Gdyby ktoś zapytał Hjalmara czy próba uratowania życia młodej kapłanki i niejako podjęcia akcji przerwania całego święta spowoduje, że przeniosą się do innego miejsca, odparłby, że przecież nie ma na to szans. Jak widać - bardzo się mylił. Otuchy w tym wszystkim dodawał fakt, że zaraz dojrzał ojca, który swoją posturą i wspólnymi, dobrymi, doświadczeniami sprawiał, że młodszy z Nordgersimów zawsze czuł siłę w jego towarzystwie. Czuł, że są w stanie zrobić wszystko - nawet przenosić góry.
Nie bardzo rozumiał jak nagle przenieśli się w czasie czy utknęli w czasoprzestrzeni ale ten jesienny obraz miał coś w sobie. Z nostalgii? Z dobrych wspomnień? Nie wydawało się, aż tak źle. W końcu wszystko musiało mieć dobry koniec, a w to przynajmniej wierzył czy chciał wierzyć. Tak też było i tym razem.
Powinienem to bronić słabszych i pomagać tym w potrzebie stwierdził z oburzeniem w myślach, przypominając sobie słowa Dagura. Nie mógł tak stać i się patrzeć na to co się tam działo. To nie było ludzkie zachowanie, a ta młoda kapłanka na pewnie nie była trzeźwa na umyśle. Nie miałem zamiaru przyglądać się bezczynnie jak dzieje jej się krzywda westchnął, rozkładając lekko dłonie, tłumacząc się przed samym sobą. Zupełnie jakby ponownie miał z 15 lat i musiał wymyślać kolejne wymówki na to dlaczego tak słabo idzie mu w szkole. Dobra, mogłem może się trochę wstrzymać... przyznał po chwili rację ojcu w myślach. Zawsze brał jego zdanie pod uwagę i doszedł do wniosku, że może rzeczywiście był trochę w gorącej wodzie kąpany. Nie chciał źle przecież...
Komenda, może rozkaz od nieznanej im kobiety był jasny. Hjalmar dostrzegł, że starszy z ich dwójki rzucił się pierwszy do tego zadania, więc nie pozostawał mu dłużny i podszedł wraz z nim. Nawet jeżeli to Dagur miał to rozpalić, jego syn starał się go osłaniać tak, aby ewentualny wiatr nie zdmuchnął ich ognia. Za w czasu pomógł mu ułożyć mały stosik, tak aby iskry mogły powoli rozpocząć swój taniec śmierci na chruście, by wraz z biegiem kolejnych sekund i dopływów powietrza, stawać się coraz to bardziej morderczym żywiołem, którego tak bardzo teraz łąkneli.