26.11.2022, 03:03 ✶
Schody skrzypiały ciężko, gdy Brenna po nich wbiegała. Panowała na nich atmosfera równie ciężka jak na korytarzu. Przez sekundę nawet dostrzega ciemny cień stojący na szczycie. Aż ział przepełniony nienawiścią do niej. Nie musiała nawet wytężać swojego trzeciego oka by pojąć, że gdyby mógł, gdyby tylko miał szansę, zrzuciłby ją z tych schodów, zacisnąłby palce na jej szyi i wydarł z żywego ciała to, czego sam nie miał a czego jej aż tak zazdrościł.
Melodia umilkła w chwili, w której Brenna wpadła do dziecięcego pokoju. Ale musiała grać jeszcze chwilę wcześniej. Plastikowa baletnica kończyła ostatni piruet po nakręceniu. Zamarła w pół ruchu, gdy zabrakło jej energii.
Pokój musiał należeć do Lyndona. Poza łóżkiem – wcale nie zaścielonym, ale ze wciąż skłębioną pościelą po śnie dziecka, znajdowała się tu jeszcze otwarta szafa, zagracone rysunkami, kredkami i innymi rzeczami biurko, cztery skrzynki z zabawkami i mnóstwo samych zabawek: ołowianych żołnierzyków, prężących się figurek mugolskich super bohaterów, samochodów, dinozaurów i malutkich klocków, dzięki którym chłopiec mógł budować domy.
Ale to nie zabawki, nie otwarta szafa (choć i w niej tkwiło coś niepokojącego, jakby ktoś – schował się w środku a teraz czekał wstrzymując oddech albo – aż Brenna odejdzie, albo aż straci uwagę na tyle by siedzący w środku mógł ją zaatakować), nawet nie łóżko przykuwały uwagę, ale podłoga. Coś rozlano koło łóżka dziecka, coś co mimo upływu czasu nie wyschło i nie zamieniło się w zbitą, trudną do określenia papkę. Nie było tego wiele – ćwierć kubka, może jeszcze mniej.
Dom znowu tonął w tej niepokojącej ciszy.
Melodia umilkła w chwili, w której Brenna wpadła do dziecięcego pokoju. Ale musiała grać jeszcze chwilę wcześniej. Plastikowa baletnica kończyła ostatni piruet po nakręceniu. Zamarła w pół ruchu, gdy zabrakło jej energii.
Pokój musiał należeć do Lyndona. Poza łóżkiem – wcale nie zaścielonym, ale ze wciąż skłębioną pościelą po śnie dziecka, znajdowała się tu jeszcze otwarta szafa, zagracone rysunkami, kredkami i innymi rzeczami biurko, cztery skrzynki z zabawkami i mnóstwo samych zabawek: ołowianych żołnierzyków, prężących się figurek mugolskich super bohaterów, samochodów, dinozaurów i malutkich klocków, dzięki którym chłopiec mógł budować domy.
Ale to nie zabawki, nie otwarta szafa (choć i w niej tkwiło coś niepokojącego, jakby ktoś – schował się w środku a teraz czekał wstrzymując oddech albo – aż Brenna odejdzie, albo aż straci uwagę na tyle by siedzący w środku mógł ją zaatakować), nawet nie łóżko przykuwały uwagę, ale podłoga. Coś rozlano koło łóżka dziecka, coś co mimo upływu czasu nie wyschło i nie zamieniło się w zbitą, trudną do określenia papkę. Nie było tego wiele – ćwierć kubka, może jeszcze mniej.
Dom znowu tonął w tej niepokojącej ciszy.