Podziwiała Erika za to, że się nie gubił w tym wszystkim. Pełnie były co miesiąc, a poza nimi miał przecież bardzo dużo innych obowiązków, miał prawo się zgubić raz na jakiś czas, na pewno by go usprawiedliwiała, gdyby ktoś pytał. Na szczęście nie doszło do tragedii, bo inaczej by tutaj sobie nie siedzieli teraz przy tym stole nie spożywali tych wspaniałych trunków tracąc przy tym resztki swojej ogłady, każdy potrzebował od czasu do czasu takiego przerywnika w swoim życiu. Może alkohol nie był najlepszą drogą ucieczki przed codziennością, czy problemami, no ale jeśli nie zdarzało się to zbyt często, to nie widziała w tym najmniejszego problemu, czy kłopotu.
Zaśmiała się w głos, widząc, jak Erik prosi o więcej. Naprawdę lubiła go w takiej wersji, kiedy zupełnie nie myślał nad tym, co robił. Zresztą i ona również miała ochotę na więcej, także zaczęła stukać w stół, coby również zdopingować Morhpeusa. Ciapek, czy tam Łatek (w tej chwili już nie pamiętała, jak zwierze ma na imię) zeskoczył z jej kolan, bo zaczęło się tu robić zbyt głośno. Nora niespecjalnie się tym przejęła.
Jej podniecenie wydawało się też być tematem, który interesował Erika, zmrużyła oczy i wpatrywała się w niego próbując złapać ostrość, bo twarz mężczyzny zaczęła jej się rozmazywać. Wycelowała w niego swoim palcem wskazującym. - A Tobie to chyba nic do tego co mnie podnieca, czy nie podnieca. - Była w stanie mówić za siebie i wypowiedzieć się na ten temat, a przynajmniej próbowała.
- To jego gadanie bywa strasznie dramatyczne, można się do tego przyzwyczaić? - Nachyliła się w stronę przyjaciela i spytała o to Erika, tak jakby Morpheusa wcale tutaj z nimi nie było.
- Może próbować, ale to przecież tak nie ten, nie da się, na siłę połączyć kogoś z kimś innym. - Odpowiedziała sięgając po kieliszek i wypiła jednym chaustem jego zawartość. Skrzywiła się przy tym okropnie, bo ten bimber był naprawdę bardzo mocny. - No, bo to swatanie, to takie sztuczne, po co z kimś być, jeśli nie ma miłości. - Próbowała przekazać im swoje filozofie, jednak chwilę zajęło jej składanie słów w zdanie.
- Dziękuję, ty też jesteś. - Powiedziała do starszego z Longbottomów, znaczy nie chodziło jej o to, że był piękną kobietą, miała nadzieję, że zrozumie do czego zmierzała.
- Nie ma problemu, naprawdę, chociaż pomysł całkiem śmieszny Erik, tyle, że wiecie, jestem niegodna, plugawej krwi, nieczystej. - To też było dość istotne w tym wszystkim, a nie jedynie jej wiek.
Czekała, aż wuja wreszcie znajdzie kolejną butelkę, bo powoli zaczynało jej się robić sucho w ustach, zdecydowanie potrzebowała więcej alkoholu, chociaż pewnie gdyby wstała, to nie byłaby w stanie utrzymać się na nogach, na szczęście nie był to problem, którym powinna się przejmować w tej chwili. - NASZ WYBAWICIEL - Krzyknęła jeszcze, gdy starszy z Longbottomów znalazł kolejną butelkę.