Nie miała pojęcia dlaczego ktoś mógł chcieć jej śmierci. Starała się żyć w taki sposób, aby nie krzywdzić innych, nie dawała nikomu powodu do czegoś takiego. Zresztą jaki powód był tak naprawdę wystarczjący do tego, żeby sięgać do takich metod? Zabójstwo była chyba ostatnią rzeczą po którą można było sięgnąć.
Dopiero, kiedy Patrick chwycił ją za ramiona - pękła. Kilka łez spłynęło jej po policzku, zwyczajnie ze stresu, bo naprawdę nie miała pojęcia, co się dzieje. Na całe szczęście już była bezpieczna, on nie da zrobić jej krzywdy, powinien sobie poradzić z ewentualnym bnapastnikiem, bo przecież był aurorem. Miała naprawdę dużo szczęścia, że się tutaj znalazł. Póki co, nie pytała go jeszcze właściwie skąd się tutaj wziął, nie było to dla niej w tej chwili jednak istotne, najważniejsze, że zdołał jej pomóc, bo gdyby nie on to pewnie właśnie by umierała na tej niewielkiej podłodze.
- Dziękuję. - Powiedziała jeszcze cicho, bo było to jedyne na co było ją stać w tej chwili.
Nie zarejestrowała tego trzasku, nagle jednak, zupełnie niespodziewanie znalazła się w inny miejscu. Mrugnęła dwa razy, coś musiało jej się przywidzieć, odpłynęła za bardzo przy tej nudnej części pracy. Cukiernia żyła swoim życiem, w środku znajdowało się kilka osób, nie działo się nic nadzwyczajnego. Wendy, Leo i Neil mieli dzisiaj wolne, więc sama stała za ladą, na szczęście nie potrzebowała wsparcia, bo dzień był bardzo leniwy, ale czasem to było dokładnie to, czego potrzebowała. Miała czas, aby nadgonić te sprawy, które wymagały szczegółowości.
Uniosła głowę w stronę drzwi, gdy usłyszała dźwięk dzwonka. Myślała, że może to już Mabel ze swoimi rodzicami chrzestnymi wróciła do domu, jednak nie było ich tam. Był to jakiś mężczyzna, przeniosła znowu wzrok na notes, który teraz odłożyła na bok.
Oparła się o ladę i czekała, aż gość zbliży się do niej, aby złożyć zamówienie. Kiedy podszedł bliżej miała wrażenie, że skądś go zna, tyle, że nie umiała dopasować tej twarzy do konkretnej osoby. Uśmiechnęła się serdecznie na przywitanie, jak to miała w zwyczaju.
- Cóż za zbieg okoliczności. - Powiedziała nadal uśmiechając się od ucha do ucha. Spróbowała w pamięci zlokalizować to zamówienie, średnio jednak pamiętała wszystkie szczegóły. Miała się już odwrócić i zacząć go szukac, ale mężczyzna odezwał się po raz kolejny.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Nie miała przy sobie różdżki, zresztą nawet, jakby miała, to w niczym by jej to nie pomogło, bo niezbyt często korzystała z dziedzin magii, które mogłyby jej pomóc w takiej sytuacji. Mężczyzna zaczął się zbliżać, a działo się to niebezpiecznie szybko, ona jednak nie wiedziała, co ma robić, spanikowała i zamarła w miejscu.