27.11.2022, 01:06 ✶
Grzebał sobie w koszyku Sally, wciąż trochę upojony potańcówką z wilami całkiem ukontentowany z życia. Słońce prażyło, miał swój dzbanek, no i nie wspominając już o świętym spokoju. Do czasu. Usłyszał swoje imię i ktoś klepnął go po ramieniu. Timothy miał pewna manierę, to jest ze najbardziej krzywił się na widok krewnych. Na pierwszym miejscu były oczywiście bliźniaki. Jego życiowa zmora, utrapienie i chodzące problemy. Na drugim natomiast, jego starzy, którzy równie dobrze mogli już dawni zamknąć się w jakiejś ładnej krypcie na cmentarzu. Na trzecim natomiast, cała reszta, jako zbiorowa niedogodność. Pojawienie się Thesa jednak, przede wszystkim go nieco wystraszyło. Nie spodziewał się, zbyt zajęty wymaganiem kolczastych kulek do tego stopnia, ze kiedy ten go klepnął, o mało nie wrzucił mu w cymbał nie jeżem, a pękniętym dzbanem. Całe szczęście, ze przypomniał sobie w ostatniej chwili, ze za niego zapłacił.
Posłał kuzynowi krzywy uśmiech, tym bardziej, ze wygrał zasrany kapelusz.
- Thes, jak miło cię widzieć - poinformował go raczej, niż faktycznie przyjął jego obecność z autentycznym zadowoleniem. - Timothy Fletcher, do usług. - przywitał się tez z Geraldine, która pojawiła się obok Theseusa. - Powodzenia - pożyczył im, bo obydwoje zdawali się chętni do sięgnięcia po jeże, podobnie jak i paru kolejnych ludzi, którzy nagle zaczęli się roić dookoła Sally. Dwójkę mógł jeszcze znieść, ale całe stado?
W myślach już zaczął zastanawiać się nad jakaś sprytna wymówka. Jajka czekały - było zbyt banalne i dziecinne. Mógł zawsze powiedzieć, ze niestety musi lecieć bo Will polizał jakiś śmiesznie wyglądający amulet i klątwa sprawiła ze włosy wyrosły mu w środku ust i na języku i musiał go prędko zabrać do uzdrowiciela. Albo ze musiał pilnie biec wpłacić kaucje w areszcie za Dione. Powody mnożyły się i krzyżowały ze sobą, tworząc kolejne. Już miał palnąć coś głupiego, kiedy Theseus zaczął się drzeć. Timothy miał zawsze zdrowo rozwinięty instynkt stadny, wiec w pierwszej chwili zareagował podobnie, wplatając tylko między poszczególne zbitki aaa pytanie co jest kurwa. Widząc jak kuzyn się miota, przerzucił dzban do drugiej ręki, chcąc go uchronić przed większymi uszkodzeniami, by następnie złapać go za kołnierz i zacząć ciągnąć, bo coś ewidentnie chciało go w tym koszu pozbawić ręki. Kiedy wreszcie udało im się oderwać od pojemnika i oddalić nieco od Sally, obejrzał dobie dokładnie rozoraną rękę Thesa.
- Na Merlina, co to było? - sapnął, poprawiając znajdujący się na jego głowie kapelusz, który tylko przeszkadza. W sumie to Theseus, nawet jeśli poturbowany, w jego oczach był aktualnie chyba najbardziej kompetentna osoba, żeby na to pytanie odpowiedzieć.
Posłał kuzynowi krzywy uśmiech, tym bardziej, ze wygrał zasrany kapelusz.
- Thes, jak miło cię widzieć - poinformował go raczej, niż faktycznie przyjął jego obecność z autentycznym zadowoleniem. - Timothy Fletcher, do usług. - przywitał się tez z Geraldine, która pojawiła się obok Theseusa. - Powodzenia - pożyczył im, bo obydwoje zdawali się chętni do sięgnięcia po jeże, podobnie jak i paru kolejnych ludzi, którzy nagle zaczęli się roić dookoła Sally. Dwójkę mógł jeszcze znieść, ale całe stado?
W myślach już zaczął zastanawiać się nad jakaś sprytna wymówka. Jajka czekały - było zbyt banalne i dziecinne. Mógł zawsze powiedzieć, ze niestety musi lecieć bo Will polizał jakiś śmiesznie wyglądający amulet i klątwa sprawiła ze włosy wyrosły mu w środku ust i na języku i musiał go prędko zabrać do uzdrowiciela. Albo ze musiał pilnie biec wpłacić kaucje w areszcie za Dione. Powody mnożyły się i krzyżowały ze sobą, tworząc kolejne. Już miał palnąć coś głupiego, kiedy Theseus zaczął się drzeć. Timothy miał zawsze zdrowo rozwinięty instynkt stadny, wiec w pierwszej chwili zareagował podobnie, wplatając tylko między poszczególne zbitki aaa pytanie co jest kurwa. Widząc jak kuzyn się miota, przerzucił dzban do drugiej ręki, chcąc go uchronić przed większymi uszkodzeniami, by następnie złapać go za kołnierz i zacząć ciągnąć, bo coś ewidentnie chciało go w tym koszu pozbawić ręki. Kiedy wreszcie udało im się oderwać od pojemnika i oddalić nieco od Sally, obejrzał dobie dokładnie rozoraną rękę Thesa.
- Na Merlina, co to było? - sapnął, poprawiając znajdujący się na jego głowie kapelusz, który tylko przeszkadza. W sumie to Theseus, nawet jeśli poturbowany, w jego oczach był aktualnie chyba najbardziej kompetentna osoba, żeby na to pytanie odpowiedzieć.