07.02.2024, 11:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 14:46 przez Samuel McGonagall.)
Przez usta wysmyknęło się westchnienie niedowierzania i szczęścia, błekitne ślepia na moment ześlizgnęly się do innych, wprawniejszych par wirujących w koło. A potem nie czekając dłużej porwał ją w koło, w szalony wir szkockiej melodii wygrywanej na szalonych skrzypkach. Po prostu musiał to zrobić. Jego dłonie zacisnęły się nieco mocniej.
– Uwaga… zaraz pofruniesz ptaszyno… – wypchnął słowa z piersi i hop… spódnica załopotała, gdy Nora uniosła się ku górze. Normalnie tancerka musi wnieść sporo wysiłku w podnoszenie, musi samej dźwigać większość samej siebie, aby partner był w stanie ją widowiskowo unieść. Ale nie Sam… przemawiała przez niego siła niedźwiedzia, z którym był połączony więzią silniejszą niż totem.
Gdy opadła, nie pozwolił jej stopom zbyt długo dotykać ziemi, hajda, już następny obrót, już kolejna fraza i kolejna okazja… Na ustach poczuł metaliczny smak krwi, nie zdawał sobie sprawy, że przygryza wargę, patrząc w zachwycie na swoje słońce, górująca nad nim niewiastę o włosach jak len. Miał ochotę zagarnąć ją do siebie, nie dbać o otaczający ich tłumek, dać upust uwielbieniu. Lękał się tego pragnienia nawet jeśli rozsadzało mu klatkę. A teraz, gdy była tuż obok…
Nie zdawał sobie sprawy z tego, że przez muzykę przebijały się gwizdy kibicującym im pijaczkom. Najkrótsza noc rządziła się swoimi prawami…
– Uwaga… zaraz pofruniesz ptaszyno… – wypchnął słowa z piersi i hop… spódnica załopotała, gdy Nora uniosła się ku górze. Normalnie tancerka musi wnieść sporo wysiłku w podnoszenie, musi samej dźwigać większość samej siebie, aby partner był w stanie ją widowiskowo unieść. Ale nie Sam… przemawiała przez niego siła niedźwiedzia, z którym był połączony więzią silniejszą niż totem.
Gdy opadła, nie pozwolił jej stopom zbyt długo dotykać ziemi, hajda, już następny obrót, już kolejna fraza i kolejna okazja… Na ustach poczuł metaliczny smak krwi, nie zdawał sobie sprawy, że przygryza wargę, patrząc w zachwycie na swoje słońce, górująca nad nim niewiastę o włosach jak len. Miał ochotę zagarnąć ją do siebie, nie dbać o otaczający ich tłumek, dać upust uwielbieniu. Lękał się tego pragnienia nawet jeśli rozsadzało mu klatkę. A teraz, gdy była tuż obok…
Nie zdawał sobie sprawy z tego, że przez muzykę przebijały się gwizdy kibicującym im pijaczkom. Najkrótsza noc rządziła się swoimi prawami…