Nadeszło oczekiwane przez wielu lato. Tym razem było inne. Zakończył się pewien etap w jej życiu. Już nigdy nie miała wrócić za mury szkoły, skończyło się dzieciństwo, chociaż, czy tak naprawdę? Teraz dopiero miało się wszystko zacząć. Miała wiele planów, wiele marzeń, do których spełnienia zbliżała się wielkimi krokami.
Udało jej się zdać wszystkie egzaminy, mimo tego, że nie była szczególnie lotna, zwyczajna Puchonka rzucona między tych wszystkich wspaniałych magów. Jak każdy miała swoje mocne i słabe strony, chociaż wydawało jej się, że nieco odstaje od reszty. Nadrabiała jedynie eliksirami, to od zawsze był jej konik i temu poświęcała największą uwagę. Nie, żeby wiązała z tym swoją przyszłość, wiedziała, że jest stworzona do mniejszych rzeczy. Do tego, do czego przygotowywała ją babcia – miała zostać cukierniczką i to o tym marzyła najbardziej na świecie.
Nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie pojawi się w Dolinie. Nie wiązało się to wcale z tym, że miała pomagać babci w Karczmie, traktowała to raczej jako nudny obowiązek, tyle, że w Dolinie było coś więcej, ktoś kogo bardzo chciała zobaczyć. Ekscytowała się na samą myśl o tym, że wreszcie będzie tak blisko niej, na wyciągnięcie ręki, obok. Oczywiście, że zaprosiła go na swoje przyjęcie urodzinowe, które tak naprawdę miało być kolejną potupają “ U Lizzy”. Wyczekiwała odpowiedzi i bała się, że nie będzie się chciał tam pojawić, bo mogło go trochę przytłoczyć towarzystwo, jednak tak się nie stało. Pojawił się w karczmie, co spowodowało ogromny przypływ szczęścia, niczego już jej nie brakowało.
Musiała poświęcić sporo uwagi wszystkim gościom, przynajmniej na samym początku, nie, żeby nie wolała być w tej chwili gdzieś indziej. Z dala od tego zgiełku, od wszystkich ludzi, tylko w towarzystwie jednej osoby. Na całe szczęście czas pędził jak szalony, wszyscy wyśmienicie się bawili, powoli byli nieco upojeni alkoholem, więc mogła odpuścić, wreszcie mogła znaleźć się przy tym, którego towarzystwa pragnęła teraz najbardziej.
Wpatrywała się w niego błyszczącymi oczami, czuła, że stado motyli unosi się jej w brzuchu, dopiero niedawno zrozumiała, jak właściwie wygląda to uczucie i co inni mają na myśli, korzystając z tego określenia. Mimo tego, że wokół nich bawili się inni, Norka miała wrażenie, że są tutaj sami, jakby świat zatrzymał się w miejscu, tylko dla nich. – Nie musisz mnie pytać, wiesz? Po prostu próbuj. – Uśmiech nie schodził jej z twarzy, policzki miała rumiane, z powodu ruchu, ale również emocji, które ją wypełniały. Było ją gorąco, paliło ją w środku, dłonie, na które czekała tyle czasu, wreszcie mogły ją objąć. Ufała mu na tyle, że była w stanie przystać na każdy pomysł, każdą prośbę, bez mniejszego zawahania. Mogła zrobić dla niego wszystko.