05.02.2024, 20:42 ✶
- W takim razie teraz niemal na pewno znajdziemy tu gdzieś katafalk, na którym leży wiekowa trumna przedniej jakości, wyściełana najlepszym atłasem, wymoszczona poduszkami z pewnym osobnikiem o zbyt długich kłach, w eleganckim smokingu… a może fraku? Mniejsza, i tak wszystko będzie jeszcze okrywał długi płaszcz, łopocący na wietrze – nie, oczywiście że nie sądziła, że naprawdę znajdą tu wampira. Sceneria pasowała, owszem, ale hm… podpadało to raczej pod zbieg okoliczności, choć też i nie do końca – bo pogoda mimo wszystko sprzyjała nieszczególnie legalnym metodom zyskiwania informacji.
Bo nie, niestety, włamywanie się trudno uznać jako coś, co robiło się w majestacie prawa, tak samo, jeśli chodziło o wykradanie ciała…
- Widzisz? Już wiesz, jak byś je zabrała – zaśmiała się cicho. Tak. Fantazja, zdecydowanie, obie wiedziały, że transmutacja ludzkiego ciała na dłuższą metę to nie takie hop-siup; że efekty mogły być… hm, delikatnie mówiąc, mogły zatrzeć dowody wszelkiej zbrodni – Albo po prostu miałabyś odpowiednio dużo czasu, żeby je obejrzeć… chociaż pewnie lepiej by było ściągnąć tam któregoś patologa – skwitowała, chyba powoli zaczynając całkiem na poważnie rozważać taki manewr. Ale to ostateczność, nie pierwszy wybór na ścieżce rozgryzienia sprawy!
Nie ingerowała w czar Brenny, po prostu skupiając się na tym, jakie ślady miał ukazać. Jakie ukazywał. Wyniki… zadowalające i jednocześnie nie; z jednej strony wskazówka, że – być może – jednak magia nie miała nic wspólnego ze śmiercią nieszczęśnika, z drugiej – cokolwiek się tu rozegrało, pozostawało nadal w sferze domysłów, niemogące być obejrzane niczym film na ekranie.
- Może? Ale w sumie nie sądze, żeby raporty gdzieś uciekły, gdybyśmy uznały, że jednak ich potrzebujemy... – uznała z pewną zadumą w głosie. Brak konkretnych śladów, mebel z telefonem i… dylemat.
- Horrory uczą, że nigdy nie należy się rozdzielać – mruknęła. W końcu znajdowały się w miejscu wręcz wyjętym z rzeczonego horroru, nieprawdaż? Sceneria się zgadzała, reputacja miejsca mniej więcej też; wprawdzie nietoperze jeszcze nie próbowały się wplątać w ich włosy, ale to jeszcze nic straconego… jeszcze! - Ale mam ochotę jednak popełnić ten błąd. Szybciej sprawdzimy całość – stwierdziła z pewnym wahaniem. W zasadzie, czego się miały bać? Nic nie słyszały, aby „ekipa sprzątająca” trafiła na coś, co wyrywa z butów, więc czy na pewno rozdzielenie się stanowiło zagrożenie?
Bo nie, niestety, włamywanie się trudno uznać jako coś, co robiło się w majestacie prawa, tak samo, jeśli chodziło o wykradanie ciała…
- Widzisz? Już wiesz, jak byś je zabrała – zaśmiała się cicho. Tak. Fantazja, zdecydowanie, obie wiedziały, że transmutacja ludzkiego ciała na dłuższą metę to nie takie hop-siup; że efekty mogły być… hm, delikatnie mówiąc, mogły zatrzeć dowody wszelkiej zbrodni – Albo po prostu miałabyś odpowiednio dużo czasu, żeby je obejrzeć… chociaż pewnie lepiej by było ściągnąć tam któregoś patologa – skwitowała, chyba powoli zaczynając całkiem na poważnie rozważać taki manewr. Ale to ostateczność, nie pierwszy wybór na ścieżce rozgryzienia sprawy!
Nie ingerowała w czar Brenny, po prostu skupiając się na tym, jakie ślady miał ukazać. Jakie ukazywał. Wyniki… zadowalające i jednocześnie nie; z jednej strony wskazówka, że – być może – jednak magia nie miała nic wspólnego ze śmiercią nieszczęśnika, z drugiej – cokolwiek się tu rozegrało, pozostawało nadal w sferze domysłów, niemogące być obejrzane niczym film na ekranie.
- Może? Ale w sumie nie sądze, żeby raporty gdzieś uciekły, gdybyśmy uznały, że jednak ich potrzebujemy... – uznała z pewną zadumą w głosie. Brak konkretnych śladów, mebel z telefonem i… dylemat.
- Horrory uczą, że nigdy nie należy się rozdzielać – mruknęła. W końcu znajdowały się w miejscu wręcz wyjętym z rzeczonego horroru, nieprawdaż? Sceneria się zgadzała, reputacja miejsca mniej więcej też; wprawdzie nietoperze jeszcze nie próbowały się wplątać w ich włosy, ale to jeszcze nic straconego… jeszcze! - Ale mam ochotę jednak popełnić ten błąd. Szybciej sprawdzimy całość – stwierdziła z pewnym wahaniem. W zasadzie, czego się miały bać? Nic nie słyszały, aby „ekipa sprzątająca” trafiła na coś, co wyrywa z butów, więc czy na pewno rozdzielenie się stanowiło zagrożenie?