Podstawowa zasada nie mieszaj przepadła, gdy Alice wezwała gestem kelnera. Astoria, korzystając z okazji, odstawiła niemal już pusty kieliszek bąbelków i sięgnęła po wino o pięknej rubinowej barwie. Słuchała uwag towarzyszek i nie sposób było się z nimi nie zgodzić. Ktoś zrobił sobie bardziej osobisty pokaz siły z licytacji kolacji w uroczym towarzystwie.
— Może gdyby mojej klienteli nie stanowiły w większości wdowy szukające ukrytego majątku męża nieboszczyka — zażartowała, uśmiechając się tajemniczo. Wszak Dołohow sam w sobie był marką, a sięgnięcie, chociaż fragmentu cienia jego sławy wymagało czegoś więcej niż skrawek eleganckiej sukni.
— Nie zdziwię się, jeśli zobaczymy jakieś zamieszanie — mruknęła, pociągając łyk wina. — Tych pieniędzy starczy na kilka inwestycji charytatywnych. Pan Longbottom naprawdę mocno się poświęcił. — Dodała, przyglądając się całej śmietance towarzyskiej i licytowanemu okazowi, zalewając napływające ją współczucie kolejnym łykiem wytrawnego czerwonego. — Cóż najlepsze kąski osiągają niebotyczne kwoty — skomentowała informację o tuńczykach, sama też nie dodając już nic więcej, pozostawiając domysły za kurtyną milczenia. Wszak wszystkie wiedziały, że nie o jedzenie tu chodzi.
Kiedy Flo zniknęła w tłumie, uwaga czarnowłosej skupiła się całkiem na towarzyszącej jej jasnowłosej Alice. Uśmiechnęła się lekko, słuchając o runach i próbach wróżenia. Te nie zawsze wychodziły, los bywał tajemniczy, nawet dla jasnowidzów, dając niezrozumiałe podpowiedzi, znaki i trudne do interpretacji szyfry. Jednak nie przyznała się do tego głośno, cóż byłaby z niej za wróżbitka?
— Raczej salonik, bardzo malutki, tak jak wspomniałam, nie mam wiele klientów — kciukiem i palcem wskazującym zaakcentowała niewielki wymiar swojego przybytku. — Powiedzmy, że zaglądanie w szklaną kulę, parzenie herbatki i czytanie z kart tarota mam we krwi, ale konkurencja z taką personą nawet nie przeszła mi przez myśli. Jednak jeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam. Zaglądam nie tylko w przyszłość. — szepnęła nieco konspiracyjne, a następnie zaśmiała się. — Mam kuzynkę, która ciągle widzi tylko marny koniec, wywróży ci ponuraka nawet ze świątecznego keksu. — Dodała żartobliwie.
Później jednak stało się coś magicznego, Astoria całą sobą skupiła się na piosenkarce stojącej na scenie. Wino w kieliszku delikatnie falowało pod wpływem lekkiego bujania się Trelawney. Przyjemne, niemal bezmyślne zrelaksowanie wpłynęło na jej ciało, ale z tego stanu wyrwał ją głos męski głos, krzyczący w dali, a później słowa Alice i zamieszanie, które zaskoczyłoby chyba nawet wcześniej wspomnianego przez kobiety wróżbitę.
— Na brodę Merlina. Czy to bóbr ? — Zapytała, stając lekko na palcach i obserwując tragikomiczną scenę. — Biedna kobieta — wyszeptała, zerkając ni to przerażona, ni rozbawiona na odczarowaną kobietę. — Może ktoś, źle wycelował zaklęcie. — Skwitowała, pociągając spory łyk wina i zerkając na jasnowłosą.
Jej powaga nie zdała się na długo, gdyż komentarz Selwyn sprawił, że zaśmiała się cicho. Wino podziałało naprawdę mocno rozluźniająco na jej ciało.
— Powiedz komu, a zapłacę nawet za dwie nogi i ręce, albo cztery nogi żeby to przeczytać — odparła, unosząc kieliszek lekko w górę. — Pisujesz coś ? Jeśli nie, powinnaś zacząć, bo te nagłówki nie powinny się zmarnować. — Zapytała zaciekawiona, obserwując kątem oka całe zamieszanie. Z jednej strony była naprawdę rozbawiona, lecz z drugiej mocno współczuła poszkodowanej i właściwie rodzeństwu Longbottomów, którzy zorganizowali cały ten bal w słusznej sprawie, a wszystko może zostać przysłonięte niefortunnym wypadkiem.
![[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]](https://64.media.tumblr.com/78c1f71fe9bbd18889a8800b33beb5ee/tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif)
It's like I've lost myself in finding my way