06.02.2024, 21:47 ✶
- Naprawdę? Mnie całkiem bawi - padło jeszcze gdzieś z góry, a ton Brenny nie wskazywał na ani odrobinę urazy jego ostrym głosem.
Nie brała do siebie tego typu uwag: gdyby tak było, już dawno spróbowałaby zmienić swoje zachowanie. A w dodatku prawie się ucieszyła, że na tej jego masce pojawiło się drobniutkie pęknięcie. Ale ta satysfakcja umarła natychmiast, gdy dostrzegła, co znajduje się za drzwiami - i co mogli zobaczyć mężczyźni, kiedy weszli na górę.
O ile piwnica wyglądała zupełnie zwyczajnie, o tyle korytarz, choć bardzo podobny do tego, którym tutaj przyszli... zmienił się. Ściany pobłyskiwały błękitem, takim samym, jaki wcześniej widzieli w piwnicy.
Światło samo w sobie zaś zdawało się jakieś nienaturalne. Jakby do domu nie wpadały już promienie słońca - chociaż w pobliżu nie było okien, to jednak wcześniej panował tutaj mniejszy półmrok.
- Obraz - powiedziała Brenna, wskazując palcem na portret, wiszący na ścianie. Chociaż to niebieskie żyły zdawały się jej na pierwszy rzut oka najdziwniejsze, to on też przyciągnął uwagę kobiety i to on sprawił, że uznała... że chyba nie są już w tym samym miejscu, w którym byli zaledwie chwilę temu. - Jest odwrócony. Jak odbicie.
Brzmiała bardzo spokojnie, jak na tę sytuację - jakby przerzucenie do jakiegoś dziwnego odbicia albo nagłe odmienienie domu, w którym się znajdowali (bo nie mogła być pewna, których z tych opcji jest słuszna) nie robiło na niej wrażenia. Choć w istocie robiło, ale od dobrych dwóch lat Brenna nie pokazywała po sobie emocji w takich chwilach.
- Apollo? Jesteś tutaj? - rzuciła w eter. Nie krzyczała: jeśli byli w obcym miejscu, takie krzyki mogły sprowadzić coś, czego sprowadzać nie chciała. A Brygadzista, który został w salonie, powinien ją usłyszeć. - Widzieliście, co było źródłem tego światła...?
Obróciła się, spoglądając na wuja, kiedy wspomniał o pułapce w czasie, o tym, że nie obiecuje, że wyjdą w tym samym czasie, w którym tutaj weszli. Dostrzegała napięcie w jego postawie – i wiedziała, że sprawa jest poważna.
– Rozumiem – powiedziała bardzo powoli, a jej twarz przybrała na moment zacięty wyraz, kompletnie inny od poprzedniego rozbawienia. – Ale ja mam zamiar znaleźć sposób, żeby stąd wyjść i to dokładnie w tej samej chwili, w której tu weszliśmy.
Nie chodziło o nią. Ani nawet o wuja i Lestrange’a, chociaż nie chciała, by stracili lata życia przez to, że wezwała ich na miejsce zdarzenia, gdzie szalały czas i przestrzeń. Nie mogła teraz po prostu zniknąć, do cholery, nie podczas wojny. Nie, kiedy Zimni szukali sposobu na wyrwanie się z objęć Limbo. Nie, kiedy potrzebowała jej rodzina.
Miała nadzieję, że wuj jednak się myli i po prostu przeszli do jakiejś… przestrzeni, może stworzonej przez tego mężczyznę.
Albo, do licha, że były to tylko halucynacje.
Brenna nie mogła tego wiedzieć, ale oni mogli podejrzewać teraz, po zobaczeniu obrazu i góry – być może klepsydra była kluczem, otwierającym coś w rodzaju „tajnego przejścia”, a jej uszkodzenie… wywołało tę pułapkę w czasie i przestrzeni, o której mówił Morpheus, wyrzucając ich do miejsca, do którego miało przejście prowadzić?
Nie brała do siebie tego typu uwag: gdyby tak było, już dawno spróbowałaby zmienić swoje zachowanie. A w dodatku prawie się ucieszyła, że na tej jego masce pojawiło się drobniutkie pęknięcie. Ale ta satysfakcja umarła natychmiast, gdy dostrzegła, co znajduje się za drzwiami - i co mogli zobaczyć mężczyźni, kiedy weszli na górę.
O ile piwnica wyglądała zupełnie zwyczajnie, o tyle korytarz, choć bardzo podobny do tego, którym tutaj przyszli... zmienił się. Ściany pobłyskiwały błękitem, takim samym, jaki wcześniej widzieli w piwnicy.
Światło samo w sobie zaś zdawało się jakieś nienaturalne. Jakby do domu nie wpadały już promienie słońca - chociaż w pobliżu nie było okien, to jednak wcześniej panował tutaj mniejszy półmrok.
- Obraz - powiedziała Brenna, wskazując palcem na portret, wiszący na ścianie. Chociaż to niebieskie żyły zdawały się jej na pierwszy rzut oka najdziwniejsze, to on też przyciągnął uwagę kobiety i to on sprawił, że uznała... że chyba nie są już w tym samym miejscu, w którym byli zaledwie chwilę temu. - Jest odwrócony. Jak odbicie.
Brzmiała bardzo spokojnie, jak na tę sytuację - jakby przerzucenie do jakiegoś dziwnego odbicia albo nagłe odmienienie domu, w którym się znajdowali (bo nie mogła być pewna, których z tych opcji jest słuszna) nie robiło na niej wrażenia. Choć w istocie robiło, ale od dobrych dwóch lat Brenna nie pokazywała po sobie emocji w takich chwilach.
- Apollo? Jesteś tutaj? - rzuciła w eter. Nie krzyczała: jeśli byli w obcym miejscu, takie krzyki mogły sprowadzić coś, czego sprowadzać nie chciała. A Brygadzista, który został w salonie, powinien ją usłyszeć. - Widzieliście, co było źródłem tego światła...?
Obróciła się, spoglądając na wuja, kiedy wspomniał o pułapce w czasie, o tym, że nie obiecuje, że wyjdą w tym samym czasie, w którym tutaj weszli. Dostrzegała napięcie w jego postawie – i wiedziała, że sprawa jest poważna.
– Rozumiem – powiedziała bardzo powoli, a jej twarz przybrała na moment zacięty wyraz, kompletnie inny od poprzedniego rozbawienia. – Ale ja mam zamiar znaleźć sposób, żeby stąd wyjść i to dokładnie w tej samej chwili, w której tu weszliśmy.
Nie chodziło o nią. Ani nawet o wuja i Lestrange’a, chociaż nie chciała, by stracili lata życia przez to, że wezwała ich na miejsce zdarzenia, gdzie szalały czas i przestrzeń. Nie mogła teraz po prostu zniknąć, do cholery, nie podczas wojny. Nie, kiedy Zimni szukali sposobu na wyrwanie się z objęć Limbo. Nie, kiedy potrzebowała jej rodzina.
Miała nadzieję, że wuj jednak się myli i po prostu przeszli do jakiejś… przestrzeni, może stworzonej przez tego mężczyznę.
Albo, do licha, że były to tylko halucynacje.
Brenna nie mogła tego wiedzieć, ale oni mogli podejrzewać teraz, po zobaczeniu obrazu i góry – być może klepsydra była kluczem, otwierającym coś w rodzaju „tajnego przejścia”, a jej uszkodzenie… wywołało tę pułapkę w czasie i przestrzeni, o której mówił Morpheus, wyrzucając ich do miejsca, do którego miało przejście prowadzić?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.