06.02.2024, 20:43 ✶
Nie znała myśli Aidana na temat szlam i mugoli. Mogła zgadywać, jakie ten ma poglądy – Parkinsonowie nie należeli do najbardziej przyjaznych rodzin czystej krwi. Ale póki ktoś nie rzucał jej pewnych uwag w twarz, milczała, choćby dlatego, że w ten sposób więcej można było się dowiedzieć. W tej chwili liczyło się tylko to, żeby Parkinson dobrze wykonał swoją pracę, nie aby współczuł ofierze czy dobrze myślał o osobach, które się do nich zgłosiły.
– Aquamenti, Aidan, aquamenti – rzuciła Brenna, uśmiechając się lekko, po czym udała, że absolutnie nie dostrzegła ani uniesionego kącika ust, ani tego, że jego prychnięcie było w istocie śmiechem. A potem przystanęła, gdy Parkinson stwierdził, że słuchanie, myślenie i wędrówka są ciężkie na raz – kompletnie tego nie rozumiała, ale może ona po prostu czasem nie myślała… Właściwie na pewno czasem nie myślała.
Uniosła rękę, po kolei odginając kolejne palce.
– Raz. Sąsiadka widziała go tego samego dnia, ale prawdopodobnie nie w momencie, w którym dokonano zbrodni, a tuż przed nią. Mógł aportować się do środka, jeśli robił to na ślepo, to przez drzwi jest łatwiej niż z okolicy. Dwa. Obie uduszono w ten sam sposób, za pomocą ich własnych pończoch, przynajmniej tak twierdzi ten chłopak. Trzy. Obie były drobnymi blondynkami. Cztery. Objawy u tego mugola, którego podejrzewano, brzmią zdaniem tej dziewczyny, a pracuje w Lecznicy Dusz, jak efekt źle rzuconego oblivate. Jeśli chodzi o raporty, nie, ich nie mam, do nich trzeba będzie się dobrać, jeśli okaże się, że coś znajdziemy. Nie wiem nic o Mary Reed ani o poprzedniej ofierze oprócz tych rzeczy, nie mam pojęcia, czy coś je łączyło, czy nie. Przy tej pierwszej nie było żadnych podstaw do podejrzewania udziału magii, poza tym, że też wszystko było pozamykane, ale cholera wie, może to jakiś ten no… wyjątkowo uzdolniony ślusarz, czy co? Nie wiem, co mugole mogą zrobić z takimi zamkami. Na razie to tylko temat do sprawdzenia, dopiero do mnie wpadł. Może tak naprawdę nie ma w tym kompletnie nic więcej – wyjaśniła. Ostatecznie, jeśli okaże się, że nie było w tym żadnych czarów, to nie było potrzeby drążyć. A mimo najszczerszych chęci nie była w stanie być w kilku miejscach na raz i nie załatwiła na razie niczego poza papierkami: ach, jak ona zazdrościła stryjowi Morpheusowi tego zmieniacza czasu! Gdyby miała do niego dostęp, byłaby teraz w trzech miejscach na raz i starała się ogarnąć rozmowę z przynajmniej kilkoma osobami. – Jeśli potwierdzimy, że coś jest na rzeczy, to będzie następny krok – zgodziła się bez oporów odnośnie mugola. – Chociaż obawiam się, że trzeba będzie dopaść kogoś wyżej, a to będzie trudniejsze. To dzieciak, nowy w wydziale – uzupełniła. Podejrzewała, że brat mugolaczki nie ma wszystkich informacji, bo inaczej przecież by je im przekazał, skoro zależało mu, aby magiczna policja zainteresowała się tym wszystkim.
– Aquamenti, Aidan, aquamenti – rzuciła Brenna, uśmiechając się lekko, po czym udała, że absolutnie nie dostrzegła ani uniesionego kącika ust, ani tego, że jego prychnięcie było w istocie śmiechem. A potem przystanęła, gdy Parkinson stwierdził, że słuchanie, myślenie i wędrówka są ciężkie na raz – kompletnie tego nie rozumiała, ale może ona po prostu czasem nie myślała… Właściwie na pewno czasem nie myślała.
Uniosła rękę, po kolei odginając kolejne palce.
– Raz. Sąsiadka widziała go tego samego dnia, ale prawdopodobnie nie w momencie, w którym dokonano zbrodni, a tuż przed nią. Mógł aportować się do środka, jeśli robił to na ślepo, to przez drzwi jest łatwiej niż z okolicy. Dwa. Obie uduszono w ten sam sposób, za pomocą ich własnych pończoch, przynajmniej tak twierdzi ten chłopak. Trzy. Obie były drobnymi blondynkami. Cztery. Objawy u tego mugola, którego podejrzewano, brzmią zdaniem tej dziewczyny, a pracuje w Lecznicy Dusz, jak efekt źle rzuconego oblivate. Jeśli chodzi o raporty, nie, ich nie mam, do nich trzeba będzie się dobrać, jeśli okaże się, że coś znajdziemy. Nie wiem nic o Mary Reed ani o poprzedniej ofierze oprócz tych rzeczy, nie mam pojęcia, czy coś je łączyło, czy nie. Przy tej pierwszej nie było żadnych podstaw do podejrzewania udziału magii, poza tym, że też wszystko było pozamykane, ale cholera wie, może to jakiś ten no… wyjątkowo uzdolniony ślusarz, czy co? Nie wiem, co mugole mogą zrobić z takimi zamkami. Na razie to tylko temat do sprawdzenia, dopiero do mnie wpadł. Może tak naprawdę nie ma w tym kompletnie nic więcej – wyjaśniła. Ostatecznie, jeśli okaże się, że nie było w tym żadnych czarów, to nie było potrzeby drążyć. A mimo najszczerszych chęci nie była w stanie być w kilku miejscach na raz i nie załatwiła na razie niczego poza papierkami: ach, jak ona zazdrościła stryjowi Morpheusowi tego zmieniacza czasu! Gdyby miała do niego dostęp, byłaby teraz w trzech miejscach na raz i starała się ogarnąć rozmowę z przynajmniej kilkoma osobami. – Jeśli potwierdzimy, że coś jest na rzeczy, to będzie następny krok – zgodziła się bez oporów odnośnie mugola. – Chociaż obawiam się, że trzeba będzie dopaść kogoś wyżej, a to będzie trudniejsze. To dzieciak, nowy w wydziale – uzupełniła. Podejrzewała, że brat mugolaczki nie ma wszystkich informacji, bo inaczej przecież by je im przekazał, skoro zależało mu, aby magiczna policja zainteresowała się tym wszystkim.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.