06.02.2024, 14:51 ✶
- Och, to chyba zależy od artysty. Nie znam się na takiej sztuce, ale poeci i pisarze najbardziej upodobali sobie miłość nieszczęśliwą. Taką, w której ludzie kochają za bardzo. Słyszałaś kiedyś o Romeo i Julii albo Tristanie i Izoldzie? - spytała Brenna z odrobiną rozbawienia, wciąż stojąc przed rzeźbą. Pytała całkiem na serio, bo te dwa dzieła, kultowe w świecie mugoli, były przecież większości czarodziejów obce. Ona sama znała je zwyczajnie dlatego, że uwielbiała czytać, a znajomość z Thomasem Hardwickiem skrzywiła ją pod tym względem dawno temu: mniej więcej wtedy, gdy mając trzynaście lat sięgnęła po Tolkiena.
- Tak - przyznała, bo jednak pod kątem obserwacji radziła sobie całkiem nieźle. Uniosła nieco spojrzenie, kierując je ku twarzom tej dwójki. - Ale dopiero jak zwracasz mi na to uwagę, dotarło do mnie, że to trochę ironiczne, prawda? Że nazwa tej rzeźby to Pocałunek. Może chodziło więc właśnie o to, że nie liczy się tylko on sam w sobie... A może próbujemy niepotrzebnie się czegoś doszukiwać, a artysta po prostu chciał wyrzeźbić coś ładnego - dodała, a w jej głosie wciąż pobrzmiewało rozbawienie. Wyobrażała sobie taką wersję: że artysta po prostu próbował nadać postaciom ładne kształty, i potem zdziwiony był tymi wszystkimi historiami i interpretacjami, które dorabiano… Zacisnęła na moment palce na ramieniu Mav, zimnym nawet przez materiał: cofnęła jednak dłoń po chwili nie z powodu tego chłodu, a dlatego, że nie chciała przeszkadzać kuzynce w wykonywaniu szkiców.
- Nie wyglądają na przyłapanych. Chyba byliby bardziej spłoszeni. Na spłoszonych to oni mi nie wyglądają - dodała, cofając się wreszcie, gotowa ruszyć dalej, w głąb muzeum, by przyjrzeć się następnym obrazom oraz rzeźbom. – Och nie, słońce, romantyzmu nie ma we mnie za grosz. I nie mówię nawet o nie zakochiwaniu się, ale o tych wszystkich wzdychaniach i poezjach. Nie wyobrażam sobie, by to mogło się zmienić. Obawiam się, że jestem do bólu przyziemna i pragmatyczna – oświadczyła, posyłając Mavelle uśmiech, chociaż przez chwilę wcale nie było jej do śmiechu. Bo do bólu przyziemna i pragmatyczna niekoniecznie oznaczało, że jest rozsądna – nie była, nie dostatecznie, zdawała sobie z tego sprawę, gdyby umiała kierować się tylko rozsądkiem, zachowywałaby się zupełnie inaczej. I chociaż jej serce nie zostało złamane, nie była wcale pewna, na ile uda się jej zachować ten rozsądek na tyle, aby do złamania faktycznie nie doszło.
- Tak - przyznała, bo jednak pod kątem obserwacji radziła sobie całkiem nieźle. Uniosła nieco spojrzenie, kierując je ku twarzom tej dwójki. - Ale dopiero jak zwracasz mi na to uwagę, dotarło do mnie, że to trochę ironiczne, prawda? Że nazwa tej rzeźby to Pocałunek. Może chodziło więc właśnie o to, że nie liczy się tylko on sam w sobie... A może próbujemy niepotrzebnie się czegoś doszukiwać, a artysta po prostu chciał wyrzeźbić coś ładnego - dodała, a w jej głosie wciąż pobrzmiewało rozbawienie. Wyobrażała sobie taką wersję: że artysta po prostu próbował nadać postaciom ładne kształty, i potem zdziwiony był tymi wszystkimi historiami i interpretacjami, które dorabiano… Zacisnęła na moment palce na ramieniu Mav, zimnym nawet przez materiał: cofnęła jednak dłoń po chwili nie z powodu tego chłodu, a dlatego, że nie chciała przeszkadzać kuzynce w wykonywaniu szkiców.
- Nie wyglądają na przyłapanych. Chyba byliby bardziej spłoszeni. Na spłoszonych to oni mi nie wyglądają - dodała, cofając się wreszcie, gotowa ruszyć dalej, w głąb muzeum, by przyjrzeć się następnym obrazom oraz rzeźbom. – Och nie, słońce, romantyzmu nie ma we mnie za grosz. I nie mówię nawet o nie zakochiwaniu się, ale o tych wszystkich wzdychaniach i poezjach. Nie wyobrażam sobie, by to mogło się zmienić. Obawiam się, że jestem do bólu przyziemna i pragmatyczna – oświadczyła, posyłając Mavelle uśmiech, chociaż przez chwilę wcale nie było jej do śmiechu. Bo do bólu przyziemna i pragmatyczna niekoniecznie oznaczało, że jest rozsądna – nie była, nie dostatecznie, zdawała sobie z tego sprawę, gdyby umiała kierować się tylko rozsądkiem, zachowywałaby się zupełnie inaczej. I chociaż jej serce nie zostało złamane, nie była wcale pewna, na ile uda się jej zachować ten rozsądek na tyle, aby do złamania faktycznie nie doszło.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.