Otrzymawszy list dnia poprzedniego, Nicholas nie ukrywał zaskoczenia. Był od Roberta, zapraszającego do siebie. Czyżby chodziło o ostatnią rozmowę? Nie było to nic pilnego w sumie, ale dość bliski termin na spotkanie mógł na to wskazywać.
Na tę wiadomość, Nicholas nie odpisywał. Skoro Robert zaznaczył, że będzie czekał w określonej porze, na ten dzień nie planował niczego. Tuż zaraz po swojej pracy, bądź nawet wychodząc odrobinę wcześniej, zamierzał udać się do posiadłości Mulciberów. Przełożonemu wytłumaczył się chęcią załatwienia spraw osobistych. Do takich mogły w końcu należeć wizyta u swojego uzdrowiciela, sprawy bankowe, czy inne urzędnicze. Kto będzie go sprawdzał?
Docierając na teren niemagicznego Londynu, skierował się ulicami prosto do znajomej sobie kamienicy. Na sobie miał granatową koszulę i czarne spodnie. Przez ramię przewieszoną torbę z dokumentami. Co nie skończył w pracy, dokończy w domu. Zapukał. Drzwi tradycyjnie otworzyła mu znana skrzatka. Selar. Od razu wpuściła go do środka. Być może została poinformowana o jego możliwym przybyciu, skoro nie zadawała pytań a poinformowała o tym, że Robert czeka na niego w gabinecie. Tam też został zaprowadzony i wpuszczony do pomieszczenia.
- Dla Ciebie zawsze znajdę czas, Robercie.Odpowiedział Traves na wstępne słowa, będące niczym ich przywitanie. Podszedł bliżej, aby przywitać się choćby uściskiem dłoni i zająć wolny fotel, by na drugim położyć swoją torbę z dokumentami. Co świadczyło o tym, że przybył prosto z Ministerstwa.
- Napiję się. Cokolwiek zaproponujesz.
Nie palił, ale nie odmówił napicia się. Ze względu na swoje problemy z sercem, nie mógł pozwolić sobie na zbyt wiele szkodników dla organizmu. Alkoholu nie odmówił, jeżeli to Robert chciał zaproponować. Nie odmówiłby nawet jakiejś kawy czy herbaty. Nie był wybredny w kwestii napoju. Co innego z jedzeniem.
Zajmując miejsce na fotelu, wysłuchał Roberta, który od razu przeszedł do sedna sprawy. ”Więc chodziło o Rodolphusa.” – odpowiedział sobie w myślach. Ale ta krótka wzmianka niewiele zadowoliła Nichoalasa. Zmarszczył brwi, uważniej patrząc na Roberta.
- Wydaje Ci się? A coś więcej jesteś wstanie mi powiedzieć?Zapytał, licząc co prawda na więcej szczegółów. Więcej informacji. Musiał też wiedzieć, jak sam ma podchodzić do rozmowy i współpracy z Rodolphusem.
- Pamiętaj, że ja z nim pracuję w Departamencie Tajemnic. Zostawiłeś mi część dokumentów i to też ważne, czy powinienem mu je udostępniać, czy nie. Już pominę fakt, że nie uprzedziłeś mnie o współpracy z nim wcześniej.
Dodał swoje uwagi i przypomnienie, żeby i to Robert miał na uwadze. Ograniczanie tutaj informacji, nie mogło mieć miejsca. Co z tego, że powie mu pożar został ugaszony, kiedy tak naprawdę to brzmiało niepewnie? Ta rozmowa mogła także nieść za sobą kwestię zaufania, jaką Nicholas poruszył mu ostatnim razem. Komu Robert ufa? Czego mu nie mówi? Jak duży między nimi ma być dystans? Zwiększa się, czy zacznie zmniejszać?
- Wiem, że nie wszystko muszę wiedzieć i nie jestem do tego upoważniony, ale jego sprawa jest dla mnie też kluczowa.