Coś się zmieniło. Patrzyli na siebie inaczej, a myśli błądziły zupełnie w inne miejsca niż wcześniej. Dojrzali też trochę, mimo że nadal byli dziećmi, choć teraz na skraju dorosłości. Grunt, że spotkało ich to razem, okropne to musiało być uczucie spoglądać w ten sposób na kogoś i nie widzieć tego samego w jego oczach. Mieli dużo szczęścia.
Nie łatwo było myśli ubierać w słowa, szczególnie kiedy miały mówić o uczuciach, bardzo silnych, był to pierwszy raz, kiedy czuła te dotąd nieznane emocje. Nie chciała też na razie próbować o tym mówić, co jeśli wyraziłaby się źle? Czyny miały większe znaczenie od słów i tym się w tej chwili kierowała. Miała nadzieję, że zinterpretuje to odpowiednio.
Wyraził chęć na wspólne zniknięcie, co ją ucieszyło, chociaż czy wiedziała, gdzie chce iść? Nie miała pojęcia, gdziekolwiek, byleby razem. Nogi same prowadziły ją w miejsce które znały, całkiem bliskie, lecz z dala od wzroku ciekawskich. Nie odzywała się ani słowem, bo i milczeć w odpowiednim towarzystwie można było wieczność. Księżyc oświetlał im drogę w tę najdłuższą, najbardziej radosną noc w roku.
Dotarli w kilka minut do niewielkiego jeziora na skraju lasu. Powietrze było tu nieco chłodniejsze, jednak po tym wysiłku to całkiem przyjemne orzeźwienie. Wokół nie było żywej duszy, może poza świerszczami, które cykały przepiękne melodie. – Jest pięknie. – Nie wiedzieć mógł co do końca miała na myśli, czy otoczenie, czy to, co zaczynało się dziać między nimi, uścisnęła jednak przy tym jego dłoń jeszcze mocniej, jakby nie chciała, żeby przypadkiem wypuścił tę jego ze swojej.