Ciężko było skupić się na duchu, kiedy umysł nadal zamglony był pocałunkami, ale zaraz pałeczkę przejął Logan, a Astoria oparła się wygodniej o kafelki, obserwując, jak chłopak zaczyna swoją zabawę. Miała świadomość, że był wredny, właściwie toksycznie złośliwy, ale póki nie odbijało się to jej osobie, to miała to totalnie w nosie. Nie była przecież żadną altruistką, by przejmować się istotami i ludźmi, z którymi nie miała nic wspólnego. Owszem były w jej otoczeniu persony, które szanowała i lubiła, które zdarzało się czasem, broniła lub w wyjątkowo wredny sposób doprowadzała do pionu, ale otwarcie nigdy się do tego nie przyznała. Wszak każdy pracował na swoją opinię, niezależnie czy to minister magii, czy zwykły uczeń liceum. Nawet ona miała dla świata maskę, którą zakładała chętnie i nader często i na pewno nie był to łagodny uśmieszek pomocnego skrzata.
Słuchając tej całej słownej potyczki, widziała, że Borgin bawi się doskonale, powoli podgrzewał wściekłość i desperację utkwione w Marcie. Idealnie pociągał za sznureczki kompleksów nastoletniej zjawy, dając czarnowłosej pewność, że gdyby nie była już martwa, ta jego zabawa mogłaby doprowadzić do rzucenia się przez nią z wieży astronomicznej, lub mniej dramatycznego utopienia się w kiblu. W zasadzie to czasem podejrzewała, że właśnie za sprawą własną okularnica pożegnała się z życiem, bo jak inaczej wyjaśnić te jej opowiastki? Wręcz masochistyczną przyjemność w opowiadaniu innym o śmierci i innych aspektach z nią związanych.
— Jęcząca to i tak dość łagodne określenie — rzuciła cicho zza pleców ślizgona, a kiedy Warren zaczęła swój standardowy numer z piskiem, tylko zamknęła oczy, a bladą twarz Astorii przeciął wyraźny grymas irytacji. Nienawidziła krzyku, pisku i innych tego typu akcji. Za to martwa krukona najwyraźniej kochała te swoje teatralne i przerysowane gesty oraz głos wrzynający się boleśnie w uszy, kalając nawet granicę podświadomości.
— Och przymknij się z łaski swojej — warknęła, odpychając się od ściany. — Po cholerę tak się wydzierasz? — Zapytała ostro, sprawiając tym samym, że półprzeźroczysta twarz na chwilę zamarła w osłupieniu, jakby zdziwiona, że ktoś przerywa jej kolejny występ.
— Powinni ją raczej nazywać teatralna albo histeryzująca. — Dodała, zarzucając włosami, jednak w przeciwieństwie do Logana nie uśmiechała się. Właściwie jej twarz nie wyrażała żadnej większej emocji, a wyłącznie wpatrywała się dziwnym, jakby nieco nieobecnym wzrokiem w lewitującą postać.
— O czym nie ma pojęcia? O tym, czemu nie przeszłaś dalej? Bałaś się prawda? Co czeka takich jak ty, prawda? — Chłodnym głosem zadała kilka pytań, na co duch zająknął się parę razy.
— Ty....to....TO NIE TAK! — tym razem jej głos był już w normalnej tonacji, znośnej dla uszu żyjących, przynajmniej na początku.
— No to jak? Przecież znaleziono cię martwą w toalecie. Samą. — Dodała, rzucając wymowne spojrzenie Borginowi. Chciał poznęcać się nad nią, więc włożyła mu w dłonie kolejny oręż, mogący zadać ból, następny sznureczek do pociągnięcia, którym była dość tajemnicza śmierć Marty. Przecież lubiani uczniowie nie kończyli sztywni w kiblu otoczeni niewyjaśnionymi okolicznościami.
![[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]](https://64.media.tumblr.com/78c1f71fe9bbd18889a8800b33beb5ee/tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif)
It's like I've lost myself in finding my way