05.02.2024, 09:49 ✶
- Wspomniała mi kiedyś, że zobaczyła oczy... i po prostu umarła. To brzmiało dla mnie, jakby zginęła od avady, ale z drugiej strony, gdyby tak było, powinna zobaczyć błysk zielonego światła - powiedziała Brenna, odruchowo zniżając głos. Śmierć Marty zaniepokoiła kilkunastoletnią Brennę, bo z jednej strony odruchowo zaczęła współczuć duchowi - chyba dopiero wtedy dotarło od niej, że to widmo było kiedyś c z ł o w i e k i e m, uczennicą, jak ona - z drugiej myśl o tym, że ktoś zabił ją w szkole, była przerażająca. - Ale masz rację, w przypadku Nicka, przecież to na pewno był strach przed egzekucją, ból... Może duchy... to nie te same osoby, które umarły, a tylko ich część? - zastanowiła się, ale zaraz potrząsnęła głową.
Bo przecież wcale nie chciała myśleć o takich rzeczach.
- No cóż, ja na pewno nie zauważę różnicy, więc jeśli będą ładnie wyglądały, to mi wystarczy - przyznała. Jej matka i babka uwielbiały biżuterię, i naprawdę dobrze się na niej znały. Brenna z kolei potrafiła dobrać tę do ubrania i okazji, ale zdecydowanie nie wiedziała o rzemiośle dość, aby móc rozpoznać dobrze zrobioną podróbkę, jak z pewnością udałoby się tej dwójce. - Kiedyś jedyna droga do Tower wiodła przez wodę: dlatego nie dało się stąd uciec. W tej chwili sprawa wygląda inaczej - powiedziała, obracając się odruchowo ku tej bramie, która wychodziła wprost na Tamizę, gdzie łodziami przywożono zarówno skazańców, jak i koronowane głowy, które miały tutaj wypoczywać.
Albo... również zostać uwięzione.
- Może? Rozejrzyjmy się za sklepikiem - obiecała Brenna, ruszając, by ustawić się w kolejce. - Podejrzewam, że gdyby wpuszczali jak leci, w środku zrobiłby się za duży tłok... - odpowiedziała z pewnym zastanowieniem. Jako Brygadzistka od razu widziała tutaj potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Ach i trudności w upilnowaniu eksponatów, gdyby ktoś postanowił je zniszczyć... (Nie była świadoma wypadku z XIX wieku, kiedy to jedna z turystek złapała jeden z diademów i zaczęła walić nim o ścianę...)
Czekała cierpliwie, przy okazji plotąc po swojemu - czy to o murach, czy o ubraniach strażników, czy o krukach, chociaż wzrok uciekał jej czasem ku kaplicy, w której spotkały tajemniczego ducha. Zdawało się jednak, że zapomniała o nim zupełnie, gdy udało się im wejść do środka: tam, gdzie na ekspozycji czekało ponad dwadzieścia tysięcy sztuk biżuterii, w większości z ostatnich czterystu lat - bowiem Cromwell swego czasu przetopił tę starszą.
- Sama nie wiem, czy dobrze, że tu leżą, czy nie - oceniła, pochylając się nad jedną z gablot, w której spoczywał naszyjnik. - Niby więcej osób może je podziwiać, ale przecież giną w takim tłumie. I chyba większe wrażenie robi na mnie biżuteria, która kogoś zdobi, ma poprawiać mu nastrój albo ważna jest dla niego z jakiegoś powodu niż tak leży... z drugiej strony, mamy tutaj zamkniętą historię, dawne podarki i pamiątki.
Bo przecież wcale nie chciała myśleć o takich rzeczach.
- No cóż, ja na pewno nie zauważę różnicy, więc jeśli będą ładnie wyglądały, to mi wystarczy - przyznała. Jej matka i babka uwielbiały biżuterię, i naprawdę dobrze się na niej znały. Brenna z kolei potrafiła dobrać tę do ubrania i okazji, ale zdecydowanie nie wiedziała o rzemiośle dość, aby móc rozpoznać dobrze zrobioną podróbkę, jak z pewnością udałoby się tej dwójce. - Kiedyś jedyna droga do Tower wiodła przez wodę: dlatego nie dało się stąd uciec. W tej chwili sprawa wygląda inaczej - powiedziała, obracając się odruchowo ku tej bramie, która wychodziła wprost na Tamizę, gdzie łodziami przywożono zarówno skazańców, jak i koronowane głowy, które miały tutaj wypoczywać.
Albo... również zostać uwięzione.
- Może? Rozejrzyjmy się za sklepikiem - obiecała Brenna, ruszając, by ustawić się w kolejce. - Podejrzewam, że gdyby wpuszczali jak leci, w środku zrobiłby się za duży tłok... - odpowiedziała z pewnym zastanowieniem. Jako Brygadzistka od razu widziała tutaj potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Ach i trudności w upilnowaniu eksponatów, gdyby ktoś postanowił je zniszczyć... (Nie była świadoma wypadku z XIX wieku, kiedy to jedna z turystek złapała jeden z diademów i zaczęła walić nim o ścianę...)
Czekała cierpliwie, przy okazji plotąc po swojemu - czy to o murach, czy o ubraniach strażników, czy o krukach, chociaż wzrok uciekał jej czasem ku kaplicy, w której spotkały tajemniczego ducha. Zdawało się jednak, że zapomniała o nim zupełnie, gdy udało się im wejść do środka: tam, gdzie na ekspozycji czekało ponad dwadzieścia tysięcy sztuk biżuterii, w większości z ostatnich czterystu lat - bowiem Cromwell swego czasu przetopił tę starszą.
- Sama nie wiem, czy dobrze, że tu leżą, czy nie - oceniła, pochylając się nad jedną z gablot, w której spoczywał naszyjnik. - Niby więcej osób może je podziwiać, ale przecież giną w takim tłumie. I chyba większe wrażenie robi na mnie biżuteria, która kogoś zdobi, ma poprawiać mu nastrój albo ważna jest dla niego z jakiegoś powodu niż tak leży... z drugiej strony, mamy tutaj zamkniętą historię, dawne podarki i pamiątki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.