Młody Stanley nie wiedział, że komplement od Ambrosii wpłynie na całą resztę życia Borgina i spowoduje jego zwiększone zainteresowanie własnymi kuzynkami. W końcu nie była to jego wina i nikt nie był w stanie przewidzieć takiego obrotu spraw. Czy powinien być wdzięczny, a może się złościć na taki obrót spraw? Nie wiedział jeszcze, chociaż patrząc na to jak rozwinęło się jego życie, nie powinien mieć tego bardzo za złe.
Kolor oczu nie był żadną wymówką, ponieważ dało się coś na to zadziałać. Jedyną przeszkodą do tego, aby żyli długo i szczęśliwie był jakiś Alexander, chociaż pewno i to szło jakoś obejść. Może mógłby poprosić Persephonę, aby zrobiła jakąś sztuczkę magiczkę i zniknęła tego jegomościa? Wiedział, że mógł na niej polegać i pewnie by się zgodziła albo załatwiła kogoś innego, aby mu w tym pomógł. Mógłby to zrobić, gdyby tylko wiedział, że jego miejsce jest już dawno zajęte. Bo tak naprawdę to miała wszystko - była ładna, urocza, wychowana, komplementowała Stanleya, a przede wszystkim miała długie, blond włosy. No po prostu marzenie. Czego człowiek mógł chcieć więcej?
Od razu zakładała, że był z niego dobry kłamca. Stanley był po prostu graczem. Trenował, ćwiczył, odbywał praktyki. Zdobywał cenne umiejętności, które miały pomóc mu zdobyć te wszystkie niewieście serca po powrocie do Hogwartu we wrześniu. Mógłby wtedy rzecz - Ślizgonki uważajcie, nadchodzę. Nie zmieniło to też tego, że kiwnął jej głową z podziękowaniem za okazaną pomoc. Mało brakło, a rzeczywiście by się tutaj przekręcił na niedobór tlenu.
- Zmieniam zdanie... Obrzydliwe - zgodził się jednak po chwili, widząc, że Rosie nie zgrywa twardziela i tym samym on nie musi tego robić. Mogli teraz pić dalej, marudząc na to jak bardzo jest to ohydne, by za chwilę polać kolejny kieliszek - O! Wiedziałem! - nie wiedział - Hades miał być kolejnym imieniem, które miałem właśnie wymienić. Miałem je już na końcu języka - zapewnił swoją rozmówczynie, która okazała się być siostrą pana młodego. Ten, nie ukrywając, był kurwa gargantuiczny. Jakiś olbrzym czy co? Czym oni go karmili?! Jeszcze by tylko brakowało, aby mu powiedziała, a ten przyszedł się zemścić na nim... Nie, nie To była okropna wizja.
Drugą rzeczą, której nie przewidział w swoim dalszym życiu był fakt zostania ogórkowym fanatykiem, niejako Baronem, dążącym do tego, aby przejąć cały rynek tego wspaniałego warzywa. W wieku 14 lat nie spodziewał się, że za kilkanaście lat będzie tłumaczył swoją wspaniałą wizję grupce swoich zaufanych ludzi, biorąc ich jako wspólników do biznesu. Nie wiedział też, że te niewinne spożywanie alkoholu z Ambrosią, spowoduje to, że w przyszłości zacznie walić wódę na potęgę wraz ze swoim szkolnym przyjacielem Atreusem... chociaż nie tylko w czystych trunkach mieli zacząć się lubować.
Nie odmówił ogóreczka, skoro już się przy nim znalazły. Chrup Były bardzo dobre i idealnie maskowały gorzki smak ich trunku - Dobre - przyznał, kusząc się na jeszcze jednego - Z Borginów - odparł w akompaniamencie chrupania - Kiedyś to wszystko będzie Tosia - wyjaśnił, bo mogła o tym nie wiedzieć, a według niego warto było to wiedzieć. Tosiek to miał ustawione życie - Dużo miejsca. Dziadek zawsze dba, aby wszystko było pod dostatkiem. Kiedy Persy oznajmiła, że będzie brała ślub to nawet nie dał jej dojść do głosu, a od razu oświadczył całej rodzinie, że wesele odbędzie się tutaj - kontynuował - Cóż... Czasami tak się zdarza, że się ludzie pobiją, nie? - dodał, łapiąc kieliszek w swoją dłoń. Skoro zrobiła to Rosie, zrobił to i on - nie mógł być przecież gorszy. Po drugie nie chciał odpaść w przedbiegach, nawet jeżeli nie bardzo mu to smakowało.
Wychylił zawartość, krzywiąc lekko twarz, chociaż zniósł to mężniej, niż poprzedni kielon - Oby, oby... - zgodził się, łapiąc czym prędzej ogórka, aby zakamuflować to piekło, które właśnie działo się w jego przełyku - Kim jest Otto? - zapytał z taką prostą, trochę dziecinną ciekawością. Nie znał osoby o której wspomniała. Nie znał tak naprawdę nikogo z nowej części swojej rodziny - Ummm... prośba... - rozejrzał się wokół nerwowo wokół, upewniając się, że pana młodego nie ma nigdzie w okolicy najbliższych dwudziestu siedmiu i pół metra - Mogłabyś nie mówić Hadesowi, że zapomniałem jego imienia? - poprosił ściszonym głosem, pochylając się lekko w jej kierunku - Wygląda trochę strasznie, a ja nie chciałbym mieć z nim na pieńku... No i jest wielki jak brzoza... - uniósł dłoń tak wysoko jak tylko był w stanie, aby zobrazować Rosie wysokość jej brata, gdyby nie była pewna jak bardzo wysoki on był. Bo jeżeli nie wiedziała, to właśnie po to był tutaj Stanley, aby jej to wytłumaczyć.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972