Z Nory nie była jakaś wprawiona tancerka. Miewała problemy z utrzymaniem równowagi po prostu idąc, co dopiero, kiedy w rytmie musiała się poruszać znacznie szybciej. Okropna z niej była pierdoła, nie panowała nad swoimi kończynami, ale nie powstrzymywało jej to przed tańcem, szczególnie w takim towarzystwie.
Ostrzegł ją — nie tego się jednak spodziewała, ale skoro słowo się rzekło, to po prostu zamknęła oczy. Strach był mniejszy, kiedy nie widziało się zagrożenia. Serce biło jej mocno, w tej chwili czuła, że żyje, tak naprawdę. Trochę się bała, działo się to tak szybko, ale wiedziała, czuła, że nie stanie się jej krzywda. Nie pozwoliłby na to.
Wydawało jej się, iż jest dla niego lekka niczym piórko, bez mniejszego problem manewrował nią w powietrzu. Odważyła się otworzyć oczy w locie, bardzo szybko jednak znowu je zamknęła. Zacisnęła mocniej swoje dłonie na jego koszuli, bardzo nie chciała spaść na ziemię przy tych wszystkich ludziach, którzy na nich spoglądali. Stali się bowiem chwilową atrakcją tej niewielkiej potańcówki. Nie ma się co dziwić, mało kto mógł im w tej chwili dorównać.
Bawiła się świetnie, nie była przyzwyczajona jednak do takiego wysiłku, gwizdy dochodzące do niej nieco ją zawstydziły, nie lubiła spojrzeń skierowanych w swoją stronę, czuła się wtedy dość niepewnie. Widziała, że sprawia mu to radość, ale może był to odpowiedni moment, aby zakończyć przedstawienie i się stąd ulotnić? Kiedy jej stopy dotknęły po raz kolejny parkietu skłoniła się teatralnie trzymając go za dłoń, po czym zaczęła przedzierać się przez tłum w stronę wyjścia ciągnąc go za sobą. Nie było to wcale takie proste zadanie, bo była bardzo drobna, ale jakoś jej się to udało.
– Jesteśmy wolni. – Odparła, kiedy znaleźli się na zewnątrz z dala od tych spojrzeń. – Chyba, że wolisz tam wrócić, widziałam, że Ci się podobało. – Wolała się upewnić, iż przypadkiem nie ma ochoty tam zostać, dopiero teraz dostrzegła krew na jego ustach, pozwoliła sobie zetrzeć ją z nich delikatnie palcem zupełnie bez słowa.