Nic w życiu nie przychodzi łatwo. Zdarzy się, że pewne sprawy mogą wymknąć się spod kontroli. Każdy z nas uczy się na błędach. Są sytuacje, które możemy naprawić, a inne nie. Człowiek wiedziony zdradą, gniewem czasami nie myśli rozsądnie nad swoimi działaniami. Nie wie gdzie los go zaprowadzi.
Dzisiejszego dnia, czy zaś już wieczora, na szczęście Rodolphusa, Nicholas przebywał w swoim mieszkaniu. Siedział na swojej kanapie, mając rozłożone papiery, teczki i dokumenty. Pracował w mieszkaniu. Zabrał kilka badań ze swojej Komnaty Śmierci, aby na spokojnie coś przeanalizować. Nie spodziewał się dnia dzisiejszego mieć gościa. Kiedy usłyszał pukanie, na jego twarzy wymalowało się zdziwienie. Zmarszczył brwi, wstał i podszedł do drzwi. Otworzył je i tym razem dostał dosłownego zaskoczenia.
- Rodolphus?Zlustrował go od góry w dół, zatrzymując na poranionej dłoni.
- Wejdź.
Zaprosił go marszcząc brwi. Zrobił mu przejście i kiedy kolega wszedł do środka, sam wyjrzał na korytarz zapobiegawczo i wrócił do mieszkania zamykając drzwi.
- Spodziewałem się zapowiedzi listownej, ale nie, że nagle zjawisz się przed drzwiami mojego mieszkania. Co się stało?
Zapytał, kierując się od razu do łazienki po apteczkę i z nią wracając. Mógł opatrzyć mu ranę zaklęciami, ale lepiej to i pewniej zrobić tradycyjnymi przedmiotami.
W mieszkaniu Nicholasa panował czysty porządek. Zachowane w surowych i zimnych kolorach. Ściany i meble współgrały ze sobą, ale nie znalazło się nic w cieplejszych barwach. Nie było także żadnych interesujących dekoracji. Jedynie parę podręcznych książek i podręczników. No i rozłożone dokumenty na ławie w salonie, a to pomieszczenie z kolei było połączeniem z aneksem kuchennym oraz jadalnią. Sam Nicholas na sobie miał czarną koszulkę i jeansy. Mroczny znak ukryty pod zaklęciem maskującym. Koledze wskazał miejsce przy stole jadalnym. Tam położył apteczkę i nawet jeżeli Lestrange by odmawiał opatrzenia rany, Nicholas pozostawał przy swoim. Zgarnął czysty ręcznik, namoczył go aby przetrzeć mu ranę na dłoni.
- Pokaż.Polecił.
Traversa zaczęło zastanawiać, czy ten cały stan jego postawy, rany na dłoni ma związek ze sprawą, jaką omawiali kilka dni temu. Czy spotkał się i rozmawiał z Robertem? Miał jakiś trop na swojego siewcę plotek? Czy może wydarzyło się coś jeszcze innego, że nie zamierzał kontaktować się listownie, ale bezpośrednio zjawiając u niego?