Sama patrzyła na Morpheusa z zaciekawieniem. Kusiło ją go dotknąć, ale powstrzymała się, bo sama nie chciała nic złapać, nie w jej sytuacji. Rozsądek. Teraz trudno było jej badać jakiekolwiek artefakty i sprawy z nimi związane, zbyt trudno było jej ryzykować, a wszystko skupiało jej myśli przy tym, małym czymś w jej łonie. Bardzo chciała nazywać je dzieckiem, bardzo chciała cieszyć się jak każda kobieta z posiadania potomstwa, ale ją to okropnie przerażało.
Wpatrywała się bardzo intensywnie w skórę jej kolegi z pracy, jej ciemne oczy świdrowały każdy zakamarek jego skróty, który była w stanie zobaczyć. Widok był olśniewająco ciekawy. Zbliżyła się do niego i przekrzywiła głowę obserwując zmiany. Szukała czegoś, co mogłoby mu niszczyć jego skórę, ale nic takiego się nie działo. Był po prostu żywą tęczą, widokiem dosyć pięknym, ale jednocześnie wzbudzającym obawę. Co jeśli nie uda im się tego zdjąć? Czy pan Morpheus będzie teraz robił za lampkę w dyskotece? Cofnęła się uświadamiając sobie o istnieniu czegoś takiego jak przestrzeń osobista. Gdy dotknął swojego policzka pojawiły się kręgi.
– Fascynujące – szepnęła czując przy tym delikatny skurcz w żołądku, coś na kształt podniecenia związanego z ciekawością. – Klątwa? Kara za czytanie tego przedmiotu? – zapytała czując jak ręce ją świerzbią przed dotknięciem tej rzeczy. Ciekawiło ją to, czy z mężczyzny w Mungu zdejmą tę klątwę. Nie czuła potrzeby też martwienia się o niego, ale tego wymagały relacje międzyludzkie, na których opierało się egzystowanie wśród ludzi, więc udawała troskę, a kłamstwo było jej drugim imieniem.
Chciała sprawdzić przeszłość tego przedmiotu, ale nie chciała ryzykować tym, że jej dziecko urodzi się w kolorze tęczy, bo klątwa sięgnie jej potomstwa, a żeby sprawdzić taki przedmiot za pomocą widomowidzenia musiałaby go trzymać w rękach. Patrzenie w przyszłość wydawało się być prostsze niż zerkanie w przeszłość. Przy tym była potrzebna odpowiednia medytacja, skupienie, świece i nastrój, a nie zawsze widma przeszłości pokazywały coś konkretnego i odpowiedniego.
– Raczej na pewno sobie z tym poradzą – odparła nadal czekając na jakiś inny efekt, ale nic się nie działo. Nie było to nic groźnego, nic niszczycielskiego, więc może powinna spróbować? Nie. Nie ryzykuj. – Czy dowiedział się pan wszystkiego, co potrzebował? O czym dokładnie świadczy ten przedmiot? Są tam jakieś niezgodności? – zadała kilka pytań, bo przeczytała tylko powierzchownie treść pergaminu przez ramię Morpheusa.