przez jedynego właściciela.
- Przyniosłam ręczniki, a Luna zaraz poda herbatę - oznajmiła Colette, na powrót pojawiając się w pokoju. - Proszę kochana, wytrzyj się porządnie, żebyś się nie rozchorowała. - zwróciła się do Brenny z ciepłym uśmiechem, podając jej pluszowy, mięciutki ręcznik.