Nie było to sprawą Nicholasa, aby wtrącać się w sprawy między Rodolphusem a jego dziewczyną zwaną Bellatrix. Ale skoro kolega, zamiast z problemem udać się do kogoś ze swojej rodziny, brata czy kuzyna, przyszedł do niego, to wypadałoby może go wysłuchać, poznać powód, przyczynę i coś doradzić? Nie ma co ukrywać, że Nicholas w tym przypadku był zaskoczony. Problem miłosny. Poza bratem, nikomu w tej kwestii nie pomagał. Nie znał się na tych sprawach za bardzo. Co innego mówić o uczuciach, a co innego polecić świetną restaurację.
Aby wiedzieć, na czym stoi sytuacja Rodolphusa i dlaczego tutaj przyszedł z poranioną dłonią, Nicholas musiał mu zadawać pytania. Nie czując w tym przypadku żadnej granicy prywatności. Mieszkanie zabezpieczył. Cokolwiek tutaj mówili, było między nimi.
Na wspomnienie o sabacie Litha. Że kobiecie odbiło. Przepraszanie ze strony Rodolphusa. Westchnął. Jak nie zamieszanie na Beltame, na którym go nie było, to teraz kolejny kowen, na którym wynikły już inne problemy niż organizacyjne.
Nie bardzo wiedział jak się do tego odnieść. Kobieta faktycznie była dziwna. Chłop przeprosił, niby mu wybaczyła, ale i tak stwierdziła, że nie może mu ufać? I sobie od tak zniknęła z jego mieszkania? Coś tutaj było nie w porządku.
Pytania, jakie mu Rodolphus zadał, w zasadzie nie spodziewał się. Może nie w kwestii dziewczyny, Nicholas by się odniósł, ale w życiu miał osobę taką, której naprawdę ufał. Dużo dzięki niej osiągnął. Ostatnio jej zwrócił na to uwagę w kwestii zaufania. Choć nie miało związku z wyjawieniem słabości. To jednak w ostatnich dniach, wyjaśnili sobie wszystko.
Odpowiedzieć dyplomatycznie. Nicholas z Rodophusa, przeniósł wzrok na okno.- Jakbym się czuł…
Potrzebował paru sekund, aby ułożyć odpowiedź. Jakby wyobrazić sobie sytuację.
- Stwierdziłbym, że nie jest godna mojego zaufania. Obrażając się o coś, co nie jest istotne a głupią pierdołą, nie mówi o drugim człowieku dobrze. Kobiety najwyraźniej są uczulone na niektóre stwierdzenia. Obrażają się z byle powodu. Jeżeli nie wyjaśniła Ci wcześniej, o czym nie chce rozmawiać lub jak na pewne sprawy reaguje, to znaczy, że nie jest Ciebie warta. Nie jestem specjalistą od takich spraw. Sam nie byłem w związku.
Odparł wracając spojrzeniem na Rodolphusa. Według niego to była błaha sprawa. Gdyby chodziło o coś poważniejszego, to już inna sytuacja. Jak w ostatnich dniach, kiedy rozmawiali. Na razie mógł postawić flaszkę, zakładając, że facet załamany po utracie swojej miłości, ma potrzebę trochę wypić. Jedna szklaneczka mu nie zaszkodzi. A może trochę rozluźni mu myślenie.
- Nie przeszkodziłeś.
Zapewnił go, już nie odnosząc się do rany jaką sobie zrobił. Ważne, że tej ręki nie rozwalił porządnie. Wtedy konieczne byłoby udanie się do kogoś z jego rodziny, aby ją ”naprawili”.
- Rodolphus.
Zwrócił się do niego imiennie, trzymając zebrane papiery i teczki z ławy.
- Z jakiegoś powodu przyszedłeś do mnie, abym Cię wysłuchał? Może udzielił porady? Pracujemy razem. Więc jak masz spać gdzieś pod mostem, w Dziurawym Kotle i nie chcesz iść do kogokolwiek ze swojej rodziny, możesz zostać u mnie. Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że nawet do siebie nie chcesz wracać.
Odłożył dokumenty na komodę.
- Mieszkam sam. Miejsca dla nas wystarczy. Rozgość się.
Nie wyrzucał go. Ze względu na koleżeństwo w Departamencie, współpracę z jednym czarodziejem, nie wyrzucał go. Lepiej takich mieć przy sobie, niż poza zasięgiem. W tym mieszkaniu, Nicholas nie miał niczego do ukrycia. Dlatego wyglądało jak wyglądało. Prawie puste, jedynie z meblami, ubraniami, i przedmiotami codziennego użytku, jakie stanowią w łazience czy w kuchni. Nie zagracał się. A najważniejsze dokumentacje czy przedmioty, trzymał w swoim domu w Little Hangleton. Tam być może też by się Rodolphusowi spodobało.
Zaznaczając, że mieszka sam, można było także wywnioskować, że nie miał w tym miejscu nawet skrzatów. Wszystko robił sam. Włącznie z tym sprzątaniem. Z jakiegoś powodu człowiek uczył się przydatnych zaklęć.
- Robota mi nie ucieknie. Dokończę w biurze.Dodał dla zapewnienia.