05.02.2024, 22:56 ✶
–[b] Och nie, nie schować. Mam raczej na myśli, że klejnoty powinny być podziwiane. W muzeach i takich miejscach jak ta ekspozycja więcej osób je zobaczy, chociaż to te, które ktoś posiada… zdają mi się bardziej żywe? – powiedziała Brenna, trochę się plącząc, jakby nie umiała do końca wyjaśnić, co dokładnie ma na myśli.
Przekrzywiła lekko głowę, odrywając wzrok od klejnotów i spoglądając na Olivię, gdy ta rozprawiała o symbolice drogich kamieni i biżuterii. Na tego typu rzeczach Brenna zupełnie się nie znała, ale ciekawiło ją to: może dlatego, że Brennę potrafiło zaciekawić niemal wszystko. Zwłaszcza jeśli miała do czynienia z kimś, kogo temat do pewnego stopnia fascynował.
– Podejrzewam, że oni się tym nie przejmowali. Wierność? To nie dla królów – parsknęła Brenna. – Ale to ciekawe. Masz jakieś ulubione kamienie szlachetne? Ja chyba nigdy się nad tym nie zastanawiałam – plotła, przemieszczając się razem z Olivią po sali, przyglądając się kolejnym eksponatom. Przystanęła przy diademach, które wskazała Quirke. – Nie mam pojęcia, chociaż pewnie do którejś królowej – przyznała uczciwie. Biżuteria wyglądała na tak drogą, że Brenna wątpiła, by było stać na nią kogoś innego niż króla. – Patrz… to chyba to, co Henryk dał najpierw Annie Boleyn, a potem dostało się jego kolejnym żonom… trochę przerażające, prawda? Dostajesz klejnoty swojej poprzedniczki, skarb, ale i ostrzeżenie, że możesz podzielić jej los.
Rozmawiając w ten sposób oglądały kolekcję, zgromadzoną w Tower i na moment Brenna zapomniała nawet o tajemniczym widmie z kaplicy. Potem, gdy opuściły już teren ekspozycji, rozejrzały się i za pamiątkami – wprawdzie nie było małych gilotyn, ale Olivia mogła wybrać pocztówkę albo jakiś mały bryloczek z krukiem, nim wreszcie wyszły z Tower, by wybrać się do jednej z mugolskich knajp na jakąś drobną przekąskę…
Przekrzywiła lekko głowę, odrywając wzrok od klejnotów i spoglądając na Olivię, gdy ta rozprawiała o symbolice drogich kamieni i biżuterii. Na tego typu rzeczach Brenna zupełnie się nie znała, ale ciekawiło ją to: może dlatego, że Brennę potrafiło zaciekawić niemal wszystko. Zwłaszcza jeśli miała do czynienia z kimś, kogo temat do pewnego stopnia fascynował.
– Podejrzewam, że oni się tym nie przejmowali. Wierność? To nie dla królów – parsknęła Brenna. – Ale to ciekawe. Masz jakieś ulubione kamienie szlachetne? Ja chyba nigdy się nad tym nie zastanawiałam – plotła, przemieszczając się razem z Olivią po sali, przyglądając się kolejnym eksponatom. Przystanęła przy diademach, które wskazała Quirke. – Nie mam pojęcia, chociaż pewnie do którejś królowej – przyznała uczciwie. Biżuteria wyglądała na tak drogą, że Brenna wątpiła, by było stać na nią kogoś innego niż króla. – Patrz… to chyba to, co Henryk dał najpierw Annie Boleyn, a potem dostało się jego kolejnym żonom… trochę przerażające, prawda? Dostajesz klejnoty swojej poprzedniczki, skarb, ale i ostrzeżenie, że możesz podzielić jej los.
Rozmawiając w ten sposób oglądały kolekcję, zgromadzoną w Tower i na moment Brenna zapomniała nawet o tajemniczym widmie z kaplicy. Potem, gdy opuściły już teren ekspozycji, rozejrzały się i za pamiątkami – wprawdzie nie było małych gilotyn, ale Olivia mogła wybrać pocztówkę albo jakiś mały bryloczek z krukiem, nim wreszcie wyszły z Tower, by wybrać się do jednej z mugolskich knajp na jakąś drobną przekąskę…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.