Vincent nigdy nie wiedział kiedy powinno odczuwać się stres. Miał dni kiedy nie spał pół nocy, bo myślał o czymś intensywnie, ale zwykle za bardzo niczego nie roztrząsał. Potrafił mieć pustkę w głowie i było to dla niego naturalne, potrafił wyłączyć zbyt intensywne myślenie w odpowiednich sytuacjach. Stres objawiał się u niego koszmarami, czasami krzyczał przez sen nie będąc nawet tego świadomym, ale o dziwo teraz jego głowa była spokojna. Czuł, że to zadanie to test, sprawdzenie jego wiedzy i przede wszystkim udowodnienie, że można mu ufać. Wiedział, że Brenna mu na pewno ufała, ale reszta zakonników? Nie wiedział kim byli, nie poznał wszystkich. Wiedział, że mogli mu nie ufać. Sam nie ufałby obcym w takich sytuacjach, więc rozumiał to?
Zdjęcie, które trafiło w jego ręce i informacja od Brenny były informacjami powierzchownymi, ale uruchomił swoje kontakty w odpowiednim miejscu, uzył trochę pieniędzy, aby wydobyć pewne intersującego go rzeczy, a nawet w pewnym momencie musiał użyć swojego uroku osobistego, aby przekonać kogoś grzecznie, że te informacje są jak najbardziej odpowiednie dla jego własnych uszu. Dowiedział się trzech rzeczy, ale skupił się na pierwszej. Reszte sprawdzi później, a jeśli nie wystarczy czasu to powie Brennie – zwłaszcza o drugim mężczyźnie ze zdjęcia. Charłaczka była teraz jak najbardziej prostym zadaniem. Przepytanie kobiety nie powinno być trudne, prawda?
W końcu dotarł do mieszkania Colette i stanął przed drzwiami owego miejsca. Rozejrzał się jeszcze nim zapukał i cicho westchnął. Uniósł dłoń, uderzył trzy razy i poczekał. Postarał się nawet wyglądać w miarę przyjaźnie, ubrał się po mugolsku ze względu na to, że znajdował się w niemagicznym Londynie. Starał się też nie wyglądać na bogacza, ani snoba, aby nie musieć się rozprawiać niepotrzebnie z jakimiś złodziejami z okolicy. Miał krótko ogoloną i zadbaną brodę, włosy zaczesane do tyłu kręciły się lekko przy końcówkach. Zawsze miał dobrą charyzmę i ludzie lubili z nim rozmawiać, ale zwykle wykorzystywał ją do straszenia, a nie koniecznie przekonywania do gadania. Gdy usłyszał jakiś ruch za drzwiami uśmiechnął się naturalnie. W kieszeni miał schowane trochę pieniędzy w razie czego.