05.02.2024, 10:18 ✶
Nie wyglądało na to, by mężczyzna planował je zaatakować, czego chyba początkowo bała się Brenna - Heather mogła więc też podejść bliżej. Nie sięgnął nawet po różdżkę. W jego pobliżu stała niewielka lampka, nie dawała jednak wiele światła. Wood, przyglądając się ścianie, wyłapywała pojedyncze słowa.
"Andrew". "Chcę zostać". "Skarb to kłamstwo".
"Wyspa".
A szukały przecież informacji o wyspie - i o tym, co mogą na niej znaleźć...
- Pan Tymoteus Salt? - powtórzyła Brenna tymczasem, gdy nie padła żadna odpowiedź.
Mężczyzna dźwignął się powoli z kolan. Longbottom mocniej zacisnęła palce na różdżce, ale on nie sięgnął po własną, a dzieliła ich zbyt duża odległość, aby mógł zaatakować fizycznie. Jego wargi, niemal bezkrwiste, rozciągnęły się w czymś na kształt uśmiechu.
- Chyba tak się nazywam - powiedział, a w jego głosie pobrzmiewało pewne zastanowienie, jakby sam nie był pewny, czy tak jest faktycznie. - Dawno nie słyszałem tego imienia.
- Chciałybyśmy z panem porozmawiać, panie Salt.
- O wyspie - stwierdził, i uśmiechnął się jeszcze szerzej. W jego oczach błyszczało coś, co mogło być tylko szaleństwem. - Wiele osób chciało rozmawiać o wyspie, i o skarbach, i o koszmarach. Uciekłem przed nimi i cieniami aż tu, gdzie są inne cienie, gdzie zatrzymują tamte. Nic wam nie powiem. Możesz grozić mi śmiercią albo obiecywać złote góry... ale nikomu nie pomogę tam wrócić.
- Nie interesują nas żadne skarby. I my już wiemy, gdzie jest ta wyspa - przyznała Brenna, po chwili wahania. Zastanawiała się, czy ten nie zareaguje na to agresją: jego zachowanie, to że przebywał tak głęboko na Podziemnych Ścieżkach, stan, w jakim się znajdował, wszystko wskazywało na to, że jego umysł był bardzo ciemnym i bardzo złym miejscem. Ale to sprawiało tylko, że rosła jej determinacja, bo musiały po prostu dowiedzieć się, co na nich tam czeka. Spodziewała się zabezpieczeń, spodziewała się boginów, klątw... ale zachowanie tego mężczyzny wskazywało na to, że albo był kompletnie szalony z innych powodów, albo na wyspie, która pojawia się i znika kryło się coś znacznie gorszego niż tylko broń wypełniona ciemnością, po którą mógłby zechcieć sięgnąć Voldemort.
Salt, już i tak blady, pobladł jeszcze bardziej. Cofnął się i przewrócił lampkę: ta potoczyła się po podłożu.
- Nie, nie, nie. Nie możecie tam iść - oświadczył, przesuwając spojrzeniem pomiędzy Brenną a Heather. - Ty. ty jesteś od wody. Andrew był od wody. Chciał pozbyć się wody. Pozbył się duszy. Pochłonęła ją ciemność. Chcesz, żeby pochłonęły cię woda i ciemność?
"Andrew". "Chcę zostać". "Skarb to kłamstwo".
"Wyspa".
A szukały przecież informacji o wyspie - i o tym, co mogą na niej znaleźć...
- Pan Tymoteus Salt? - powtórzyła Brenna tymczasem, gdy nie padła żadna odpowiedź.
Mężczyzna dźwignął się powoli z kolan. Longbottom mocniej zacisnęła palce na różdżce, ale on nie sięgnął po własną, a dzieliła ich zbyt duża odległość, aby mógł zaatakować fizycznie. Jego wargi, niemal bezkrwiste, rozciągnęły się w czymś na kształt uśmiechu.
- Chyba tak się nazywam - powiedział, a w jego głosie pobrzmiewało pewne zastanowienie, jakby sam nie był pewny, czy tak jest faktycznie. - Dawno nie słyszałem tego imienia.
- Chciałybyśmy z panem porozmawiać, panie Salt.
- O wyspie - stwierdził, i uśmiechnął się jeszcze szerzej. W jego oczach błyszczało coś, co mogło być tylko szaleństwem. - Wiele osób chciało rozmawiać o wyspie, i o skarbach, i o koszmarach. Uciekłem przed nimi i cieniami aż tu, gdzie są inne cienie, gdzie zatrzymują tamte. Nic wam nie powiem. Możesz grozić mi śmiercią albo obiecywać złote góry... ale nikomu nie pomogę tam wrócić.
- Nie interesują nas żadne skarby. I my już wiemy, gdzie jest ta wyspa - przyznała Brenna, po chwili wahania. Zastanawiała się, czy ten nie zareaguje na to agresją: jego zachowanie, to że przebywał tak głęboko na Podziemnych Ścieżkach, stan, w jakim się znajdował, wszystko wskazywało na to, że jego umysł był bardzo ciemnym i bardzo złym miejscem. Ale to sprawiało tylko, że rosła jej determinacja, bo musiały po prostu dowiedzieć się, co na nich tam czeka. Spodziewała się zabezpieczeń, spodziewała się boginów, klątw... ale zachowanie tego mężczyzny wskazywało na to, że albo był kompletnie szalony z innych powodów, albo na wyspie, która pojawia się i znika kryło się coś znacznie gorszego niż tylko broń wypełniona ciemnością, po którą mógłby zechcieć sięgnąć Voldemort.
Salt, już i tak blady, pobladł jeszcze bardziej. Cofnął się i przewrócił lampkę: ta potoczyła się po podłożu.
- Nie, nie, nie. Nie możecie tam iść - oświadczył, przesuwając spojrzeniem pomiędzy Brenną a Heather. - Ty. ty jesteś od wody. Andrew był od wody. Chciał pozbyć się wody. Pozbył się duszy. Pochłonęła ją ciemność. Chcesz, żeby pochłonęły cię woda i ciemność?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.