07.02.2024, 09:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 19:27 przez Brenna Longbottom.)
- Muszę przyznać, że nie wyobrażam sobie mojego ojca na złotym tronie - wyznała Brenna z odrobiną rozbawienia. Nie była pewna, czy Pandora mówi poważnie, czy tylko sobie żartuje, ale w rodach czystej krwi niewiele mogło ją zdziwić. - Tata naprawdę kocha szermierkę, a ja się w niego wdałam, ku wielkiemu utrapieniu matki. Nigdy nie była zbyt szczęśliwa, czym się zajmuję, ale sama mówi, że wybrała takiego męża, więc mogła spodziewać się, że któreś z dzieci się w niego wda... Chyba tylko miała nadzieję, że to będzie syn - roześmiała się. - Hm, nie sądzę, żebym nadawała się na Amazonkę. Ale kiedyś się przelecieć? Dlaczego nie.
Wolała jednak teleportację jako sztukę przemieszczania się. Poza tym obawiała się, że na odebranie dostatecznie wielu lekcji, aby faktycznie pewnie poczuć się na grzbiecie abraxana, nie znalazłaby dostatecznie wiele czasu. Ale spróbowanie? Brenna rzadko odmawiała przygód czy nowych rozrywek, bo była osobą, którą cieszyło niemal wszystko.
- Tylko to pewnie musiałaby być twoja klacz, Edward Prewett nie ucieszyłby się widząc mnie w waszych stadninach - stwierdziła, a po jej wargach przemknął mimowolny uśmiech. Tak na samą myśl, co powiedziałby, widząc ją teraz z Pandorą. Albo dość często z Vincentem. A przecież znała i Laurenta...
Brenna stanęła nieco z boku, obserwując poczynania Pandory. Raz wyciągnęła ku niej rękę, aby pomóc jej poprawić chwyt, ale Prewettównie po paru próbach udało się wykonać cios poprawnie.
– Świetnie, teraz spróbujemy z boku, tak by trafić między żebra… i od tyłu, w nerki – wyjaśniła, podchodząc bliżej, by zademonstrować kobiecie, w które punkty powinna uderzać oraz jakie ruchy może wykonać. – Hjalmar? Tak, znam go, mieszka w pobliżu. Bardzo utalentowany kowal, bardzo miły człowiek, chociaż chyba trochę się mnie boi. Ale jest bardzo dzielny i zawsze podchodzi się przywitać, kiedy się widzimy – stwierdziła, posyłając Pandorze spojrzenie. Nie kryła się w tym wzroku żadna podejrzliwość, twarz miała neutralny wyraz… chociaż gdzieś w głowie Brenny, która – wbrew pozorom – miewała tendencje do analizowania ciągle wszystkiego, zrodziło się pytanie, dlaczego Hjalmar aż tak martwiłby się o Pandorę i dlaczego ktoś taki jak ona miałby się tym przejmować i aż kryć całą sprawę.
– Spróbujemy kilku ciosów w mniej mordercze miejsca, które jednak mogą kogoś zaboleć i na pewno spowolnić, i potem pokażę ci, jak trzymać szpadę, co ty na to? – powiedziała, odsuwając się nieco, by dać kobiecie wolne pole do ćwiczeń z manekinem dźgnięć, które Brenna właśnie zademonstrowała. Większość osób łapiąc taką broń po raz pierwszy, próbowało ciąć nie dźgać, a jeśli dźgać – to na ślepo. To, jeśli nie byłeś silniejszy od napastnika, rzadko okazywało się naprawdę skuteczne. – I człowiek, kiedy nie ma wyboru, wiele jest w stanie zrobić. Ale sztylet wyciągaj tylko w ostateczności. Nie tylko dlatego, że wiem, że tak naprawdę nie chciałabyś nikogo skrzywdzić, ale po taką broń najlepiej sięgać wtedy, kiedy jest się gotowym jej użyć.
Wolała jednak teleportację jako sztukę przemieszczania się. Poza tym obawiała się, że na odebranie dostatecznie wielu lekcji, aby faktycznie pewnie poczuć się na grzbiecie abraxana, nie znalazłaby dostatecznie wiele czasu. Ale spróbowanie? Brenna rzadko odmawiała przygód czy nowych rozrywek, bo była osobą, którą cieszyło niemal wszystko.
- Tylko to pewnie musiałaby być twoja klacz, Edward Prewett nie ucieszyłby się widząc mnie w waszych stadninach - stwierdziła, a po jej wargach przemknął mimowolny uśmiech. Tak na samą myśl, co powiedziałby, widząc ją teraz z Pandorą. Albo dość często z Vincentem. A przecież znała i Laurenta...
Brenna stanęła nieco z boku, obserwując poczynania Pandory. Raz wyciągnęła ku niej rękę, aby pomóc jej poprawić chwyt, ale Prewettównie po paru próbach udało się wykonać cios poprawnie.
– Świetnie, teraz spróbujemy z boku, tak by trafić między żebra… i od tyłu, w nerki – wyjaśniła, podchodząc bliżej, by zademonstrować kobiecie, w które punkty powinna uderzać oraz jakie ruchy może wykonać. – Hjalmar? Tak, znam go, mieszka w pobliżu. Bardzo utalentowany kowal, bardzo miły człowiek, chociaż chyba trochę się mnie boi. Ale jest bardzo dzielny i zawsze podchodzi się przywitać, kiedy się widzimy – stwierdziła, posyłając Pandorze spojrzenie. Nie kryła się w tym wzroku żadna podejrzliwość, twarz miała neutralny wyraz… chociaż gdzieś w głowie Brenny, która – wbrew pozorom – miewała tendencje do analizowania ciągle wszystkiego, zrodziło się pytanie, dlaczego Hjalmar aż tak martwiłby się o Pandorę i dlaczego ktoś taki jak ona miałby się tym przejmować i aż kryć całą sprawę.
– Spróbujemy kilku ciosów w mniej mordercze miejsca, które jednak mogą kogoś zaboleć i na pewno spowolnić, i potem pokażę ci, jak trzymać szpadę, co ty na to? – powiedziała, odsuwając się nieco, by dać kobiecie wolne pole do ćwiczeń z manekinem dźgnięć, które Brenna właśnie zademonstrowała. Większość osób łapiąc taką broń po raz pierwszy, próbowało ciąć nie dźgać, a jeśli dźgać – to na ślepo. To, jeśli nie byłeś silniejszy od napastnika, rzadko okazywało się naprawdę skuteczne. – I człowiek, kiedy nie ma wyboru, wiele jest w stanie zrobić. Ale sztylet wyciągaj tylko w ostateczności. Nie tylko dlatego, że wiem, że tak naprawdę nie chciałabyś nikogo skrzywdzić, ale po taką broń najlepiej sięgać wtedy, kiedy jest się gotowym jej użyć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.