07.02.2024, 00:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2024, 10:32 przez Brenna Longbottom.)
Ostatnia rzecz, jakiej się spodziewała, to że ktoś nagle zmaterializuje się między nią, a twarzą, w którą miała zamiar walnąć. Nie próbowała jednak markować ciosu - nie przyszło jej nawet do głowy, że mogłaby się pojawić tutaj jakaś przypadkowa osoba, niezwiązana z napastnikami.
To był dziwny dzień. Dziwna rozmowa z Saltem. I cholernie, cholernie dziwny fakt, że nagle ni z tego ni z owego pojawił się przed nią Atreus Bulstrode: bo rozpoznała go mniej więcej w chwili, w której wywrzeszczał swoje KURWA, tak ze dało się je słyszeć pewnie w najdalszych zakątkach podziemnych ścieżek. Odruchowo uniknęła jego ciosu, na całe szczęście, pewnie z powodu zaskoczenia całą sytuacją, niezbyt szybkiego.
Brenna jednak nie miała czasu się dziwić jego pojawieniu ani przepraszać za rozwalenie mu twarzy, bo krzyk bólu i przekleństwa Heather skutecznie odwróciły jej uwagę.
Dzieciak był w niebezpieczeństwie.
Zrobiła więc coś, oczywiście, bardzo głupiego.
Niepomna, że zaraz może na przykład oberwać od Atreusa jakimś czarem w plecy (oby szwankująca magia mu to nieco utrudniła), a jeśli nie od niego, to od gościa, któremu walnąć nie zdążyła, obróciła się i jednym skokiem rzuciła na przeciwnika Wood. Różdżka, którą do tej pory tak kurczowo trzymała, upadła na ziemię, wciąż roztaczając wokół blady blask. W jego świetle dało się dostrzec mężczyznę, który wcześniej oberwał od Brenny i próbował teraz dźwignąć się z ziemi. Drugi - ten, z którym walczyła Heather - wylądował za to na zimnym podłożu, obalony przez Brygadzistkę, która też znalazła się na ziemi, a raczej na nim, i nie czekając aż ten spróbuje ją zrzucić, walnęła go w twarz, raz i drugi. Może i niezbyt było to szlachetne, ale gdzieś w głowie kołatała jej myśl, że nie może pozwolić, by teraz się podniósł. Heather mogła być ranna, trzeci z przeciwników czuł się doskonale, a ona nie miała zielonego pojęcia, co robił tutaj Atreus. I czy on też zaraz znów nie zaatakuje, skoro ona właśnie mu przywaliła i umknęła spod jego ręki.
Ten mężczyzna nie mógł więc zaraz wstać, bo Heather nie wyjdzie z tego cało.
Tymczasem człowiek, którego pierwotnie chciała walnąć Brenna, czyli trzeci z mieszkańców Nokturna, który w pierwszej chwili cofnął się zaskoczony pod wpływem tej nagłej aportacji, teraz spróbował zaatakować Atreusa od tyłu…
tu był nieudany atak Atre
a tu atak Bren i npce + percepcja na ogarnięcie, co się dzieje (że to Atre i że Heather oberwała)
Przeciwnicy:
Nr 1: wstaje z ziemi, ma złamany nos
Nr 2: Brenna właśnie go okłada na ziemi. Ten atakował Heather
Nr 3: Próbuje właśnie walnąć Atreusa od tyłu. Temu próbowała B. walnąć, ale walnęła A.
To był dziwny dzień. Dziwna rozmowa z Saltem. I cholernie, cholernie dziwny fakt, że nagle ni z tego ni z owego pojawił się przed nią Atreus Bulstrode: bo rozpoznała go mniej więcej w chwili, w której wywrzeszczał swoje KURWA, tak ze dało się je słyszeć pewnie w najdalszych zakątkach podziemnych ścieżek. Odruchowo uniknęła jego ciosu, na całe szczęście, pewnie z powodu zaskoczenia całą sytuacją, niezbyt szybkiego.
Brenna jednak nie miała czasu się dziwić jego pojawieniu ani przepraszać za rozwalenie mu twarzy, bo krzyk bólu i przekleństwa Heather skutecznie odwróciły jej uwagę.
Dzieciak był w niebezpieczeństwie.
Zrobiła więc coś, oczywiście, bardzo głupiego.
Niepomna, że zaraz może na przykład oberwać od Atreusa jakimś czarem w plecy (oby szwankująca magia mu to nieco utrudniła), a jeśli nie od niego, to od gościa, któremu walnąć nie zdążyła, obróciła się i jednym skokiem rzuciła na przeciwnika Wood. Różdżka, którą do tej pory tak kurczowo trzymała, upadła na ziemię, wciąż roztaczając wokół blady blask. W jego świetle dało się dostrzec mężczyznę, który wcześniej oberwał od Brenny i próbował teraz dźwignąć się z ziemi. Drugi - ten, z którym walczyła Heather - wylądował za to na zimnym podłożu, obalony przez Brygadzistkę, która też znalazła się na ziemi, a raczej na nim, i nie czekając aż ten spróbuje ją zrzucić, walnęła go w twarz, raz i drugi. Może i niezbyt było to szlachetne, ale gdzieś w głowie kołatała jej myśl, że nie może pozwolić, by teraz się podniósł. Heather mogła być ranna, trzeci z przeciwników czuł się doskonale, a ona nie miała zielonego pojęcia, co robił tutaj Atreus. I czy on też zaraz znów nie zaatakuje, skoro ona właśnie mu przywaliła i umknęła spod jego ręki.
Ten mężczyzna nie mógł więc zaraz wstać, bo Heather nie wyjdzie z tego cało.
Tymczasem człowiek, którego pierwotnie chciała walnąć Brenna, czyli trzeci z mieszkańców Nokturna, który w pierwszej chwili cofnął się zaskoczony pod wpływem tej nagłej aportacji, teraz spróbował zaatakować Atreusa od tyłu…
tu był nieudany atak Atre
a tu atak Bren i npce + percepcja na ogarnięcie, co się dzieje (że to Atre i że Heather oberwała)
Przeciwnicy:
Nr 1: wstaje z ziemi, ma złamany nos
Nr 2: Brenna właśnie go okłada na ziemi. Ten atakował Heather
Nr 3: Próbuje właśnie walnąć Atreusa od tyłu. Temu próbowała B. walnąć, ale walnęła A.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.