27.11.2022, 00:52 ✶
Ktoś krzyczał, ktoś biegł, zaklęcia gdzieś leciały. W takich chwilach wciąż było to dość przerażające, aby jednak znaleźć się w takiej sytuacji w której nawet nic nie widziała, a to było jeszcze dość bezpieczne otoczenie. Gdyby jednak była gdzieś na ulicy albo w bardziej wymagającej sytuacji, mogłaby w końcu skończyć martwa albo w sytuacji, w której ucierpiałoby jej zdrowie. Dlatego tak bardzo stała na scenie, o wiele bardziej przerażona niż zachwycona tym, co się stało, a gdy orkiestra już nie grała, najpewniej wpatrując się w to, co się działo, sami nie mieli pojęcia, co dzieje się z Faye która stała tyłem do nich.
Na całe szczęście byli tu jeszcze ludzie, którym nie trzeba było wspominać odnośnie ataku paniki aby umieli go rozpoznać, dlatego nie pozostała całkowicie sama – uprzejme słowa tuż obok niej i zwrócenie jej uwagi na, jak się okazało, rozmówczynię, sprawiły że na nowo wróciła do rzeczywistości. Wyciągając niepewnie dłoń pozwoliła jej sobie złapać czyjeś ramię i sprawiając, czy trzyma ją mocno. Odetchnęła lekko, wiedząc, że sytuacja nie była jakąś bójką a po prostu dziwacznym…zachowaniem ludzi? Wiele rzeczy zdarzało się na koncercie, ale chyba nikt nie krzyczał jeszcze o gryzoniach, dlatego chyba nawet nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
- Dziękuję, nie powiem, że wiele z tego rozumiem, ale przynajmniej wiem, że nie dzieje się coś gorszego. – Spojrzała gdzieś ponad ramieniem nieznajomej kobiety która na pewno pomogłaby każdemu w potrzebie skoro wpadł jej pomysł aby podejść do ślepej śpiewaczki która stała na scenie. Ściskając mocniej jej ramię, czekała aż Florence wybierze, gdzie mają odejść, bo nawet nie orientowała się dokładnie w kierunku.
- Dziękuję też za pomoc. Jeżeli to nie byłby problem, czy mogłabym poprosić o podprowadzenie mnie gdzieś pod ścianę, a także może o znalezienie kogoś z rodziny Longbottom? – Chciała się zapytać kogokolwiek, czy mogłaby odpocząć tutaj przez chwilę w jednym z pomieszczeń, ale nie chciała robić z tego całego dramatu. Ani też zacząć o to krzyczeć, jakby się jej należało. A jeżeli kobieta nie czułaby się na siłach, mogła poprosić kogoś innego.
Na całe szczęście byli tu jeszcze ludzie, którym nie trzeba było wspominać odnośnie ataku paniki aby umieli go rozpoznać, dlatego nie pozostała całkowicie sama – uprzejme słowa tuż obok niej i zwrócenie jej uwagi na, jak się okazało, rozmówczynię, sprawiły że na nowo wróciła do rzeczywistości. Wyciągając niepewnie dłoń pozwoliła jej sobie złapać czyjeś ramię i sprawiając, czy trzyma ją mocno. Odetchnęła lekko, wiedząc, że sytuacja nie była jakąś bójką a po prostu dziwacznym…zachowaniem ludzi? Wiele rzeczy zdarzało się na koncercie, ale chyba nikt nie krzyczał jeszcze o gryzoniach, dlatego chyba nawet nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
- Dziękuję, nie powiem, że wiele z tego rozumiem, ale przynajmniej wiem, że nie dzieje się coś gorszego. – Spojrzała gdzieś ponad ramieniem nieznajomej kobiety która na pewno pomogłaby każdemu w potrzebie skoro wpadł jej pomysł aby podejść do ślepej śpiewaczki która stała na scenie. Ściskając mocniej jej ramię, czekała aż Florence wybierze, gdzie mają odejść, bo nawet nie orientowała się dokładnie w kierunku.
- Dziękuję też za pomoc. Jeżeli to nie byłby problem, czy mogłabym poprosić o podprowadzenie mnie gdzieś pod ścianę, a także może o znalezienie kogoś z rodziny Longbottom? – Chciała się zapytać kogokolwiek, czy mogłaby odpocząć tutaj przez chwilę w jednym z pomieszczeń, ale nie chciała robić z tego całego dramatu. Ani też zacząć o to krzyczeć, jakby się jej należało. A jeżeli kobieta nie czułaby się na siłach, mogła poprosić kogoś innego.